Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Henryk Reyman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Henryk Reyman. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 listopada 2023

Wiślaccy Hektorzy. Reymanowie jakich nie znaliście

Dobra wiadomość dla wszystkich, którzy stęsknili się za cyklem filmów dokumentalnych pt. „Per aspera ad astra. Dzieje Wisły Kraków” – w środę 6 grudnia odbędzie się premiera kolejnego odcinka serii. Tym razem będzie mieć ona wyjątkową oprawę – zaprosimy Was do kina! Co więcej, nie będzie to jedyna czekająca nas w tym roku filmowa niespodzianka przygotowana przez Stowarzyszenie Historia Wisły. Tydzień później odbędzie się następna projekcja, oczywiście następnego odcinka. A dla tych, którzy nie będą mogli obejrzeć filmów w kinie, będzie później taka możliwość za pośrednictwem Internetu. 

  O czym będą traktować kolejne wiślackie filmy? Tym razem twórcy zabiorą nas w podróż po losach rodziny Reymanów. Będzie więc o ich korzeniach, o czasach, w których przyszło im żyć, przede wszystkim zaś o ich patriotyzmie, który wykazywali na każdym kroku. Wiślacka opowieść nie skupi się tylko na Henryku Reymanie – będzie mowa także o jego przodkach i rodzeństwie. No i oczywiście o sporcie. Zaprezentowane zostaną niepublikowane wcześniej zdjęcia i dokumenty, co tym bardziej powinno zachęcić Was do wybrania się do kina lub obejrzenia filmu w domowym zaciszu.


Serdecznie zapraszamy do uczestnictwa w „Filmowej Jesieni z Historią Wisły”, bo taką właśnie nazwę nosi ten projekt, który współfinansowany jest ze środków Miasta Kraków. 


6 grudnia 2023, godz. 19:06, kino Agrafka, ul. Krowoderska 8, Reymanowie. Wiślaccy Hektorzy, cz. I,


13 grudnia 2023, godz. 19:06, kino Agrafka, ul. Krowoderska 8, Reymanowie. Wiślaccy Hektorzy, cz. II.




wtorek, 18 października 2022

Kibice (?) Cracovii napisali „GTS” na grobie Henryka Reymana. Reyman zmarł 4 lata przed wprowadzeniem nazwy „GTS”.


    Kilka tygodni temu kibice (?) Cracovii „pochwalili się” w mediach społecznościowych szczególną „akcją”. Ciężko w to uwierzyć, ale okazało się to prawdą: przyszli na Cmentarz Rakowicki, żeby na grobie Henryka Reymana wygrawerować i wymalować „GTS”. Wszystko oczywiście w imię „odkłamywania historii”. I nie przeszkadzał im w tym fakt, że Henryk Reyman ZMARŁ CZTERY LATA PRZED DODANIEM PRZYMIOTNIKA „GWARDYJSKIE” DO NAZWY TS WISŁA!




    Henryk Reyman został wyróżniony tytułem Honorowego Prezesa TS Wisła Kraków w marcu 1959 roku. Stało się to po odwilży politycznej 1956 roku. Wcześniej, w czasie stalinizmu, Reyman jako przedwojenny oficer Wojska Polskiego był szykanowany przez władze państwowe i odsunięty od działalności publicznej. To wtedy Wisłę włączono do Zrzeszenia Sportowego Gwardia, zastępując ją Gwardią Kraków. Takie były założenia totalitarnej reformy polskiego sportu z 1949 roku – wcześniejsze nazwy klubów miały odejść w niepamięć. Po śmierci Stalina część najbardziej radykalnych decyzji cofnięto, między innymi zezwolono klubom na powrót do tradycyjnych nazw i barw. Reyman brał udział w odbudowie struktur Wisły i w reaktywacji Towarzystwa Sportowego. W 1959 roku został mianowany honorowym prezesem TS Wisła, zmarł zaś w 1963 roku. Wisłę przemianowano na „Gwardyjskie Towarzystwo Sportowe” dopiero w 1967 roku, a więc w cztery lata po śmierci Reymana. Nazwa GTS Wisła obowiązywała od 9 maja 1967 do 11 września 1990.

    W okresie tym na grobie Henryka Reymana zamontowano tablicę z obowiązującą ówczesną nazwą klubu, popełniając anachronizm. To częsty błąd, taki sam popełniono w przypadku Jerzego Jurowicza. Zmarłemu w 1989 roku Jurowiczowi inskrypcja nagrobna przypisuje „23 lata w barwach GTS Wisła”, tymczasem bramkarz ten występował w Wiśle, Gwardii-Wiśle i Gwardii Kraków, ale nigdy w „GTS Wiśle”, bo zakończył piłkarską karierę 12 lat przed wprowadzeniem tej nazwy. Częsty czy nie, błąd pozostaje błędem. Na tablicy Reymana pomyłek było zresztą więcej – legendarnemu Wiślakowi wygrawerowano bowiem… złą datę śmierci (marzec zamiast kwietnia).

    Obie pomyłki (datę i nazwę) na tablicy nagrobnej Reymana poprawiono w 2013 roku. Płyta wraz z całą mogiłą przeszła ostatni raz renowację w 2014 roku, a remont sfinansowano ze zbiórki kibiców, ze środków rodziny Reymana i z Narodowego Funduszu Rewaloryzacji Zabytków Krakowa.

    Brak nam słów, by skomentować „akcję” osób mieniących się kibicami Cracovii. Jeżeli uważali, że Wisła „zakłamuje historię”, to oczywiście mieli prawo być w błędzie, ale przyznanie sobie prawa do rycia i pisania po czyimś nagrobku, to przekroczenie jakichkolwiek granic przyzwoitości.

    Tablica zostanie całkowicie wymieniona, o co zadba klub we współpracy ze Stowarzyszeniem Socios oraz w porozumieniu z właścicielami grobu, a więc rodziną Henryka Reymana. Więcej informacji w oświadczeniu wydanym przez klub.



Aktualizacja 19.10.2022
Dodajemy zdjęcia przedstawiające, jak płyta na grobie wyglądała w przeszłości i jak wygląda obecnie.

W 2013 "3" w dacie śmierci poprawiono na "4" a grawerunek litery G zapełniono masą plastyczną. Na pocz. września 2022 litera G została ponownie wygrawerowana przez skucie masy plastycznej i świeżo pomalowana złotym markerem do nagrobków




czwartek, 7 marca 2019

Moment, który utkwił w pamięci Henryka Reymana

25 maja 1924 roku w pierwszej rundzie turnieju olimpijskiego zmierzyły się ze sobą zespoły Włoch i Hiszpanii. Mecz był wyrównany - lepiej zaczęli Hiszpanie, choć Włosi dobrze się bronili. Hiszpanie byli doskonale wyszkoleni technicznie i przeważali. Drużyna z Półwyspu Iberyjskiego bazowała jednak przede wszystkim na akcjach indywidualnych, podczas gdy zespół z Półwyspu Apenińskiego grał bardziej drużynowo. Dzięki temu Włosi byli w stanie oprzeć się Hiszpanom. Zespół doskonale taktycznie przygotował Vittorio Pozzo - uznawany za jednego z najlepszych szkoleniowców w historii futbolu. Pozzo dopiero kilkanaście lat później wyrobił sobie status legendy włoskiego futbolu - gdy w 1934 i 38 roku poprowadził Włochy dwukrotnie do Mistrzostwa Świata, a w międzyczasie sięgnął po złoty medal olimpijski - ale już wtedy w 1924 roku dobrą taktyką potrafił zniwelować przewagę oponenta.

