Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stare dokumenty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stare dokumenty. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 maja 2020

Wspomnienia piłkarza Chelsea z meczu z Wisłą w 1936 roku

Poszukując materiałów przedstawiających historię Wisły często nawiązujemy kontakt z byłymi zawodnikami lub potomkami dawnych sportowców. W rodzinnych zbiorach zachowały się wyjątkowe zdjęcia, dokumenty, pamiątki, a także wspomnienia - przekazane z pokolenia na pokolenie opowieści zawierające subiektywne spostrzeżenia i emocje, które towarzyszyły piłkarzom. Wszystko to wzbogaca naszą wiedzę o meczach i innych imprezach klubowych, dodając kolorytu, gdyż bez tego bazowalibyśmy jedynie na relacjach prasowych.

O ile z byłymi piłkarzami Wisły i ich rodzinami udaje nam się skontaktować dość często, o tyle znacznie rzadziej mamy okazję wymienić się informacjami z rodzinami tych, którzy grali przeciwko Białej Gwieździe - dotyczy to szczególnie zagranicznych drużyn. Internet daje jednak niezwykłe możliwości odnajdywania informacji i nawiązywania kontaktów. Kilka dni temu odezwał się do nas wnuk Harry'ego Burgessa, piłkarza Chelsea Londyn, który w 1936 roku wystąpił w meczu swojej drużyny z Wisłą. Harry Burgess urodził się w 1904 roku. Grał w Stockport County, Sheffield Wednesday i począwszy od 1935 roku w Chelsea Londyn. W lidze i w FA Cup zaliczył przeszło 500 występów, 4 razy grał także w reprezentacji Anglii - mowa więc o piłkarzu, który bez wątpienia zapisał ważną kartę w historii wyspiarskiego futbolu.

Harry Burgess

Pan Andrew Burgess przesłał nam dwie pamiątki oraz garść wspomnień swojego dziadka z podróży do Polski.

Pierwsza pamiątka to program tournée Chelsea po kontynencie, którego częścią był mecz z Wisłą. Anglicy wybrali się w imponującą trasę - w ciągu 3 tygodni maja 1936 roku byli w Holandii, Szwecji, Polsce i w Niemczech. Program zawiera szczegółowy plan tej podróży, włącznie z rozkładem pociągów i podaniem hoteli na noclegi. Dowiadujemy się, że w Krakowie Chelsea gościła w Grand Hotelu. Ten renomowany obiekt na swojej stronie internetowej szczyci się długą listą szacownych gości - wśród nich znajdują się koronowane głowy, politycy, nobliści, artyści... Do złotej księgi gości Grand Hotel może też dodać piłkarzy jednego z najsłynniejszych klubów świata.

Program zawiera też skład ekipy - dowiadujemy się, że 15 piłkarzom w drodze towarzyszyło 3 działaczy i trener.


Druga pamiątka to fotografia całej angielskiej delegacji w miejscu, które Polakom łatwo rozpoznać, choć pomnik widzimy od tyłu. Nie ma jednak wątpliwości, że jest to posąg księcia Józefa Poniatowskiego w Warszawie. Wnukowi Harry'ego Burgessa zidentyfikowanie tego miejsca sprawiło dużą satysfakcję. Chelsea zawitała do Warszawy, gdyż tam rozegrała spotkanie z reprezentacją Polski w przededniu meczu z Wisłą. Z relacji prasowych wiemy, że Anglicy zwiedzili miasto, tu na zdjęciu możemy zobaczyć, że nie miało to tylko turystycznego wymiaru. Piłkarze Chelsea mają za sobą pokaźny wieniec, który pewnie za chwilę złożą pod pomnikiem. Takie gesty były częstym elementem międzynarodowych eskapad piłkarskich. Już w 1911 roku szkockie Aberdeen przybywszy do Krakowa na mecze z Wisłą złożyło kwiaty pod pomnikiem Mickiewicza i przy płycie upamiętniającej Tadeusza Kościuszkę. Drużyna Wisły zaś przykładowo w 1933 roku przebywając w Paryżu złożyła wieniec na Grobie Nieznanego Żołnierza pod Łukiem Triumfalnym.


Jakie wspomnienia z wyjazdu do Polski zachował Harry Burgess? Przede wszystkim wyjazdy, takie jak ten, były bardzo atrakcyjnym doświadczeniem. Współcześnie (pomijając aktualne ograniczenia związane z epidemią koronawirusa) mamy możliwość spontanicznie i za niewielkie pieniądze w kilka godzin przemieścić się na drugi koniec kontynentu. Wówczas podróżowanie było znacznie trudniejsze i znacznie rzadsze. Burgessowi wyjazdy zagraniczne w czasie jego pięcioletniego pobytu w Chelsea sprawiały wielką przyjemność, szczególnie że The Blues byli zamożnym klubem. Jak możemy zauważyć z zaprezentowanego wyżej programu, piłkarze zatrzymywali się w luksusowych hotelach. Gdziekolwiek się pojawili, wzbudzali wielkie zainteresowanie - na oba ich mecze w Polsce wyprzedano komplet biletów, a prasa obszernie relacjonowała spotkania. Realizować swoją sportową pasję i przy okazji zwiedzić w komfortowych warunkach kawałek świata! Zawodnicy z takich wypraw wracali więc bogatsi o piękne wspomnienia - a także szereg pamiątek. Harry przywiózł z Polski między innymi krzyż wykonany z soli - zgadujemy, że mógł to być suwenir z Wieliczki, ten przedmiot niestety nie zachował się do naszych czasów. 

Harry Burgess opowiadał swojej rodzinie o meczach w Polsce, jednak jego syn i wnuk nie do końca zdawali sobie sprawę, jaką rangę miały w Warszawie i Krakowie te spotkania. Renoma przeciwnika była olbrzymia - Anglia to w końcu ojczyzna piłki nożnej, a tak się składa, że Chelsea była pierwszą w historii drużyną z tego kraju, która zawitała nad Wisłę. Już sam ten fakt sprawiał, że mecze z Niebieskimi traktowano niezwykle poważnie (wymownym świadectwem jest to, że na pierwszego rywala Chelsea w Warszawie wystawiono reprezentację Polski). Dla Wisły to też nie był kolejny mecz międzynarodowy, których przecież trochę krakowianie rozegrali. Biała Gwiazda gościła wcześniej kluby z Austrii, Węgier, Niemiec, Danii, Holandii, sama była we Francji, Belgii, Rumunii. Wszystkie te potyczki traktowano prestiżowo, mecz z Chelsea był jednak szczególny - Anglicy przyjechali, by uświetnić jubileusz 30-lecia Wisły Kraków. Uroczysty i podniosły nastrój tego wydarzenia był więc niezaprzeczalny. Wiśle udało się pokonać Chelsea, co prasa okrzyknęła "najcenniejszym wynikiem polskiego piłkarstwa". 

Burgess z Polski przywiózł jeszcze jedno odczucie, które zapewne w pełni sobie uświadomił trzy lata później - wspominał bowiem, że w napiętej atmosferze tamtych dni dało się już wyczuć zbliżający się wybuch wojny i toczące się przygotowania do niej...

Panu Andrew Burgessowi dziękujemy za przesłane pamiątki i wspomnienia. Nasz kontakt zaczął się na platformie youtube, gdzie zamieściliśmy krótki film przybliżający mecz Wisła-Chelsea. Zachęcamy więc i Was do zapoznania się z tym materiałem: 





sobota, 1 grudnia 2018

Piłkarze Wisły pobili się na treningu! Ale spokojnie - to było w 1924 roku.