Decydująca chwila miała miejsce w 84 minucie. Hiszpański obrońca Pedro Vallana interweniował tak niefortunnie, że wpakował piłkę do własnej bramki. Słynny bramkarz Ricardo Zamora był bezradny, bardzo silna Hiszpania pożegnała się z turniejem już w pierwszym meczu.

Spotkanie Włochy - Hiszpania z trybun stadionu Colombes pod Paryżem wraz z kolegami z reprezentacji Polski oglądał Henryk Reyman. Mecz Biało-czerwonych wyznaczony był na następny dzień, polscy piłkarze korzystali zaś z okazji by w ramach Igrzysk Olimpijskich w pełni chłonąć piłkarskie wydarzenia. Był to pierwszy międzynarodowy turniej, w którym nasza reprezentacja brała udział. Na Igrzyska Olimpijskie w Antwerpii w 1920 roku Polska nie pojechała z powodu trwającej wojny z bolszewikami. Międzynarodowe kontakty starały się utrzymywać poszczególne kluby, zaś od momentu odzyskania niepodległości reprezentacja zdołała rozegrać raptem 11 spotkań - i to z pobliskimi krajami, jak Węgry, Szwecja czy Rumunia. Styczność z zachodnim piłkarstwem, możliwość obserwowania w akcji zawodników z dalekich Włoch i Hiszpanii była dla Polaków wielkim przeżyciem. O hiszpańskim golkiperze układano w Polsce wiersze!

Zamora wsparty w bramce o szczyt Pirenejów 
Piękniejszy niż Don Juan, obciśnięty w swetrze, 
Jak dumny król, w chaosie center i wolejów, 
Śledzi kulę świetlistą, prującą powietrze.

- pisał skamandryta, Kazimierz Wierzyński.

Decydująca bramka meczu Włochy - Hiszpania mocno odcisnęła się w pamięci Henryka Reymana. Do tego stopnia, że gdy 35 lat później Przegląd Sportowy poprosił Wiślaka o spisanie wspomnień z Igrzysk Olimpijskich, Reyman ze szczegółami opisał tego gola:

W spotkaniu z Włochami tuż przed końcem meczu prawy obrońca hiszpański zasunął taką bombę do własnej bramki (oczywiście przypadkowo), że słynny Zamora nie miał przy niej nic do powiedzenia. Obrońca ten płakał po tym jak dziecko, wijąc się na boisku i przez dłuższy czas koledzy nie mogli go uspokoić.

Tak się składa, że jeden z fotoreporterów doskonale uchwycił ten kluczowy moment. Tym samym możemy zobaczyć to, co widział Henryk Reyman i możemy spróbować wyobrazić sobie emocje tamtej chwili sprzed 95 lat.

84 minuta meczu Włochy-Hiszpania - samobójcza bramka Hiszpanów. Ricardo Zamora zdaje się zupełnie zaskoczony, Pedro Vallana już wie, co się stało i zdążył ukryć twarz w ramionach. Najbliższych kilka chwili spędzi zrozpaczony leżąc na ziemi i nie mogąc dojść do siebie. Gdzieś z trybun stadionu w Colombes scenę tę oglądają reprezentanci Polski z Henrykiem Reymanem na czele. Oni gorycz olimpijskiej porażki przeżywać będą następnego dnia, gdy ulegną niezwykle silnej reprezentacji Węgier. 

Tutaj jeszcze kilka ciekawych zdjęć związanych z Igrzyskami Olimpijskimi 1924:

Widok ogólny stadionu w Colombes pod Paryżem - głównej areny Igrzysk Olimpijskich 1924. Na fotografii ceremonia otwarcia Igrzysk. 


Reprezentaci Polski w czasie ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich 1924. Niestety, obiektyw nie uchwycił piłkarzy. 

Nieistniejący już Stadion Bergeyre w Paryżu, na którym swój jedyny mecz na Igrzyskach 1924 roku rozegrała Polska. Biało-czerwoni przegrali 0:5 z Węgrami. 

Olimpijskie wspomnienia Henryka Reymana i Wacława Kuchara (Pogoń Lwów) po 35 latach (zobacz)

Do dalszej lektury polecamy:
- Biografia Henryka Reymana
- Wiślacy na Olimpiadach
- Lista spotkań reprezentacji Polski w piłce nożnej z udziałem Wiślaków
- Historia reprezentacji Polski w piłce nożnej z wiślackiej perspektywy

sobota, 22 grudnia 2018

Wigilia w 20 pułku piechoty

Wielokrotnie wspominaliśmy o tym, jak wspaniałą bazą zdjęć jest Narodowe Archiwum Cyfrowe. NAC udostępnia w wersji cyfrowej setki tysięcy starych fotografii ze wszystkich dziedzin życia społecznego, w tym także sportu. Ale także fotografie niezwiązane bezpośrednio ze sportem mogą dotyczyć Wisły Kraków, dlatego staramy się przeczesywać bazę NAC w poszukiwaniu takich "nieoczywistych" materiałów.

Dzisiaj - w okresie przedświątecznym - zapraszamy na wigilię 20 pułku piechoty w 1927 roku.


W sali udekorowanej łańcuchami i gałązkami zgromadziło się kilkudziesięciu wojskowych. Na stole zastawionym prostymi żołnierskimi manierkami widzimy ryby i chałkę. Na twarzach szeregowców dostrzec można wielkie przejęcie, niektórzy nieśmiało zerkają w obiektyw. W głębi, koło wysokiej choinki z aniołem na szczycie, stoi dowództwo pułku, prawdopodobnie w tym momencie składane są świąteczne życzenia.

Fotografia ta sama w sobie jest bardzo ciekawa, ale co ma wspólnego z Wisłą Kraków?

Zagłębiając się w historię Wisły przed 1939 rokiem odkrywamy na pierwszy rzut oka dość zaskakujący fakt - bardzo mocne powiązania Białej Gwiazdy z Wojskiem Polskim. Wisła nie była klubem wojskowym, ale wielu jej piłkarzy było zawodowymi żołnierzami, a wysokiej rangi dowódcy garnizonu krakowskiego bardzo często zasiadali w zarządzie Towarzystwa Sportowego. Na fotografiach z loży stadionu albo z imprez okolicznościowych Wisły w pierwszych szeregach widać wiele mundurów. Szczególnie silne były te związki właśnie z 20 pułkiem piechoty. Pułk ten wystawiał nawet własną drużynę piłkarską, Wisła grała z nią mecze - co ciekawe, w barwach 20 pp w towarzyskiej grze przeciwko Białej Gwieździe wystąpił nawet Henryk Reyman!

Zwróćmy uwagę na dowództwo pułku w czasie wigilii 1927 roku. Kogo rozpoznajemy?


Drugi od lewej stoi Marian Markiewicz, piłkarz Wisły w latach 1918-1926, obrońca, reprezentant Polski. Żołnierz Legionów Polskich, uczestnik walk o niepodległość, w 1939 roku w randze podpułkownika uczestnik obrony twierdzy Modlin, więzień niemieckich obozów jenieckich.

Najwyższa osoba, w okularach, na które dzisiaj mówi się lenonki, to Alfred Konkiewicz - piłkarz Wisły w latach 1910-19, pomocnik, reprezentant Krakowa. Członek Zarządu TS Wisła w latach 1914, 1919 i 1921. W latach 1921-24 we władzach PZPN. Brat Władysława i Tadeusza, którzy też byli piłkarzami Wisły. Alfred Konkiewicz w I Wojnie Światowej był żołnierzem Legionów Polskich, w II Wojnie Światowej dowodził 70 pułkiem piechoty, był więźniem obozów jenieckich, zmarł na emigracji w Walii. W latach II RP służył właśnie w 20 pułku piechoty.

Przed nim, z szablą u boku, stoi pułkownik Stanisław Kruk-Schuster, dowódca 20 pp. W 1928 roku był wiceprezesem Towarzystwa Sportowego. W I Wojnie Światowej walczył w Legionach Polskich, w 1939 roku odpowiadał za ewakuację z Polski skarbów wawelskich. Bezcenne pamiątki narodowe udało się bezpiecznie wywieźć aż do dalekiej Kanady. Jego syn był pilotem Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii. pułkownik Kruk-Schuster zmarł w 1945 roku na emigracji w Anglii.

Marian Markiewicz, Alfred Konkiewicz i Stanisław Kruk-Schuster to jedni z bohaterów naszej książki "Niepodległa Polska - odrodzona Wisła".

Wszystkim czytelnikom i sympatykom historii Wisły życzymy spokojnych i radosnych Świąt!


***Aktualizacja 2 stycznia 2020***

Naszej uwadze umknął wcześniej fakt, że centralna postać tego zdjęcia - pułkownik Mieczysław Smorawiński - też był związany z Wisłą. Wkrótce po wykonaniu tego zdjęcia został mianowany generałem (był wówczas najmłodszą osobą w Wojsku Polskim o takim stopniu). Jako dowódca 6. Dywizji Piechoty w Krakowie wszedł w 1931 roku w skład komitetu honorowego jubileuszu 25-lecia Wisły Kraków. W 1940 roku zginął z rąk NKWD w Katyniu. Więcej informacji o jego osobie tutaj.



sobota, 10 listopada 2018

Narodowe Święto Niepodległości jest też świętem Wisły Kraków


11 listopada oficjalnie świętujemy odzyskanie przez Polskę niepodległości. W 1918 roku, po długich 123 latach zaborów, Polacy odzyskali wolność i możliwość samodzielnego decydowania o sobie. Ciężko wyobrazić sobie emocje, jakie musiały w październiku i listopadzie 1918 roku towarzyszyć naszym dziadkom i pradziadkom - radość, podniecenie, świadomość wielkiej chwili dziejowej... 

Setna rocznica jest na swój sposób wyjątkowa. Liczba 100 działa na wyobraźnię - pełny wiek to z jednej strony bardzo dużo, wystarczy pomyśleć, ile wydarzyło się w historii Polski od tamtej pory. Dwudziestolecie międzywojenne, II Wojna Światowa, stalinizm i dalsze lata PRLu, przemiany ustrojowe i przedefiniowanie naszej pozycji geopolitycznej poprzez wstąpienie do NATO i Unii Europejskiej. Z drugiej strony sto lat temu, to czasy wcale nie tak odległe. Żyją wśród nas osoby urodzone jeszcze pod zaborami. Sami kilka miesięcy temu rozmawialiśmy z trochę tylko młodszym od nich panem Januszem - synem Franciszka Pustelnika, który 30 i 31 października 1918 roku organizował wyzwolenie Krakowa spod władzy Austriaków. 

Setną rocznicę obchodzimy więc wyjątkowo hucznie. W całym kraju zorganizowanych zostało wiele imprez, wystaw, koncertów pod hasłem "Niepodległa". W obchody włączyła się również Wisła Kraków, przygotowując na wczorajszy mecz z Zagłębiem Lubin szereg patriotycznych akcentów. 


Ta rocznica to dobra okazja, by przypomnieć, że odzyskanie niepodległości zbiegło się w czasie z reaktywacją Wisły z niebytu. I nie jest to jedynie przypadkowa koincydencja. Historia Wisły od samego początku była silnie powiązana z historią Polski. Towarzystwo Sportowe zostało założone przez profesora Tadeusza Łopuszańskiego, by krzewić wśród krakowskiej młodzieży patriotyzm i poczucie więzi narodowej. Odzwierciedlała to symbolika klubu - nazwa, wybrana na cześć tej rzeki, która łączyła każdy z trzech zaborów, i barwy. Biała Gwiazda - od 1910 roku widniejąca na czerwonych koszulkach piłkarzy - była jutrzenką zapowiadającą odrodzenie Polski. Wiślacy w swoimi klubie nie tylko trenowali, ale byli też wychowywani na świadomych obywateli. Wystarczy tu podać trzy przykłady: 

Henryk Reyman w sierpniu 1914 roku zgłosił akces do Legionów Polskich Józefa Piłsudskiego i w listopadzie tego roku został mianowany chorążym 3 pułku piechoty. Od wiosny 1916 roku Reyman służył w piechocie austro-węgierskiej i w 1917 roku został skierowany w ramach 20 pułku piechoty na front włoski. Tam został ciężko ranny i w czerwcu 1918 roku jako rekonwalescent powrócił do Krakowa. Latem 1918 roku był jednym z inicjatorów reaktywacji Wisły Kraków - Biała Gwiazda zawiesiła bowiem działalność w 1914 roku. Wraz z początkiem listopada 1918 Reyman wstąpił do odrodzonego Wojska Polskiego i bohatersko bronił niepodległości w niemal wszystkich konfliktach zbrojnych młodej Rzeczpospolitej. Wiślak brał udział w wojnie polsko-ukraińskiej, w walkach o Śląsk Cieszyński, w Powstaniach Śląskich, w wojnie polsko-bolszewickiej. Był kilkukrotnie rany i wielokrotnie odznaczany za swoje męstwo na polu walki. 