W zbiorach Towarzystwa Sportowego Wisła znajduje się pięknie oprawiona Księga protokołów z posiedzeń Wydziału i Walnych Zgromadzeń. Na każdym posiedzeniu zarządu lub walnym zgromadzeniu członków Wisły sekretarz klubu spisywał protokół - notował kto był obecny, o czym rozmawiano, jakie decyzje podjęto. Księga ta obejmuje lata 1919-1928 i zawiera przeszło 140 protokołów.

Jest to bezcenne i fascynujące źródło o historii Wisły w tamtych latach. Protokoły pokazują życie klubu "od kuchni" - omawiają sprawy codzienne, często takie, które nie przedostały się do prasy i przez to nie zostały nigdzie indziej opisane. Wiemy z nich, jak funkcjonował klub, kto był za co odpowiedzialny, w jaki sposób rozwiązywano kwestie organizacyjne. Protokoły zdają relację z takich spraw, jak organizacja cateringu na ówczesnym stadionie Wisły, koszty sprowadzenia zagranicznej drużyny na mecz towarzyski, upominki jakimi obdarowywano zasłużonych piłkarzy i wiele, wiele innych. Zapewne fragmenty tych protokołów jeszcze nieraz zagoszczą na łamach naszego bloga.

Dzisiaj zaś chcemy omówić szokujący wpis z 1924 roku. Pod datą 20 października 1924 roku czytamy:

Na wniosek p. Mastalskiego oddano sprawę pobicia się na boisku graczy Ludwikowskiego i Czyżewicza komisji dyscyplinarnej, a na wniosek p. Kempskiego oddane tejże komisji sprawę nie stawienia się wyżej wymienionych graczy mimo wezwań przed wydział.-



Sprawa ta była omawiana na kolejnym spotkaniu zarządu 3 listopada 1924:

Na wniosek Komisji Dyscyplinarnej uchwalono ukarać graczy Ludwikowskiego i Czyżewicza, za pobicie się a boisku podczas treningu, ostrem upomnieniem z zagrożeniem dyskwalifikacji z tem, że wymiar kary ogłosi kierownik sekcji drużynie, oraz będzie umieszczony na piśmie w lokalu Towarzystwa na przeciąg 2 tygodni.



Z tych zdań wiemy, że w trakcie treningu doszło do bójki pomiędzy dwoma zawodnikami Wisły. W protokołach zajście to omówione jest bardzo zdawkowo - nie wiemy, co było przyczyną sporu i możemy tylko zgadywać, że w ferworze walki doszło do starcia, sfaulowany zawodnik zareagował agresywnie, a faulujący nie ustąpił. A może przyczyna była zupełnie inna? Może w tle był jakiś osobisty zatarg? To pozostanie zagadką. Wiemy za to, że zawodnicy nie stawili się na wezwanie zarządu by udzielić wyjaśnień. Sprawą zajęła się komisja dyscyplinarna Towarzystwa Sportowego i wymierzyła kary honorowe - upomnienie i ogłoszenie tego w formie pisemnego zawiadomienia w siedzibie klubu. To też znamienne - w tamtych czasach uważano, że niegodną postawę należy napiętnować i zawstydzić winowajców, co ma mieć silniejszy efekt od kary finansowej.

O uczestnikach zajścia - Ludwikowskim i Czyżewiczu - nie wiemy zbyt wiele.

Ludwikowski należał zapewne do osób, do których pasuje określenie "krew nie woda". Na karty protokołów trafił bowiem jeszcze raz w marcu 1925 roku, gdy zachował się nietaktownie wobec jednego z działaczy. Słabiej zapisał się w relacjach sportowych - odnotowano tylko dwa jego występy w pierwszej drużynie Wisły, przy czym były to mecze sparingowe. Nie znamy nawet jego imienia, a dość popularne nazwisko utrudnia odnalezienie dalszych informacji w księgach adresowych z tamtych czasów.

O Czyżewiczu wiadomo trochę więcej, jednak nie tyle ze względu na jego występy w Wiśle, co raczej z powodu jego późniejszej kariery. Po odejściu z Białej Gwiazdy był bowiem piłkarzem Garbarni Kraków i Pogoni Lwów - w tym pierwszym klubie wystąpił nawet dwa razy w meczach ligowych. Pod koniec życia Czyżewicz był też działaczem Wisły w Radzie Seniorów.

Adam Czyżewicz, uczestnik bójki z 1924 roku

Często w poprzednich postach na tym blogu zgłębianie historii Wisły porównywaliśmy do układania puzzli - z tą różnicą, że poszczególne elementy trzeba jeszcze samemu znaleźć. Podobnie jest w tym przypadku. Mamy nadzieję odnaleźć jeszcze kolejne źródła dotyczące Ludwikowskiego i Czyżewicza.

Księga Protokołów została przez nas w całości zeskanowana i jest dostępna w naszej biblioteczce internetowej. Mało tego - wiemy, że stare pismo odręczne może być dla wielu osób trudne do odczytania, dlatego przygotowaliśmy też wersję tekstową. Zachęcamy do zapoznania się z tymi materiałami!

Strona tytułowa Księgi Protokołów, z podpisami sekretarza klubu Mariana Kopcia i prezesa Wisły Józefa Szkolnikowskiego


sobota, 29 września 2018

Z nowości na stronie: dokument z 1945 roku

Na portalu historiawisly.pl staramy się gromadzić i udostępniać materiały źródłowe dotyczące dziejów Towarzystwa Sportowego Wisła. Często praca ta wykracza poza wąsko pojmowane losy Wisły, bo też historii naszego klubu nie można wyciąć z szerszego kontekstu. Niedawno udało nam się dotrzeć do dokumentu z 1945 roku, który pokazuje jak krakowskie piłkarstwo wychodziło z mroków okupacji. 

Rzeczony dokument to pismo Krakowskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej z 14 lipca 1945 roku skierowane do 19 podwawelskich klubów. KOZPN zawiadamiał o powołaniu 55 zawodników na mecze sparingowe, celem ostatecznego ustalenia składu reprezentacji Krakowa na mecze towarzyskie. 

Zawiadamiamy uprzejmie Panów, iż we czwartek dnia 19-tego lipca 1945 roku na boisku Klubu Sportowego "Cracovia" odbędą się zawody sparringowe 4-ech Teamów celem wyeliminowania 3-ch reprezentacyj na zawody Moskwa-Kraków, Warszawa-Kraków i Poznań Kraków. 




Pismo przekazuje nam wiele informacji i zawiera sporo ciekawostek. 

Już na wstępie uderza duża liczba klubów funkcjonujących wtedy w Krakowie. Polacy pod okupacją niemiecką nie zaprzestali gry w piłkę. Działalność polskich klubów i stowarzyszeń była zakazana, mecze rozgrywano więc w konspiracji, ale w krakowskich turniejach często startowało wiele zespołów i rozgrywki przyciągały licznych fanów. Po zakończeniu okupacji niemieckiej konspiracyjne kluby powróciły do oficjalnej działalności. 

Z omawianego pisma widać, że ciągle stosowano wtedy ustawienie 2-3-5. Na zachodzie ta taktyka odchodziła już do lamusa i inne ustawienia rewolucjonizowany grę w piłkę. Do Polski te nowinki miały dopiero nadejść. 



Zwraca uwagę nagłówek pisma - KOZPN na papierze firmowym chwalił się, że jest zdobywcą Pucharu Polski na 1936/37 rok. W latach 30 Puchar Polski rozgrywano bowiem jako rywalizację pomiędzy reprezentacjami miast, a nie pomiędzy poszczególnymi klubami. Możliwe, że czyste arkusze takiego papieru przetrwały w ukryciu wojnę i były teraz ponownie w użyciu. Wkrótce klimat polityczny w Polsce stał się znacznie surowszy i chwalenie się sukcesami z czasów II RP stało się politycznie niemożliwe. 