31 października 1918 roku Reyman prawdopodobnie przyłączył się do patriotycznych manifestacji, w trakcie których Polacy rozbrajali austriackich żołnierzy i tym samym wyzwolili Kraków spod władzy zaborcy. Jednym z organizatorów tej akcji był Franciszek Pustelnik - piłkarz Wisły w latach 1907-1914. Od marca 1915 roku Pustelnik służył w austro-węgierskim 56 pułku piechoty, początkowo jako szeregowiec, a później podoficer i podporucznik. W październiku 1918 roku Pustelnik wspólnie z porucznikiem Antonim Stawarzem przygotował i przeprowadził bunt polskich żołnierzy - 31 października bez rozlewu krwi opanowano koszary wojskowe w Podgórzu, a następnie zajęto stare miasto. W trakcie pochodu zrywano symbole władzy austriackiej, a patriotyczne pieśni grała orkiestra kolejarzy. W obliczu tych wydarzeń austriackie dowództwo musiało ustąpić - władzę do czasu ustanowienia centralnego rządu przejęła Polska Komisja Likwidacyjna z Wincentym Witosem i Ignacym Daszyńskim na czele. Głównym dowódcą wojskowym został generał Bolesław Roja.


W przygotowaniach do przejęcia władzy brał też udział Józef Szkolnikowski - współzałożyciel Wisły, uznawany za pierwszego kapitana drużyny i pomysłodawcę nazwy klubu. Szkolnikowski był w 1918 roku porucznikiem w batalionie saperów, na polecenie Bolesława Roji zgromadził 60 kilogramów materiałów wybuchowych. Środki te wyniesiono z magazynów wojskowych i ukryto w celi klasztornej zaprzyjaźnionego mnicha. W razie konieczności materiały wybuchowe miały zostać użyte do zablokowania komunikacji kolejowej, by uniemożliwić wojskom austro-węgierskim reakcję na przewrót w Krakowie. Szczęśliwie wyzwalanie Krakowa udało się przeprowadzić bez krwawych walk i przy biernej postawie upadającej Monarchii Habsburgów. Jedną z pierwszych decyzji Bolesława Roji po przejęciu władzy przez Polaków było mianowanie Szkolnikowskiego dowódcą saperów regionu krakowskiego. Kilka miesięcy później Szkolnikowski objął też funkcję pierwszego prezesa reaktywowanej Wisły Kraków.


Henryk Reyman, Franciszek Pustelnik i Józef Szkolnikowski - trzech piłkarzy i wojskowych, trzy biografie, które łączy Biały Orzeł i Biała Gwiazda. Ich postawa, to tylko trzy przykłady niepodległościowego nastawienia Wiślaków przed stu laty. Przypominając akurat ich sylwetki oddajemy hołd wszystkim zawodnikom i sportowcom Wisły Kraków, którzy poświęcali się dla Ojczyzny. Bo Narodowe Święto Niepodległości to także święto odrodzonej Wisły Kraków!


piątek, 7 września 2018

Wiślackie ulice

Reymonta 22 to dla kibiców Wisły najważniejszy adres w Krakowie. Stadion Białej Gwiazdy znajduje się bowiem właśnie przy ulicy poświęconej laureatowi nagrody Nobla, Władysławowi Reymontowi. Bliskie sercu każdego kibica mogą być jeszcze kolejne trzy ulice, których patronami są Wiślacy. Przejdźmy się na mały spacer:

Wzdłuż stadionu - między ulicą Reymonta i aleją 3-ego maja - ciągnie się deptak im. Henryka Reymana. Kiedyś była to ulica, po przebudowanie stadionu stała się jednak zbyt wąska dla ruchu samochodowego i została zamieniona na deptak. Większość kibiców udających się na mecz Wisły albo wchodzi na stadion od ulicy Reymana, albo przecina ten deptak w drodze na inną z trybun.





Ulica Reymana w 2008 roku, przed przebudową stadionu. fot. Łukasz Libuszewski
 

Po drugiej stronie Błoń, na Woli Justowskiej, znajduje się ulica stromo wspinająca się na wzgórze bł. Bronisławy, pod sam kopiec Kościuszki. Nie dziwi, że kiedyś nazywała się ulicą Spadzistą. Tam swoją willę miał wielki przyjaciel Henryka Reymana i całej Wisły, Vlastimil Hofman. Urodzony w czesko-polskiej rodzinie, Hofman był malarzem, uczniem Leona Wyczółkowskiego, Jacka Malczewskiego, Jana Stanisławskiego. Malował sceny pełne symbolizmu, a jedną z jego wielkich inspiracji była piłka nożna.

Pierwszy raz poszedłem na stadion Wisły w Krakowie już w 1925 r. razem z żoną i od razu "połknąłem haczyk". Odkryłem, że ludzie na stadionie stają się prawdziwsi niż w biurach czy na ulicy. Są szczersi, pełni entuzjazmu. Częstokroć spotykają się na jakimś meczu pierwszy raz, a już po kilku minutach nawiązują rozmowy, znajomości, niekiedy nawet przyjaźnie. Krzyczą, skaczą, podrzucają czapki, całują się, gwiżdżą, tupią... Podoba mi się ten obraz - Wspominał po latach Hofman.

Artysta bardzo zaprzyjaźnił się z zawodnikami i działaczami Wisły, wspierał ich przy każdej okazji, każdemu z Wiślaków namalował portret, a z drużyną jeździł nawet na mecze wyjazdowe. Wiele z jego wiślackich obrazów powstało w ogrodzie willi przy ulicy Spadzistej. Tam też odbyła się... pierwsza w historii feta mistrzowska Białej Gwiazdy! Po ostatnim meczu sezonu 1927 Wiślacy wracali ze Lwowa pociągiem, do Krakowa przyjechali w środku nocy. Z dworca pieszo udali się do domu Hofmana, a ten przyjął ich z otwartymi ramionami i wspólnie do rana świętowali sukces.

Po latach ulicę Spadzistą przemianowana na ulicę Vlastimila Hofmana.


Willa Hofmana przy dawnej ulicy Spadzistej. 

Również koło Błoń, ale bliżej Wisły i mostu Dębnickiego, znajduje się cicha ulica Bolesława Komorowskiego. Komorowski zasłyną przede wszystkim jako lekarz-społecznik - niemało wysiłku i środków poświęcił na leczenie najuboższych mieszkańców dzielnicy Zwierzyniec. Był nazywany Janosikiem w białym kitlu, bo od zamożnych pacjentów pobierał wysokie opłaty, które następnie przeznaczał na zakup leków i jedzenia dla biednych. Oprócz tej działalności Komorowski był także prezesem Towarzystwa Sportowego Wisła w 1914 roku.



Patroni Wiślackich ulic: 
  
                           Henryk Reyman                  Vlastimil Hofman       Bolesław Komorowski


Możliwe, że niedługo doczekamy się kolejnej wiślackiej ulicy. W sierpniu 2016 roku Małopolski Związek Piłki Nożnej skierował do Urzędu Miasta Krakowa wniosek o nadanie krakowskim ulicom imion kilku zasłużonych działaczy sportowych. W tym gronie znalazł się Adam Obrubański.

Ciężko wymienić wszystkie funkcje i zasługi Obrubańskiego - jego rolę najlepiej oddają chyba słowa osób, które miały okazję z nim współpracować. Innych z działaczy Wisły, Stanisław Voigt, powiedział o Obrubańskim: Był w jednej osobie, za przeproszeniem, wieprzem, lisem, tygrysem i orłem, a dla Wisły oddałby wszystko. Dziennikarz Jerzy Rohatiner dodawał: Samotny i milczący asceta, miał w sercu przysłowiowe szczere złoto i jedną tylko 'skazę' na swym sumieniu: żywiołowe umiłowanie swej ukochanej Wisły. 

Obrubański był między innymi zawodnikiem Wisły (występował w ataku w latach 1913-25), jeszcze w 1914 roku został wiceprezesem klubu, a od połowy lat 20. działał w zarządzie między innymi w komisji administracyjnej, propagandowej (czyli marketingowej według dzisiejszej nomenklatury), był kierownikiem sekcji piłki nożnej, sekcji hokeja, sekcji gier sportowych, członkiem Rady Seniorów. Zasłynął tym, że jako pierwszy Polak sędziował międzynarodowy mecz piłkarski. Był selekcjonerem reprezentacji Polski, a także jednym z inicjatorów powołania ogólnokrajowej ligi piłkarskiej. Niejako w międzyczasie uzyskał doktorat w dziedzinie prawa. Udzielał się też jako dziennikarz, był redaktorem naczelnym popularnego tygodnika sportowego "Raz, Dwa, Trzy".

Okazuje się, że wniosek MZPN został przez miasto Kraków skierowany do rozpatrzenia, natrafił jednak na pewne zatory proceduralne. Jak wyjaśnia prezes MZPN, Ryszard Niemiec:

Porcją formalizmu, czysto biurokratycznego, popisała się komórka Wydziału Geodezji Urzędu Miasta Krakowa, zajmująca się przyjmowaniem, oceną i rekomendowaniem patronów miejskich ulic. Na jej ręce Małopolski Związek Piłki Nożnej skierował prośbę o ustanowienie redaktora dr. Adama Obrubańskiego patronem jakiejś krakowskiej ulicy bądź placu. [...] Jak pisze wydawca licznych pozycji encyklopedycznych o polskim futbolu, autor monografii Wisły - red. Andrzej Gowarzewski - Obrubański to jedna z największych postaci nie tylko sportowego życia międzywojennej Polski. Tym większe zdziwienie budzi decyzja rzeczonej na wstępie komisji, która zwróciła się do IPN o sprawdzenie życiowych dokonań Obrubańskiego. Zdziwienie bierze się stąd, że kandydującego pośmiertnie do roli patrona krakowskiej ulicy „sprawdzili” stalinowscy oprawcy, skazując go na strzał w tył głowy, wymierzony przez enkawudzistę z Katynia!

Nie mamy wątpliwości, że Obrubański pozytywnie przeszedł weryfikację IPN, ale obecny status wniosku nie jest niestety znany. W styczniu 2018 roku prezes Niemiec informował na twitterze, że Obrubański trafił na listę oczekujących. Nie jest jasne, jak długo wniosek może pozostawać w "urzędniczej zamrażarce", wierzymy jednak, że już wkrótce będziemy mogli przespacerować się ulicą Obrubańskiego. Miasto Kraków jest przecież przyjacielem sportu, na pewno więc będzie chciało upamiętnić i uhonorować osobę, która polskiemu sportowi dosłownie i w przenośni poświęciła swoje życie.

Dzisiejszy post kończymy z przymrużeniem oka:

Do dalszej lektury polecamy zaś: 

* Henryk Reyman - biografia
* Vlastimil Hofman - biografia
* Bolesław Komorowski - biografia
* Adam Obrubański - biografia

***Aktualizacja***

W komentarzach na facebooku wskazaliście jeszcze kilka Wiślackich ulic. Ulice Brożka i Głowackiego zaliczamy do tej samej kategorii, co ulicę Ondraszka (można tu też wymienić ulicę Bartosza na Kazimierzu). Natomiast p. Krzysztof Porębski słusznie zauważył, że na Woli Justowskiej jest jeszcze krótka uliczka, której patronują bracia Jan i Józef Kotlarczykowie. 


Jan i Józef Kotlarczykowie

Jan i Józef to mistrzowie Polski z 1927 i 28 roku w barwach Wisły. Każdy z nich był w swoim czasie kapitanem - zarówno Białej Gwiazdy, jak i Reprezentacji Polski. Są oni także patronami stadionu Nadwiślanu Kraków. 


sobota, 28 lipca 2018

Honor piłkarza

W dniu dzisiejszym przypada 121 rocznica urodzin Henryka Reymana.

By w pełni opisać zasługi tego człowieka należałoby napisać grubą książkę lub posiadać typową dla poetów zdolność zawarcia obszernej treści w lapidarnej formie. Mamy to szczęście, że obie te opcje już zostały zrealizowane. Książka "Z Białą Gwiazdą w sercu" jest pokaźną biografią Reymana szczegółowo opisującą jego dokonania. Zwięzłym przekazem jest zaś epitafium na poświęconym Reymanowi obelisku przy ul. Reymonta w Krakowie: Żył dla chwały polskiego sportu. Jest wzorem dla młodych pokoleń.




W dzisiejszym poście nie będziemy więc wymieniać wszystkich sukcesów sportowych Reymania, nie będziemy przypominać jego zasług dla Białej Gwiazdy w roli działacza, nie będziemy opisywać jego oddania klubowym barwom. Zamiast tego spróbujemy pokazać jakim był człowiekiem na przykładzie jednego tylko zdarzenia.

2 sierpnia 1931 roku Wisła Kraków w meczu ligowym podejmowała u siebie Pogoń Lwów. Była to XIII kolejka ligowa. W tamtych latach Wisła zawsze była w gronie faworytów rozgrywek. Biała Gwiazda utrzymywała się w czubie tabeli, marzeniem jej fanów było zaś powtórzenie sukcesu z 1927 i 28 roku, gdy krakowianie sięgali po prymat w polskim piłkarstwie. Pogoń Lwów była zaś uznaną marką, mieliśmy więc do czynienia z ligowym szlagierem.