Powołanie na te sparingi dostało pięciu zawodników Wisły: bramkarze Jerzy Jurowicz i Henryk Rybicki, pomocnicy Jan Wapiennik i Tadeusz Kubik oraz skrzydłowy Władysław Giergiel. Jest to o tyle ciekawe, że według naszych dotychczasowych informacji Henryk Rybicki był piłkarzem Wisły od 1934 roku, ale jedynie do 30 marca 1945 roku, kiedy to został wykreślony z listy członków TS. Miał wtedy przystąpić do Cracovii. To pismo pokazuje, że jeszcze w lipcu według KOZPN był graczem Wisły. Okoliczności rozstania Rybickiego z Białą Gwiazdą wymagają więc dalszych poszukiwań. 

Po II Wojnie Światowej nie zdecydowano się na szybkie przywrócenie do życia Reprezentacji Polski w piłce nożnej. Uznano, że po latach krwawej okupacji polska piłka nożna nie jest od razu gotowa to międzynarodowej rywalizacji, a powoływanie reprezentacji, by ta odnosiła wysokie porażki, mija się z celem. Zabrano się do systematycznej pracy nad odbudową naszego piłkarstwa - począwszy od regularnych treningów zawodników - co przecież w latach wojny nie mogło mieć miejsca - po odbudowę futbolowej infrastruktury - często zniszczonej lub zagrabionej przez okupanta. Reprezentacje poszczególnych miast lub regionów były też jednym z etapów w programie przygotowań do ponownego wystawienia reprezentacji Polski. Widać, że w lipcu 1945 roku KOZPN dokonywał naprawdę dogłębnego przeglądu sił - powołania dostali także zawodnicy z mniejszych krakowskich drużyn. 

Znamienna jest kwestia sprzętu sportowego. Powołani zawodnicy mieli przynieść ze sobą własne buty, skarpety, ochraniacze i spodenki. Jedynie koszulki miały być zapewnione (swoje trykoty udostępniły zespoły Łobzowianki, Cracovii i Grobli - Krakowski Okręgowy Związek miał później pokryć koszty prania sprzętu). 

Z wymienionych w piśmie spotkań reprezentacji Krakowa nie doszło do potyczki z Moskwą. 19 sierpnia 1945 roku Kraków rozegrał mecze wyjazdowe z Warszawą i Poznaniem (oba tego samego dnia - wystawiono dwie jedenastki jednocześnie). Ze stolicą wygraliśmy 1:0, z Poznaniem padł remis 2:2. Co ciekawe, w tych dwóch meczach zagrało wielu zawodników Wisły, którzy na lipcowe sparingi wcale nie dostali powołania (między innymi bracia Filkowie, Kohut, Cholewa). Zapewne ich forma była dla działaczy oczywista i nie musiała być wcześniej sprawdzana. 

Na koniec słowo o tym, gdzie omówiony tutaj dokument został odnaleziony. Dotarliśmy do niego w miejscu na pierwszy rzut oka zaskakującym - w Archiwum Prowincji Polski Południowej Towarzystwa Jezusowego. Co jezuici mają wspólnego z historią piłki nożnej? Otóż na początku XX wieku prowadzili Związek Męskiej Młodzieży Przemysłowej i Rękodzielniczej - organizację opiekującą się młodzieżą robotniczą. To z sekcji sportowej tego związku wywodzi się Juvenia Kraków, a w 1945 Juvenia była jednym z adresatów pisma od Krakowskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej. Dzięki skrupulatności księży w prowadzeniu kancelarii i w archiwizacji dokumentów to interesujące pismo przetrwało do naszych czasów. 

Do dalszej lektury polecamy:
* Sezon 1945 (piłka nożna) - dzieje Wisły Kraków w roku zakończenia II Wojny Światowej
* Rywalizacje międzymiastowe - historia reprezentacji Krakowa
* Statystyka wszystkich spotkań Krakowa
* Okupacyjne Mistrzostwa Krakowa - o krakowskiej piłce w czasach okupacji

piątek, 17 sierpnia 2018

Wizyta w Woli Zręczyckiej. Dworek przesiąknięty historią.

Dwa tygodnie temu mieliśmy przyjemność odwiedzić dworek w Woli Zręczyckiej koło Gdowa. Dworek ten wybudował Władysław Jenkner, jeden z założycieli Wisły Kraków, obecnie zaś znajduje się tam prywatne muzeum prowadzone przez prawnuka Władysława p. Krzysztofa wraz z żoną p. Anetą. Zapraszamy do przeczytania relacji z naszych odwiedzin!

Wola Zręczycka znajduje się za Wieliczką, koło Gdowa, niecałą godzinę jazdy od Krakowa. Na miejsce pojechaliśmy krajową A4, skręcając w lokalne drogi tuż przed Kłajem. Po minięciu łowiska w Nieznanowicach i przecięciu rzeki Raby zaczęliśmy wspinać się wąziutką drogą na szczyt wzgórza. Mieliśmy szczęście, że nikt nie jechał z naprzeciwka, gdyż byłby autentyczny problem z wyminięciem się. Po kilku minutach zza kolejnego zakrętu wyłonił się nasz punkt docelowy - Dwór Feillów.


Drewniany dworek prezentuje się sielankowo - daje poczucie przeniesienia się w czasy Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Wspaniale prezentuje się też szeroki ogród, pełen kwiatów i drzew rzucających przyjemny cień. Istna Arkadia. Okazuje się jednak, że losy tego miejsca były znacznie bardziej burzliwe, niż wskazywałby obecny wygląd. O tym opowiedzieli nam właściciele - p. Krzysztof i p. Aneta, którzy przywitali nas na ganku i zaprosili do wnętrza dworu. 

Prawdopodobnie już w zamierzchłych średniowiecznych albo i wcześniejszych czasach miejsce to było zamieszkałe - sugeruje to strategiczne położenie na szczycie wzgórza, koło rzeki. Pierwsze historyczne wzmianki pochodzą jednak z połowy XIX wieku - wtedy majątek ten zakupiła Anna Feill z domu Olszańska. Była ona córką powstańca listopadowego, który musiał uciekać do Wiednia. Anna poślubiła tam Rudolfa Feilla, który z kolei był synem Francuza, który do Wiednia uciekł przed Rewolucją Francuską. Tak oto wielkie historyczne zawirowania splotły losy tej dwójki. Anna po śmierci męża postanowiła wrócić na ziemie polskie i zamieszkała właśnie koło Gdowa. 

Władysław Jenkner ożenił się z wnuczką Anny, Malwiną Feill. Gdy w czasach II RP stary dworek spłonął od uderzenia pioruna, to właśnie Jenkner zajął się odbudową i zaprojektował nowy budynek. Władysław był przedsiębiorcą budowlanym, miał więc niezbędne doświadczenie i umiejętności, wygląd dworku świadczy też, że nie brakowało mu zmysłu estetycznego. 

Jenkner dużo czasu spędzał poza rodzinnym majątkiem. Z racji wykonywanego zawodu musiał przebywać tam, gdzie aktualnie realizował projekty budowlane. II Wojna Światowa zastała go w Rzeszowie, gdzie pracował w Polskich Zakładach Lotniczych. Tuż przed zajęciem miasta kazał zasypać maszyny zakładowe piaskiem, by okupant nie miał z nich pożytku. Lata wojenne Jenkner spędził we Lwowie. W tym samym czasie Dwór w Woli Zręczyckiej stał się schronieniem i bazą zaopatrzeniową dla partyzantów. Po wojnie rodzina chciała tutaj na nowo ułożyć sobie życie, nowe realia szybko jednak dotarły i do Zręczyc. Władze komunistyczne wywłaszczyły Jenknerów i dosłownie wyrzuciły ich z rodzinnego majątku. Władysław z żoną wyjechali do Wrocławia, tam Jenkner probował ponownie prowadzić firmę budowlaną. Ponownie stracił wszystko, gdy władza "wzięła się" za prywatnych przedsiębiorców i biznes Władysława zrujnowały domiary podatkowe. Jenkner zmarł w 1955 roku. 