Wisła wyszła na prowadzenie w 18 minucie po bramce skrzydłowego, Mieczysława Balcera. Potem jednak to Pogoń doszła do głosu i dwukrotnie przełamała obronę Wisły. Do remisu doprowadził Henryk Reyman w 61 minucie. Przez ostatnie pół godziny szale ważyły się raz na jedną, raz na drugą stronę. I oto w tych okolicznościach Reyman wypuścił długim podaniem Balcera i sam pobiegł środkiem do dośrodkowania. Rzucił się do centry i skierował piłkę do bramki. Co było dalej, opowiada sam Reyman:

Sędzia odgwizduje gola, a tu obrońca Pogoni Olearczyk w krzyk do swego kapitana Wacka Kuchara: 'Ta Wacuś! Ta łon ręką bramkę strzelił. Reklamuj!' I już cała Pogoń biegnie z 'płaczem' do sędziego, ja tam się wcale nie pcham. Sędzia wyciąga mnie z tłumu naszych. 'Panie Reyman, ja bramkę odgwizdałem, ale nich pan da słowo, że pan zdobył bramkę głową'. Koledzy patrzyli na mnie w milczeniu, Józek Kotlarczyk szarpał mnie z tyłu za rękę... 'Nie, panie sędzio, zdobyłem ją rzeczywiście ręką'. 'Dziękuję panu, a więc rzut wolny z linii autowej dla Pogoni'.

Mecz zakończył się remisem. Na koniec sezonu Wiśle zabrakło jednego punktu do mistrzowskiego tytułu. Tytuł ten zdobyła Garbarnia, która w obecnym sezonie występuje na stadionie im. Henryka Reymana.

Tę i setki innych historii z życia Henryka Reymana przedstawia wspomniana już książka Pawła Pierzchały "Z Białą Gwiazdą w sercu". Publikacja ta jest już niedostępna w sprzedaży, ale jest jeszcze szansa na jej zdobycie. Kilka egzemplarzy trafiło na akcję #ReymonTTa22 i #WisłaTylkoPrzyReymonta. Książki przekażemy w podziękowaniu 5 osobom, które zadeklarują najwyższą kwotę, a potem wpłacą ją poprzez fans4club.com. Czas jest tylko do jutra, a szczegóły znajdziecie pod tym linkiem!




piątek, 6 lipca 2018

"Jedenastobój" Mieczysława Balcera

Wspaniałych sportowców było w historii Wisły bardzo wielu. Wśród zawodników Białej Gwiazdy różnych sekcji są Olimpijczycy, Mistrzowie Świata i Europy, wielokrotni Mistrzowie Polski. Nawet w tym gronie postacią wyróżniającą się jest jednak Mieczysław Balcer, piłkarz pierwszej jedenastki Wisły w latach 1923-35.


Mieczysław Balcer w 1937 roku

Długo można wyliczać jego dokonania: do pierwszej drużyny wdarł się przebojem jeszcze przed ukończeniem 17 roku życia, rok później debiutował już w reprezentacji Polski, z Wisłą zdobył Puchar Polski i dwa razy Mistrzostwo Polski, a jednocześnie... studiował biologię. Studia te porzucił, nie dlatego, że nie był w stanie im podołać. Biologia nie dawała mu satysfakcji - chciał studiować wychowanie fizyczne. W Krakowie takiego kierunku wówczas nie było, Balcer przeprowadził się więc do Poznania. Barw klubowych jednak nie zmienił i na mecze Wisły dojeżdżał po całej Polsce pociągami, dając przykład całkowitego oddania Białej Gwieździe. Przypomnijmy, że mowa tu o czasach, kiedy piłkarze nie otrzymywali za grę żadnego wynagrodzenia. "Opuściłem bodaj dwa mecze, raz przez pomyłkę wsiadłem do innego pociągu" - wspominał po latach.

Jeszcze niepełnoletni Mieczysław Balcer w dniu debiutu w Reprezentacji Polski, 10 czerwca 1924. Osiemnaste urodziny obchodził dwa dni później


Wiele wątków z biografii Balcera wartych jest uwagi i zachęcamy do dokładnego zapoznania się z historią tego zawodnika. W dzisiejszym poście chcemy zaś pokazać jakim wspaniałym był sportowcem na przykładzie tylko jednego wydarzenia.

12 i 13 września 1931 roku we Lwowie rozgrywano Mistrzostwa Polski w lekkiej atletyce. Do zawodów zgłosił się także Mieczysław Balcer, i to w najbardziej wymagającej, morderczej dyscyplinie: dziesięcioboju. Na przestrzeni dwóch dni rywalizowano w biegach na 100 metrów, 110 metrów przez płotki, 400 metrów i 1500 metrów, w skoku w dal, wzwyż i o tyczce, w rzucie dyskiem i oszczepem oraz w pchnięciu kulą.

Największym konkurentem Balcera okazał się Jan Wieczorek z Wilna, oficer tamtejszego pułku saperów. Wieczorek był bardziej doświadczony (zdobywał już w tej konkurencji medale mistrzostw Polski w poprzednich latach). Ilustrowany Kurier Codzienny napisał, że Balcer to w lekkoatletyce "homo novus". Jest to elegancki (bo po łacinie) synonim słowa... żółtodziób. Wśród atutów Wiślaka prasa wymieniała zaś... doskonałe podstawy teoretyczne.

W pierwszym dniu zawodów padał deszcz, co faworyzowało skrzydłowego Wisły. W piłkę nożną przecież grywał i na śniegu, więc deszcz nie był mu straszny. W tych warunkach Balcer osiągnął między innymi czas 11,1 sekundy na 100 metrów. Dla porównania - ówczesny rekord świata wynosił 10,3 sekundy. Po pierwszym dniu Balcer był na czele stawki, jednak kolejnego dnia stracił prowadzenie za sprawą skoku o tyczce. Wieczorek skoczył 40 centymetrów wyżej i w klasyfikacji punktowej wyprzedził Wiślaka.


Jan Wieczorek w skoku o tyczce - właśnie wyprzedza Mieczysława Balcera w klasyfikacji punktowej MP w dziesięcioboju. Zdjęcie wygląda... dziwnie, jak rysunek. To dlatego, że w tamtych latach często stosowano ręczny retusz wyostrzający kontury


W tej sytuacji decydująca była ostatnia konkurencja - bieg na 1500 metrów. Balcer przystępował do niego ze sporą stratą i świadomością, że zwycięstwo da mu tylko kilkudziesięciometrowa przewaga na mecie nad Wieczorkiem. Oddajemy głos sprawozdawcy Ilustrowanego Kuriera Codziennego:

Na trybunach poruszenie. Wiadomem było, że bieg na 1.500 m. to słaby punkt Wieczorka. Balcer zaś przy swoich olbrzymich możliwościach był „niewiadomy”. Wczorajsze „spuchniecie‘‘ na finiszu czterystumetrówki nie gwarantowało jego wytrzymałości. Miał jednak za sobą wielkiego sprzymierzeńca — młodość. — A stawka była wielka — mistrzostwo Polski. Jasnem też się wszystkim stało, że Balcer chcąc pobić Wieczorka musi go daleko w tyle zostawić, by odrobić około 60 punktów. Toteż Balcer uchwyciwszy się dobrego Wojtkiewicza słaniał się na nogach i biegł za nim trzy okrążenia, aż wreszcie się „zarżnął” i musiał go „puścić”. Rozpaczliwemi i końcowemi wysiłkami, wśród krzyków rozemocjonowanej publiczności, podniecającej obu rywali, zakończyli oni bieg, najzupełniej wyczerpani.

Wyczerpany Mieczysław Balcer wpada na metę biegu na 1500 metrów


Wyniki nie były znane od razu, po pomiarze czasu trzeba było jeszcze poczekać na przeliczenie punktów. W końcu jednak potwierdziło się:


Ilustrowany Kurier kontynuował swoje sprawozdanie: 

Wieczorek przegrał… Poszedł jednak z gratulacjami do nowego mistrza i serdecznie go uściskał i ucałował — Ze smutkiem później odjechał na całodniową podróż dalej kontynuować ciężką i twardą służbę podoficera. Balcer zaś pozostał...



Bohaterowie MP w dziesięcioboju 1931 - Jan Wieczorek i Mieczysław Balcer. Na tej fotografii retusz konturów był trochę subtelniejszy. 

Balcer zaś pozostał... Bo dotarliśmy raptem do połowy opowieści o jego niezwykłym wyczynie. Oto tego samego dnia po południu o godzinie 16 Wisła Kraków rozgrywała ligowy mecz z Czarnymi Lwów. Była to XVII kolejka sezonu, Biała Gwiazda walczyła o Mistrzostwo, a Balcer był podstawowym zawodnikiem drużyny. "Czy jednak będzie w stanie zagrać?" - takie wątpliwości pojawiły się w głowie Henryka Reymana, który czekał na Balcera na mecie biegu na 1500 metrów i widział, jak wyczerpany był lewoskrzydłowy. Wisła nie miała wówczas trenera i to w głównej mierze Henryk Reyman - jako kapitan - odpowiadał za skład i taktykę. Balcer miał Reymanowi odpowiedzieć z pełnym przekonaniem, że zagra. Sam po latach skromnie wspominał, że decyzję pozostawił drużynie. 

To jasne, że byłem zmęczony, ale jak zwykle bardzo chciałem zagrać. Martwiłem się tylko, czy podołam. Decyzja należała nie do mnie, a do zespołu. Byłem dobrze przygotowany, mój organizm niesłychanie szybko regenerował się, a przy tym byłem chyba w najwyższej fizycznej formie. Młody byłem szanowny panie - mówił w rozmowie z Andrzejem Gowarzewskim. 

Tak czy inaczej Balcer zagrał przeciwko Czarnym. Świeżo upieczony Mistrz Polski w dziesięcioboju bynajmniej nie słaniał się po boisku, przeciwnie - imponował przebojowością i sprintami. Było to jedno z tych spotkań, w których o końcowym sukcesie bardziej od umiejętności zadecydowała ambicja i determinacja. W 89 minucie był wynik remisowy 1:1. Wtedy właśnie piłka poleciała na skrzydło, a Balcer ponownie ruszył sprintem do dalekiego podania. Bramkarz Czarnych najpierw się zawahał, a gdy wybiegł do piłki, był już spóźniony. Balcer "ostatnim wysiłkiem pakuje piłkę do pustej bramki" i zapewnia Wiśle zwycięstwo!

Drużyna Wisły Kraków w 1931 roku. Mieczysław Balcer stoi 4 z lewej

Można zażartować, że do 6546,875 punktów zdobytych w dziesięcioboju Balcer dołożył 2 punkty piłkarskie (tyle bowiem w tamtych latach przyznawano zwycięskiej drużynie). Mówiąc zaś już całkiem serio, wyczyn Balcera uznać należy za jedno z największych dokonań w historii Wisły Kraków i jedną z najpiękniejszych kart w historii polskiego sportu. 

Mieczysław Balcer zdaje się być postacią współcześnie nieco zapomnianą, tymczasem swoją postawą i oddaniem Wiśle zasłużył na pełne uznanie. Jeżeli niniejszy post zachęcił Was do bliższego poznania tej osoby, to polecamy do dalszej lektury:

* Biografia Mieczysława Balcera
* "Jedenastobój" Mieczysława Balcera - szczegółowe omówienie zawodów o MP w dziesięcioboju
* 1931.09.13 Czarni Lwów – Wisła Kraków 1:2 - omówienie meczu 

piątek, 1 czerwca 2018

Wycieczka piłkarsko-krajoznawcza - Biała Gwiazda w Belgii i Francji 1933

Kilka tygodni temu pani Agnieszka udostępniła nam prawie 90 zdjęć z kolekcji swojego dziadka Mariana Kilińskiego - bramkarza Wisły w latach 1922-33. W zbiorze tym znalazło się też kilkanaście zdjęć z wyjazdu Wisły na tournée do Belgii i Francji w 1933 roku. Fotografie te nie powstały jednak na boiskach piłkarskich, lecz podczas podróży i zwiedzania okolicznych atrakcji turystycznych. Zdjęcia te pokazują ówczesną drużynę Wisły w nowym świetle, od nieformalnej strony, jako grupę przyjaciół, którzy dobrze czują się w swoim gronie i świetnie spędzają razem czas. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Wisła otrzymała zaproszenie do Belgii z rąk Alfreda Verdycka, sekretarza belgijskiego związku piłki nożnej. Belgia i Polska miały już wcześniej nawiązane relacje piłkarskie, Belgowie byli z nich zapewne bardzo zadowoleni, skoro po tym jak gościli u siebie Reprezentację Polski i Reprezentację Krakowa w 1931 roku zdecydowali się na zaproszenie polskiej drużyny klubowej. O estymie dla Wisły niech świadczy fakt, że na rywala Białej Gwiazdy wyznaczono Reprezentację Belgii i FC Antwerp, czołowy zespół kraju. Wisła niejako przy okazji zakontraktowała 2 mecze na północy Francji i jeden w Paryżu. W małych miasteczkach Billy Montigny i Bruay Wiślacy zmierzyli się z Reprezentacją Polonii Francuskiej, w stolicy zaś zagrali z renomowanym Racing Club.

Trasa tournée Wisły z 1933 roku na współczesnej mapie (maps.google.com)

Tournée miało więc niebagatelne znaczenie sportowe - Biała Gwiazda grała z 3 naprawdę mocnymi drużynami, w tym z Reprezentacją Belgii. Wyjazd ten był też niezwykle ważny z patriotycznych względów. Pogranicze Francji i Belgii zamieszkiwała wówczas bardzo liczna Polonia. Był to rejon znany z górnictwa, wielu Polaków wyjechało tam za pracą. Na miejscu zaczęli organizować polskie stowarzyszenia, między innymi kluby piłkarskie, zrzeszone w Polskim Związku Piłki Nożnej we Francji. To spośród ich zawodników wyłoniono Reprezentację Emigracji. Przyjazd Wisły już na wiele miesięcy wcześniej wzbudził wielkie zainteresowanie Polaków, a czasopismo polonijne "Narodowiec" ufundowało specjalny Puchar.