W czasach PRL Dwór Feillów był ośrodkiem szkoleniowo-wypoczynkowym Politechniki Krakowskiej. Zdaje się, że przeprowadzano tutaj różne architektoniczne eksperymenty. Przykładowo pierwsze piętro dworku wyremontowano dosłownie nadużywając betonu - był do pomysł conajmniej dziwny, zważywszy, że cała konstrukcja budynku jest drewniana. Rozpoczęto też kopanie... bunkrów, tego projektu jednak nie dokończono. 

Po 1989 roku potomkowie Władysława Jenknera rozpoczęli sądową batalię o odzyskanie rodzinnego majątku. By tego dokonać musieli udowodnić, że... wywłaszczenie przez komunistów było bezprawne. Manifest PKWN z 1944 roku zapowiadał wywłaszczenie majątków o powierzchni większej niż 50 hektarów, Wola Zręczycka była tymczasem mniejsza. Paradoksalnie to właśnie na mocy Manifestu lipcowego udało się majątek odzyskać, bo rodzina wykazała, że komuniści wyrzucając Jenknera z Dworku złamali swoje własne dekrety. Sprawa sądowa trwała jednak bardzo długo i dopiero kilka lat temu Dwór Feillów powrócił w rodzinne ręce. 

Tej pasjonującej historii słuchaliśmy w salonie Dworu z ust prawnuka Władysława p. Krzysztofa i jego żony p. Anety - obecnych gospodarzy tego miejsca. Jednocześnie podziwialiśmy wnętrze dworu, gdzie mimo burzliwych dziejów zachowało się dużo mebli, starych sprzętów domowych, obrazów. Ponownie mieliśmy poczucie przeniesienia się w czasie w odległą epokę, a barwna opowieść gospodarzy ożywiała minione postaci i wydarzenia... 


p. Krzysztof i p. Aneta opowiadają historię Dworu Feillów

Mimo tak skomplikowanych losów zachowało się wiele rodzinnych pamiątek. Dla nas oczywiście najcenniejsze były te dotyczące Władysława Jenknera i jego ojca Wiktora. Władysław był liderem drużyny Czerwonych Kraków. Klub ten powstał w 1906 roku, a jego patronem był Wiktor, przedsiębiorca budowlany. To prawdopodobnie właśnie dzięki wsparciu finansowemu Wiktora Czerwoni mogli zakupić zagranicą profesjonalne stroje sportowe. W 1907 roku klub Jenknera połączył się z Wisłą założoną także w 1906 roku przez Tadeusza Łopuszańskiego. Była to fuzja na równych prawach - po połączeniu klub zachowywał nazwę jednej i barwy drugiej drużyny. Dzisiejsza Wisła jest więc spadkobierczynią obu klubów i dlatego Władysława Jenknera nazywamy jednym z założycieli Wisły. To właśnie od Czerwonych wywodzą się barwy Wisły i symbol gwiazdy. 

W rodzinnych wspomnieniach zachowała się pamięć o tym, że Władysław w młodości był sportowcem i grał w piłkę nożną, państwo Krzysztof i Aneta nie mieli jednak świadomości, że Jenkner był postacią tak znaczącą w historii polskiej piłki nożnej. My z kolei nie znaliśmy jego prywatnych losów i historii jego życia. W tym miejscu p. Krzysztofowi i p. Anecie należą się wielkie podziękowania, bo to dzięki ich dbałości o historię zachowało się tyle szczegółów i można odbudowywać pamięć o Władysławie Jenknerze. Po obszerniejszą biografię zapraszamy na naszą stronę, w tym miejscu przedstawimy kilka pamiątek. 

W Dworze Feillów jest przykładowo świadectwo szkolne Władysława z 1907 roku (ocena celująca z wuefu, nieco niższe noty z innych przedmiotów). 


W jednej z gablot znajduje się szereg pamiątek: jest tu między innymi książeczka wojskowa Władysława wraz z Krzyżem Walecznych za wojnę polsko-bolszewicką, Znak Pancerny (odznaka nadawana żołnierzom formacji pancernych, odznaka Jenknera ma numer 18), karty wizytowe, papierośnica. 

Sporo dokumentów dotyczy spraw wojskowych - zachowała się przykładowo karta mobilizacyjna z 1913 roku i mianowanie Władysława Jenknera na porucznika z 1916 roku:


W końcu nie można też nie wspomnieć o zdjęciach Władysława Jenknera. W dotychczasowych opracowaniach dotyczących historii polskiej piłki Jenkner był co najwyżej wymieniany z imienia i nazwiska, obecnie mamy zaś liczne fotografie i wiemy jak wyglądał ten pionier polskiego futbolu: 





W Dworze Feillów znajduje się o wiele więcej dokumentów i pamiątek - większość z nich dopiero czeka na szczegółowe przeglądniecie, opracowanie i zeskanowanie. Mamy obietnicę p. Krzysztofa i p. Anety, że jeżeli wśród tych materiałów znajdą się kwestie piłkarskie, to dostaniemy o tym informację!

Po kilku przyjemnie spędzonych godzinach opuściliśmy Dworek w Woli Zręczyckiej z przekonaniem, że do tak pięknego miejsca jeszcze wrócimy. 

Prywatne muzeum w Woli Zręczyckiej jest otwarte dla zwiedzających po wcześniejszym umówieniu się z gospodarzami. W Dworku można też wynająć pokój noclegowy, zorganizować konferencję lub szkolenie, sesję fotograficzną lub wesele plenerowe. Po więcej informacji zapraszamy na stronę p. Krzysztofa i p. Anety. 


Do dalszej lektury polecamy zaś: 

*Kolekcję rodzinnych pamiątek Władysława oraz Wiktora

sobota, 26 maja 2018

O dokumentach, których nie znaleźliśmy w Wiedniu ani w Pradze

Strona historiawisly.pl przybliża dzieje Towarzystwa Sportowego Wisła, na niniejszym blogu odsłaniamy zaś kulisy powstawania portalu - w jaki sposób ustalamy historyczne zdarzenia, jak interpretujemy źródła, w jaki sposób docieramy do nowych materiałów.

Materiały źródłowe do historii Wisły pochodzą z różnych zbiorów. Przykładowo w bibliotekach i czytelniach odnaleźć można stare dzienniki i czasopisma z relacjami z meczów (coraz częściej gazety te są skanowane i dostępne w bibliotekach cyfrowych). Bardzo ciekawe i często niepublikowane wcześniej materiały znajdują się w prywatnych kolekcjach, są to na przykład przechowywane w rodzinie pamiątki po byłych sportowcach i działaczach.

Z definicji instytucjami powołanymi do gromadzenia, przechowywania i udostępniania starych dokumentów są Archiwa. I tak na przykład w Archiwum Narodowym w Krakowie znajduje się najstarsze pismo urzędowe dotyczące Wisły. Jest to list z Cesarsko-Królewskiego Namiestnictwa Galicji we Lwowie z 7 lutego 1910 roku, zatwierdzający rejestrację TS Wisła (tak - ze ściśle formalistycznego punktu widzenia Wisła powstała w 1910 roku, bo dopiero wtedy została zarejestrowana jako stowarzyszenie, jej działalność w latach 1906-1909 z perspektywy obowiązującego wówczas prawa była nieoficjalna).