Drużyna Wisły z wizytą w redakcji Narodowca - polonijnej gazety we Francji, Raz Dwa Trzy z 30 maja 1933

Największy splendor towarzyszył oczywiście spotkaniu z Reprezentacją Belgii. Mecz ten odbył się na słynnym stadionie Heysel. Wówczas był to nowy i nowoczesny obiekt - stadion otwarto 3 lata wcześniej by uczcić 100 rocznicę niepodległości Belgii, boisko posiadał oświetlenie elektryczne. Właśnie tam Wisła została pierwszym polskim klubem, który rozegrał mecz przy sztucznym świetle. Mecz zaszczycił swą obecnością król Albert i następca tronu książę Leopold, spotkanie oglądało też kilku ministrów i generałów, burmistrz Brukseli, posłowie i senatorowie. Ogółem widzów zgromadziło się około 30-35 tysięcy. Król Albert miał pozostać tylko do przerwy, gra jednak tak mu się spodobała, że został do końca, po czym zszedł na murawę osobiście pogratulować Wiślakom pięknej postawy. 

Z kronikarskiego obowiązku odnotować należy wyniki - Biała Gwiazda niestety wszystkie mecze przegrała: 
Bez wątpienia na formę Wisły miała wpływ intensywność tournée - 5 spotkań rozegrano w zaledwie 9 dni. 

Tyle o części oficjalnej tournée z 1933 roku, przejdźmy do tego, co zawiera prywatny album Mariana Kilińskiego.

Możemy na przykład przekonać się, jak Wiślacy podróżowali. Oto cała ekipa zgromadzona przy swoim autobusie. Ciekawe jak z takim pojazdem poradziłby sobie pan Zdzisław, kierowca naszej współczesnej "Smoczycy".


Uwagę z pewnością przyciąga elegancja Wiślaków. Występują tu prywatnie, w czasie zwiedzania, a jednak wszyscy ubrani są w garnitury i noszą krawaty.


Zabawmy się przez chwilę w bloga modowego. 
U Wiślaków w sezonie wiosenno-letnim 1933 królowały nienagannie skrojone marynarki. Dominowały wzory jednorzędowe, choć Marian Kiliński udowadniał, że garnitur dwurzędowy też znakomicie się prezentuje. Kolory ciemne - na jasne garnitury pozwolili sobie tylko młodsi zawodnicy: Artur Woźniak i Stefan Lubowiecki - i raczej gładkie (prążkowany garnitur nosi jedynie Karol Bajorek). Do marynarki dopasowane stylem i kolorem spodnie, w swobodniejszej zaś wersji dopuszczalne były pumpy, czyli spodnie z bufiastymi nogawkami kończącymi się za kolanem. Takie spodnie wybrali Antoni Łyko, Ferdynand Pachner, Jan Kotlarczyk i Mieczysław Jezierski dodając swojej nienagannej elegancji odrobinę luzu. Dobrze dobrane pumpy są w jaśniejszym kolorze od samej marynarki. Krawaty obowiązkowe. Strój warto było dopełnić szykownymi dodatkami: kapeluszem (jak Jan Reyman i Stanisław Czulak), wpinką w klapie marynarki (dostrzegamy je u Karola Bajorka, Jana Kotlarczyka i Mieczysława Jezierskiego), poszetką w brustaszy (Jan Kotlarczyk). Tak ubrani Wiślacy mogli wzbudzać podziw na ulicach Brukseli i Paryża. 



Drużyna Wisły przed Łukiem Triumfalnym w parku Cinquantenaire w Brukseli. Poniżej współczesny widok tego miejsca

Źródło: Jorisvo, za parkinn.com 

Więcej zdjęć ze spaceru Białej Gwiazdy w parku Cinquantenaire:



Mimo napiętego programu sportowego Wiślacy znaleźli czas na - zapewne półdniową - wycieczkę do Waterloo na przedmieściach Brukseli. Było to miejsce, w którym w 1815 roku swoją ostatnią bitwą dowodził Napoleon Bonaparte. Porażka Francuzów sprawiła, że w Europie zapanował porządek ustalony w czasie obrad Kongresu Wiedeńskiego. Dla Polaków oznaczało to umocnienie władzy Rosjan, Niemców i Austriaków nad polskimi ziemiami. Musiało minąć przeszło sto lat, by układ sił politycznych wtedy ustalony uległ załamaniu, pozwalając Polakom wybić się na niepodległość. 

Wiślakom w czasie zwiedzania monumentalnego kopca upamiętniającego Bitwę pod Waterloo musiały towarzyszyć refleksje nad skomplikowanymi dziejami Polski. Odrodzona Polska miała wtedy raptem 15 lat, a niektórzy z członków drużyny osobiście brali udział w walkach o niepodległość. 

Pamiątkowe zdjęcie na tle przeszło 40-metrowego kopca upamiętniającego Bitwę pod Waterloo


Wiślacy weszli też na szczyt kopca, skąd roztacza się widok na dawne pole bitwy. 

Kopiec w Waterloo, widok współczesny. Foto: Jean-Pol Grandmont, wikipedia

Czym byłby wyjazd do Francji bez wizyty w paryskiej kawiarni? 


Powyższe zdjęcie jest bardzo wymowne - oto cała drużyna zgromadziła się przy jednym stoliku i z uwagą przygląda się czemuś. Nie wiemy, czy ustalają trasę podróży, taktykę na najbliższy mecz, czy też może czytają sprawozdanie ze swojego ostatniego występu, wiemy natomiast, że pośrodku siedzi Henryk Reyman - kapitan drużyny. To właśnie wokół niego zebrali się koledzy z zespołu, słuchają tego, co ma do powiedzenia. Henryk Reyman był liderem drużyny nie tylko na boisku. Po latach widoczny na zdjęciu Jan Kotlarczyk wspominał: "to muszę powiedzieć, że cieszył się on olbrzymim autorytetem i wszyscy słuchali go, jakbyśmy byli żołnierzami".

Chwila odpoczynku w ogródku kawiarnianym przed dalszą podróżą (w głębi widać autobus Wiślaków)


Wspólny obiad w restauracji

Nie ma drużyny piłkarskiej bez dobrej atmosfery pomiędzy zawodnikami. Przedwojenni piłkarze traktowali Wisłę Kraków jak swój dom rodzinny, koledzy z zespołu byli dla siebie jak bracia - w niektórych przypadkach dosłownie (Jan i Henryk Reymanowie, Jan i Jóżef Kotlarczykowie), a w innych metaforycznie. 



W wyprawie do Belgii i Francji w 1933 roku brali udział (w nazwiskach zawarte są linki do obszerniejszych biografii):

Marian Kiliński
Henryk Reyman
Adam Obrubański
Józef Kotlarczyk
Jan Kotlarczyk
Ferdynand Pachner 
Edward Ałaszewski
Stefan Lubowiecki
Władysław Szumilas 
Karol Bajorek
Jan Reyman
Stanisław Czulak
Aleksander Pychowski 
Antoni Łyko
Artur Woźniak
Mieczysław Jezierski

Więcej informacji o tym tournée tutaj. 

Cały album zdjęć Mariana Kilińskiego dostępny jest pod tym linkiem.