Pismo z CK Namiestnictwa w sprawie rejestracji Towarzystwa Sportowego Wisła, 7 lutego 1910, zbiory Archiwum Państwowego w Krakowie


Pismo z Archiwum Państwowego w Krakowie ze zgodą na wykorzystanie materiałów na portalu historiawisly.pl

Zdobycie nowych materiałów źródłowych najczęściej jest efektem żmudnej pracy - wielu godzin spędzonych w bibliotece lub na kwerendzie zbiorów online. Czasem jest to kwestia szczęśliwego trafu lub pomocy kogoś życzliwego, kto udostępnia nam swoje zbiory.

Bardzo często jest jednak i tak, że poszukiwania okazują się bezowocne - trafiamy w ślepy zaułek i mimo usilnych starań i poświęconego czasu i środków nie znajdujemy nic ciekawego.

Kilka tygodni temu skontaktowaliśmy się z archiwami w Wiedniu i Pradze: Austriackim Archiwum Państwowym (Österreichisches Staatsarchiv) oraz Archiwum Miasta Pragi (Archiv hlavního města Prahy). Spodziewaliśmy się, że mogą tam znajdować się cenne dokumenty z historii Wisły w okresie galicyjskim. Jakie?

Wisła Kraków w latach 1910 i 1911-14 była członkiem Austriackiego Związku Piłki Nożnej (Österreichischer Fußball-Verband) - najpierw bezpośrednio, później poprzez galicyjski oddział AZPN. Był to burzliwy związek, szczególnie w okresie 1910-11, o czym świadczy poniższy artykuł prasowy z Głosu Narodu ze stycznia 1911:


Austriacki Verband zabronił Wiśle gry z drużynami czeskimi, na co Wisła odpowiedziała zgłaszając swoje wystąpienie ze Związku. Po kilku miesiącach Biała Gwiazda powróciła do Austriackiego Związku, przekształconego w federację związków regionalnych. Komunikacja dotycząca tych spraw musiała odbywać się za pośrednictwem telegramów lub listów. W Austriackim Archiwum Państwowym znajdują się zaś zbiory dokumentów Verbandu - czy zatem są tam pisma wysyłane z Wiednia do Krakowa i z Krakowa do Wiednia? Czy gdzieś na półkach archiwum w Wiedniu spoczywa list, w którym Wisła ogłasza władzom zaborczym, że przestaje uznawać ich zwierzchnictwo? Wysłaliśmy do Archiwum zapytanie, opłaciliśmy stosowną kwerendę (dość drogą) i czekaliśmy na odpowiedź.

Niestety, odpowiedź była negatywna.

Smutne pismo z Austriackiego Archiwum - w tamtejszych zbiorach brak dokumentów dotyczących Wisły Kraków

W 1911 roku, po wystąpieniu z Austriackiego Verbandu, Wisła utrzymywała bardzo bliskie kontakty z Czechami i ich związkiem piłkarskim (Český fotbalový svaz - Č.S.F.). Wiosną 1911 roku Wisła rozegrała aż 15 spotkań z drużynami czeskimi, zarówno u siebie, jak i na wyjeździe. Biała Gwiazda sprowadziła nawet pod Wawel Reprezentację Czech. Gdy 21 maja 1911 roku w Krakowie z inicjatywy Wisły powołano pierwszy polski związek piłkarski, obecnych przy tym było 3 czeskich działaczy. Tak mocne relacje musiały pozostawić ślady w dokumentach, na pewno wymiana korespondencji była wówczas intensywna - wysyłano zaproszenia, ustalano terminy, dopinano kwestie organizacyjne. Oto przykład: 

Czeska gazeta Národní listy z 2 czerwca 1911. Tłumaczenie: Wyjazd drużyny Č.S.F. na Morawy i do Krakowa przełożony. Krakowska Wisła poinformowała Č.S.F. telegraficznie, że intrygami Cracovii pozbawiona została boiska, tak więc nie może rozegrać meczów z Czechami i prosi o przełożenie ich na 14 i 15 czerwca. Č.S.F. ogłasza zatem powołanym zawodnikom, że wyjazd, zaplanowany na dzisiaj, zostaje przełożony. 

Mecze z reprezentacją Czech miały odbyć się w Krakowie 4 i 5 czerwca 1911 roku. Wisła jednak nie posiadała własnego boiska i korzystała z tak zwanego boiska pozlotowego - tymczasowego stadionu wybudowanego na Błoniach przez Towarzystwo Gimnastyczne Sokół. Mecze z reprezentacją Czech miały wielkie znaczenie - były częścią kampanii na rzecz autonomii polskiego sportu. Český fotbalový svaz był bowiem niezależny od władz w Wiedniu i Wisła wzorując się na działaczach z Pragi postulowała utworzenie niezależnego polskiego związku piłkarskiego. Spotkania z silnymi Czechami miały pokazać, że polska piłka nożna może wiele na takim kroku zyskać. Inicjatywa Wisły była torpedowana przez Cracovię, która budowała swoją pozycję na dobrych kontaktach z Wiedniem. Okazuje się, że Cracovia doprowadziła do tego, że stadion został zajęty i Wisła w ostatniej chwili musiała telegraficznie przekładać mecze. 

W internetowym katalogu można znaleźć informację o tym, że Archiwum Miasta Pragi posiada dokumenty Czeskiego Związku Piłkarskiego - znamy dokładne oznaczenie tych zbiorów: karton 592, sygnatura XIV/0120. Wysłaliśmy więc do Archiwum zapytanie, czy w zbiorach tych znajdują się telegramy, pisma, fotografie lub inne materiały dotyczące związków Wisły z Czeskim Svazem. Niestety, odpowiedź z Pragi w swej treści była taka sama, jak odpowiedź z Wiednia. Jedyna różnica była taka, że archiwiści z Pragi kwerendę przeprowadzili bezpłatnie. 

Dokumenty, które mieliśmy nadzieję odnaleźć, mogły ulec zniszczeniu. Przecież od momentu ich powstania przez Europę przetoczyły się dwie wojny światowe. Materiały te mogły też jednak przetrwać i jedynie ulec rozproszeniu - może są w innych archiwach albo w prywatnych kolekcjach? Nie zaprzestajemy więc poszukiwań i z pewnością jeszcze wiele ciekawych materiałów odnajdziemy. 


sobota, 5 maja 2018

Z nowości na stronie: Sprawozdanie Miroslava Horáčka z założenia Związku Footballistów Polskich

W ostatnich latach biblioteki, muzea i archiwa intensywnie korzystają z możliwości, jakie stwarza nowoczesna technologia. W wielu ośrodkach trwa tak zwana digitalizacja, czyli tworzenie i udostępnianie elektronicznych wersji zbiorów. Dzięki temu oryginały są chronione przed zniszczeniem, a jednocześnie zeskanowane materiały - szczególnie jeżeli nie są już objęte prawami autorskimi - stają się dostępne na niespotykaną wcześniej skalę. Wśród licznych polskich projektów wymienić można wspaniałą bazę zdjęć Narodowego Archiwum Cyfrowego i zbiory Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej.

Digitalizacja postępuje także w innych państwach i kilka miesięcy temu zaczęliśmy przeglądać zagraniczne biblioteki cyfrowe w poszukiwaniu materiałów dotyczących Wisły Kraków. Mowa tu o prasie francuskiej, niemieckiej, austriackiej, brytyjskiej, holenderskiej, belgijskiej, hiszpańskiej, czeskiej, chorwackiej... Poszukiwania już teraz przyniosły wiele cennych znalezisk - są to zdjęcia i relacje prasowe wcześniej w Polsce nieznane. O jednym przykładzie już pisaliśmy w poście Skład odnaleziony po 107 latach i zagraniczne materiały pewnie nieraz będą jeszcze tematem postów na tym blogu.

Dzisiaj chcemy zaś przedstawić prawdziwą "perełkę" - relację bezpośredniego uczestnika jednego z najważniejszych wydarzeń w historii Wisły. By dobrze zrozumieć wagę tego znaleziska, musimy nakreślić trochę kontekstu historycznego.

Wisła powstała w 1906 roku, gdy Polski nie było na mapach Europy, ale gdy jednocześnie Polacy różnymi sposobami starali się podtrzymać patriotycznego ducha, umacniać polską kulturę i w możliwie pełny sposób przygotowywać się do odzyskania niepodległości. Najłatwiej było o to w zaborze austriackim, gdzie polityka władz w porównaniu do Niemiec czy Rosji była stosunkowo liberalna. W Galicji jak wiadomo udało się nawet powołać organizacje paramilitarne, które - gdy nadeszła ku temu pora - stały się zalążkiem Wojska Polskiego. Powstanie klubów piłkarskich można rozpatrywać w tym samym patriotycznym świetle. Założycielem Wisły był Tadeusz Łopuszański - pedagog, który całe swoje życie poświęcił idei nowoczesnego wychowania. Łopuszański zmobilizował swoich uczniów do powołania klubu, bo w sporcie widział potencjał pedagogiczny - rywalizacja piłkarska przy jednoczesnej współpracy z kolegami z drużyny miała wykształcać u młodych ludzi wartościowe cechy charakteru: odwagę, odpowiedzialność, męstwo. Jednocześnie sport budował poczucie więzi, czemu symbolicznie dano wyraz w nazwie drużyny (Wisła przepływała przez każdy z trzech zaborów, "Polacy i Wisła to Polska" - taki okrzyk rozbrzmiewał na spotkaniu założycielskim). W nowatorskiej wizji Łopuszańskiego futbol był jednym z elementów programu wychowania młodych Polaków na świadomych obywateli i patriotów.

Założyciel Wisły Tadeusz Łopuszański

Myśl Tadeusza Łopuszańskiego wyznaczyła kierunek działalności Wisły. "Sprawiało nam satysfakcję to, iż szliśmy zawsze wiernie w służbie pewnej, ale wielkiej idei. Czuć się w klubie swoim, jak w domu ojczystym, oddychać pełną piersią, podkreślać na każdym kroku swój czysto-narodowy, a w czasach zaborczych także niepodległościowy charakter - oto nasza idea, której służyliśmy" - tak początki Wisły wspominali po latach jej działacze (cytat za księgą jubileuszową Wisły z 1936 roku).

Początkowo Wisła funkcjonowała w sposób nieformalny - jej działalność nie była zarejestrowana i klub nie miał podmiotowości prawnej. Po pewnym czasie dalszy rozwój klubu wymagał zalegalizowania działalności i 7 lutego 1910 roku CK Namiestnictwo we Lwowie zatwierdziło statut Wisły - w tym momencie Wisła stała się stowarzyszeniem, zgodnie z obowiązującym wówczas prawem. Następnym krokiem w rozwoju organizacyjnym było członkostwo w związku zrzeszającym różne kluby, tak jak dzisiaj drużyny piłkarskie przynależą do PZPN. Analogicznie - państwowe związki należały do międzynarodowej federacji FIFA. Wisła przystąpiła do Austriackiego Związku Piłki Nożnej (Österreichischer Fußball-Verband), bo ta organizacja posiadała jurysdykcję nad Krakowem i Galicją. Patriotycznej Wiśle taki stan rzeczy nie był jednak w smak, oznaczał bowiem kontrolę zaborcy nad polskim życiem sportowym. Wkrótce Biała Gwiazda zaczęła sprawiać Austriakom poważne kłopoty. 

Działacze Wisły nawiązali bowiem kontakty z piłkarstwem czeskim i zaczerpnęli inspirację od naszych południowych sąsiadów. Czesi posiadali własny, niezależny związek piłkarski (Český fotbalový svaz). O ile austriacki Verband należał do FIFA, o tyle czeski Svaz przystąpił do konkurencyjnej Międzynarodowej Unii Amatorskiej (Union Internationale Amateur de Football Association). FIFA uznawała regułę państwową (jedno państwo mógł w FIFA reprezentować tylko jeden związek piłkarski), UIAFA dla odmiany działała w oparciu o regułę narodowościową, ignorującą aktualne granice polityczne. Teoretycznie Polacy z każdego z trzech zaborów mogli się zjednoczyć w jednym autonomicznym, niezależnym od zaborców związku piłkarskim. Związek ten mógł zaś wystawiać do gier międzynarodowych pod egidą UIAFA swoją reprezentację. Reprezentacja Czech w 1911 roku wygrała Mistrzostwa Europy zorganizowane przez UIAFA i nie miało tu znaczenia, że Czesi nie posiadali swojego własnego niepodległego państwa. Reprezentacja Polski przed odzyskaniem niepodległości? Trudno sobie wyobrazić, jak wielki ładunek emocjonalny niosłoby to dla Polaków w tamtych czasach... 

Właśnie na taki ambitny plan autonomii dla polskiego sportu porwała się Wisła. Biała Gwiazda wystąpiła z Austriackiego Związku i zaczęła namawiać inne kluby do powołania polskiej federacji. Ostatecznie na 21 maja 1911 roku w Krakowie wyznaczono spotkanie założycielskie Związku Footballistów Polskich. W spotkaniu tym wzięło udział aż trzech działaczy czeskiego piłkarstwa. Czesi bowiem doskonale zdawali sobie sprawę ze stawki, o jaką toczyła się gra. FIFA nakazała swoim członkom bojkot konkurencyjnej UIAFA, "rozłamowcy" musieli więc jak najmocniej wspierać się wzajemnie. 

Jednym z czeskich działaczy obecnych w Krakowie był Miroslav Horáček. Kilka dni później na spotkaniu zarządu Czeskiego Svazu zdał relację z przebiegu spotkania założycielskiego polskiego związku. Relację tę wydrukowała gazeta Národní listy. Ponad 100 lat później udało nam się dotrzeć do tego artykułu dzięki czeskiej bibliotece cyfrowej. Tłumaczenie z czeskiego na polski umożliwił Google Translate i oto mamy przyjemność udostępnić dokładne sprawozdanie z jednego z najważniejszych dni w historii Wisły: 

Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę podzielić się satysfakcjonującą informacją, że ziarno zasiane w czasie zeszłorocznego meczu Wisły i Slavii wzrosło i udało się Wiśle założyć narodowy polski związek piłkarski, do którego od początku przystąpiło 10 klubów. Gdy zostałem nagle przedwczoraj wezwany przez związek abym objął reprezentowanie Č.S.F. na kongresie polskich klubów, który TS Wisła zwołała na 21 tm. na godzinę 10, przyznaję szczerze, że nie miałem dużo nadziei na pomyślny rezultat mojej misji. Mój nastrój zdecydowanie się poprawił, gdy w Pardubicach do pociągu wsiadł prezes Slavii Kruliš, który początkowo z powodu całkowitego braku czasu odmówił reprezentowania Č.S.F., jednak wraz z postępem podróży przygotowaliśmy sobie wtedy materiał i rozdzieliliśmy możliwe zadania. Kongres polskich klubów, zwołanych przez Wisłę w imię narodowego sportu, odbył się na boisku z widokiem na malownicze kontury Wawelu i w pobliżu majestatycznego kopca Kościuszki. W naszych okolicznościach urządzanie kongresu na zimnie, pośrodku rozmokłego boiska, uchodziłoby za dziwne, ale pod wrażeniem rozgrywających się wydarzeń i pod wrażeniem ognistych i szczerych przemówień przedstawicieli Wisły Januszewskiego i Orzelskiego, całe zgromadzenie nabyło zapierającego dech w piersiach rysu, którego dostarczać musiały nasze obozy i spotkania w latach 60. 

Lecz do sedna. Przewodniczący red. Januszewski na wstępie przywitał czeskich przedstawicieli - red. Kruliša, mnie jako przedstawiciela Č.S.F. i obecnego kolegę Laufra jako gościa z Czech i licznych delegatów polskich klubów: Wisły, Kresu, Wisłoki, Krakowi, Sandecji, Diany, Resovii, Polonii, Mielca, KPN Biało-Czerwonych, Tarnovii, Skawy itd. Wyjaśnił dokładnie w czym sprawa i przekazał głos Krulišowi, aby wyłożył międzynarodowe relacje piłkarskie jak i stosunek do Aust. Z.P.N. Kruliš w swoim zwyczajowym, spokojnym i rzeczowym stylu wyjaśnił naszym polskim kolegom stanowisko czeskie wobec Aust. Z. P. N. i przeciwko F.I. de F.A. i stosunek do nowej Unii Amatorskiej. Wykład jego, wyrażony w jasny i wolny sposób, by każdy mógł zrozumieć, wzbudził płomienny entuzjazm i wywarł takie wrażenie, że natychmiast nabrałem przekonania, że tym razem nasza opinia zwycięży nad wiedeńską. Entuzjastyczna owacja rozbrzmiała po jego ostatnich słowach, gdy serdecznie zaprosił polskich braci, aby nie dali się zwieść ze ścieżki samostanowienia narodowego, aby w kultywowaniu sportu widzieli element narodowego wychowania, aby nie wyzbyli się swego prawa do bycia równymi i równoprawnymi wobec innych narodów uprawiających sport. 

Do powyższego przyłączył się nie mniej żywiołowo p. Orzelski, który w doskonałej, pięknej i dla nas zrozumiałej polszczyźnie bezpośrednio zaprosił zgromadzonych delegatów, aby założyli autonomiczny narodowy polski związek piłkarski i tak jak Czesi przyłączyli się do Amatorskiej Unii Piłkarskiej. Propozycja ta przez obecnych przedstawicieli polskich klubów jednomyślnie została przyjęta i tak dokonał się jeden z najradośniejszych aktów w czesko-polskim zbliżeniu sportowych idei. Potem miałem okazję przemówić w imieniu Č.S.F., opowiedzieć o rozwoju i opisać działania Č.S.F. i wskazać pokrótce perspektywy na przyszłość oraz zakończyć wezwaniem, by nowy polski związek pracował ręka w rękę ze związkiem czeskim. Kronikarski obowiązek zmusza mnie do odnotowania, że i moja przemowa przyjęta została z bezwarunkową przychylnością i że oboje, Kruliš i ja, staliśmy się przedmiotem sympatycznych wypowiedzi, odnoszących się oczywiście do spraw, klubów i Č.S.F., które reprezentowaliśmy. Epilog polskich mówców zakończył zjazd. Č.S.F. został poproszony, by jego przedstawiciel na kongresie amatorskiej unii w Roubaix zgłosił nowy polski związek narodowy na członka amatorskiej unii. Zostały także natychmiast przeprowadzone wybory komitetu przygotowawczego w celu zredagowania statutu i rozpoczęcia działań związku. 

Dla pełności sprawozdania przekazuję, że na kongresie z wdzięcznością uznano gentelmeńskie postępowanie Aberdeen wobec Czechów i Polaków, choć Wiedeń próbował poprzez Angielską Federację (F.A. Ltd.) wymusić na Aberdeen zakaz spotkań na kontynencie (w Pradze i w Krakowie) - okoliczność ta sprowadziła na Aberdeen trzykrotne gromkie zawołanie "czołem!". Po spotkaniu wszyscy członkowie kongresu udali się pod pomnik Mickiewicza i płytę pamiątkową Kościuszki, gdzie Aberdeen zaskoczyło polską publiczność złożeniem wieńców i przemówieniami. Ten akt szacunku, spełniony w samo południe, został przez wszystkich obecnych przyjęty burzliwymi oklaskami, a zaśpiewanie polskich pieśni narodowych zakończyło uroczystości.




Sprawozdanie Miroslava Horáčka - Národní listy z 28 maja 1911 roku


Marian Orzelski, jeden z inicjatorów powołania Związku Footballistów Polskich, prezes Wisły w latach 1913-14. Prezesem Białej Gwiazdy był także syn Mariana - Tadeusz (lata 1933-1949)

Relacja czeskiego działacza dostarcza wiele nieznanych wcześniej szczegółów. Przede wszystkim zaś pozwala odczuć, jak pełni entuzjazmu byli wówczas polscy działacze, jaka patriotyczna radość przepełniała ich przy podejmowaniu tych decyzji. 

Okazuje się, że spotkanie założycielskie odbyło się pod gołym niebem na Błoniach, na tymczasowym stadionie: 


Stadion tzw. pozlotowy na krakowskich Błoniach. To tutaj powołano do życia pierwszy Polski Związek Piłkarski

Wisła nie była wówczas bogata, ale zorganizowanie sali konferencyjnej z pewnością nie przekraczało jej możliwości finansowych. Czy działacze Białej Gwiazdy uznali, że miejsce z widokiem na Wawel i Kopiec Kościuszki będzie jednak właściwsze dla tej sprawy? Bardzo wymowne jest też, że po zakończonych obradach zgromadzeni uznali za wskazane, by udać się pod Pomnik Mickiewicza i do tablicy upamiętniającej Powstanie Kościuszkowskie. 


Krakowski Rynek w początkach XX wieku. Źródło: krakow.fotopolska.eu

Horáček informuje, że zjazd wyznaczony był na godzinę 10, a w samo południe jego uczestnicy byli już na Rynku. Odliczając czas potrzebny na przemieszczenie się z Błoń pod pomnik Mickiewicza można uznać, że obrady trwały półtorej godziny. 

Uważny czytelnik zapewne zauważył, że wśród klubów-założycieli Polskiego Związku wymieniona jest "Krakowia". Pasy były przeciwnikiem niezależności polskiej piłki, Cracovia swoją pozycję budowała właśnie na dobrych relacjach z centralą w Wiedniu i wspólnie z Austriakami torpedowała inicjatywę Wisły (na przykład bojkotując Białą Gwiazdę, organizując konkurencyjne mecze o tej samej porze albo zajmując stadion pozlotowy w terminie, w którym Wisła planowała urządzić spotkania). Czy w ostatniej chwili Cracovia zmieniła zdanie i przyłączyła się do ruchu na rzecz autonomii polskiego sportu? Nic z tego, to była pomyłka w druku i następnego dnia Národní listy zamieściły sprostowanie - chodziło o klub Krakus: 


Na wyjaśnienie zasługuje jeszcze obecność w relacji Szkotów z Aberdeen. Za pośrednictwem Czechów Wiśle udało się zaprosić do Krakowa FC Aberdeen - było to wielkie wydarzenie, polskie kluby nigdy wcześniej nie grały bowiem z tak silnym rywalem, z profesjonalną brytyjską drużyną. Biała Gwiazda wyznaczyła zjazd założycielski Polskiego Związku właśnie na dzień meczu z Aberdeen - dzięki temu inicjatywa Wisły mogła zyskać jeszcze większą uwagę opinii publicznej, a jednocześnie mecze ze Szkotami były świadectwem tego, że autonomia nie oznacza izolacji i bojkot Austriaków i FIFA nie skaże polskiej piłki na wegetację. Jak wiemy z relacji Horáčka, Austriacki Verband próbował wywrzeć na Aberdeen naciski w celu odwołania wizyty pod Wawelem. Szkoci jednak nie przejęli się tymi sugestiami, czym zaskarbili sobie wdzięczność Polaków. Okazaniem szacunku Mickiewiczowi i Kościuszce Szkoci już do reszty podbili serca Krakowian. 


FC Aberdeen w 1911 roku w Krakowie


Jakie były dalsze losy Związku Footballistów Polskich? Nie przetrwał on długo - już dwa miesiące później Wisła decyduje się powrócić do Austriackiego Związku, w jakiś czas później "śmiercią naturalną" umiera też UIAFA. O powrocie Wisły do Austriackiego Verbandu zadecydował podział wśród polskich klubów - nie wszystkie bowiem poparły ZFP. Idea ta znalazła spory odzew wśród małych klubów, jednak te silniejsze jednak Cracovia, Pogoń i Czarni Lwów nie zdecydowały się na separatystyczny krok. Akcja zainicjowana przez Wisłę przyniosła jednak sukces - Austriacy dostrzegli, że muszą się liczyć z ambicjami Polaków i muszą pójść na ustępstwa. Verband zrozumiał, że nie może działać centralistycznie i zgodził się na powołanie Związku Polskiego Piłki Nożnej jako swojego "oddziału" w Galicji. ZPPN uzyskał pewną autonomię i w tej sytuacji Wisła uznała, że dalszy podział wśród polskich klubów przyniesie sprawie narodowej więcej szkody niż pożytku. 

Powołanie Związku Footballistów Polskich - pierwszego polskiego związku piłki nożnej - uznajemy za jedno z najważniejszych wydarzeń w historii Wisły. Historia ta dowodzi także, że dla Białej Gwiazdy futbol nie był po prostu kopaniem piłki - chodziło o coś więcej. 

Polecamy do dalszej lektury: 

- Wisła a Związek Footballistów Polskich - szczegółowe omówienie historii ZFP
- Österreichischer Fußball-Verband - historia austriackiego Verbandu i związków Wisły z nim
- Český fotbalový svaz - historia czeskiego svazu i konktaków Wisły z Czechami
- UIAFA - krótkie dzieje organizacji konkurencyjnej względem FIFA
- Związek Polski Piłki Nożnej - losy autonomicznego "pododdziału" Verbandu


sobota, 24 marca 2018

Wielka Księga Adresowa Królewskiego Stołecznego Miasta Krakowa

W pewnym zakładzie psychiatrycznym była biblioteka dla podopiecznych. Jeden z pacjentów codziennie wypożyczał nową książkę i oddawał ją następnego dnia, twierdząc, że zdążył ją przeczytać. Bibliotekarz powątpiewał w te zapewnienia i postanowił zażartować sobie z chorego. Przyniósł z domu książkę telefoniczną i wypożyczył ją, mówiąc, że jest to nowa i bardzo wysoko oceniana sztuka teatralna. Następnego dnia, jak zawsze, pacjent przychodzi wymienić książkę i bibliotekarz pyta się szyderczo:

- Jak się panu podobała ta pozycja?

Na co pacjent odpowiada:

- Bardzo wartościowa lektura. Sama akcja sztuki co prawda dość miałka, ale za to jaka imponująca obsada!

Nasza fascynacja historią Wisły może niekiedy podpadać pod lekkie szaleństwo. W poszukiwaniu informacji o dziejach Białej Gwiazdy gotowi jesteśmy nawet zarwać noc i czytać książkę telefoniczną.

Trzeba jednak wyjaśnić, że w przeszłości porządna książka telefoniczna (a w czasach, gdy telefony nie były jeszcze powszechne - książka adresowa) była bezcennym źródłem informacji. Zawierała nie tylko dane kontaktowe osób prywatnych, ale także ogłoszenia punktów usługowych i handlowych, informacje o urzędach, stowarzyszeniach i innych instytucjach, często nawet spisy właścicieli poszczególnych nieruchomości. W internecie dostępnych jest wiele krakowskich ksiąg adresowych z różnych lat, my przyjrzeliśmy się tym pochodzącym z czasów galicyjskich.

Okładka Wielkiej Księgi Adresowej z 1912 roku


W Krakowie na początku XX wieku co roku publikowana była Wielka Księga Adresowa Królewskiego Stołecznego Miasta Krakowa (oraz Podgórza, które było wówczas odrębnym miastem). Księgę wydawał Stefan Mikulski i spółka. Każdy rocznik liczył kilkaset stron i już rzut oka na takie wydawnictwo budzi podziw i uznanie dla ogromu pracy, jaki należało włożyć w publikację. Skany Wielkiej Księgi dostępne są między innymi na stronach Małopolskiego Towarzystwa Genealogicznego.

Jakie wiślackie informacje możemy tam znaleźć? Przykładowo:

Zawód i miejsce zamieszkania założyciela Wisły i pierwszego prezesa, Tadeusza Łopuszańskiego:



Zawód i miejsce zamieszkania Mariana Orzelskiego, prezesa Wisły w latach 1913-14




Dane kontaktowe gazety Głos Narodu, której redaktorem naczelnym był Antoni Beaupre, prezes Wisły w latach 1911-12

Informacje o rodzinie Reymanów (synowie Franciszki: Henryk, Jan i Stefan byli jeszcze widocznie zbyt młodzi, by zostać odrębnie wpisanymi do księgi adresowej):







Czy tego rodzaju wycinki wnoszą coś wartościowego do naszej wiedzy o losach Wisły Kraków? To trochę jak układanie puzzli - pojedynczy kawałek sam w sobie nie ma znaczenia, ale gdy zgromadzimy więcej elementów i zauważymy, że niektóre do siebie pasują, to zacznie wyłaniać się pełniejszy obraz. Zerknijmy na to ogłoszenie:


Są to informacje o krakowskiej filii czeskiego Banku Przemysłowego. Wśród zatrudnionych tam urzędników odnajdujemy Ignacego Moesera, działacza Wisły. Z innych źródeł wiemy, że Moeser był członkiem wiślackiej komisji rewizyjnej, a w 1911 roku był kierownikiem drużyny w czasie wyjazdu Białej Gwiazdy do Czech (pisaliśmy już o tym w jednym z wcześniejszych postów). Te fakty nabierają głębszego sensu w połączeniu z notatką z Księgi Adresowej: 
- do obowiązków komisji rewizyjnej należał nadzór nad finansami klubu. Doświadczenie zawodowe Moesera z pracy w banku na pewno było pomocne w realizacji tych zadań.
- Moeser pracował w czeskiej firmie, w biurze na codzień spotykał się z Czechami (wystarczy spojrzeć na nazwiska innych urzędników) - można przypuszczać, że w jakimś stopniu posługiwał się językiem czeskim. Był więc osobą, która mogła efektywnie reprezentować klub w kontaktach z czeskimi klubami i działaczami, a Wisła kontakty te miała wówczas bardzo intensywne (w samym 1911 roku Biała Gwiazda rozegrała 16 spotkań z drużynami czeskimi). 

Takimi drobnymi krokami możemy powoli rozbudować bazę danych o historii Wisły. 

Nazwisko Moeser odnajdujemy w jeszcze jednym interesującym dokumencie: w 1948 roku Ignacy Moeser jako ławnik Sądu Okręgowego w Krakowie wydał wyrok skazujący kilkunastu SS-manów za zbrodnie dokonane przez nich w obozach koncentracyjnych. Czy to ten sam Ignacy Moeser? Prawdopodobnie tak, ale pewności nie mamy - zebraliśmy jeszcze zbyt mało kawałków, by dokończyć ten fragment historycznej układanki.