Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdańsk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdańsk. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 marca 2021

Od samego nazwiska "Wańkowicz" do pełniejszej biografii współzałożyciela Wisły

Oto Witold Wańkowicz - w 1906 roku jako uczeń II Szkoły Realnej w Krakowie i podopieczny Tadeusza Łopuszańskiego był jednym z założycieli Wisły Kraków. 


Dzisiaj znamy dość szczegółowo biografię Wańkowicza - wiemy kiedy się urodził i zmarł, kim byli jego rodzice, gdzie studiował i gdzie pracował, wiemy gdzie spoczywa. Kilka lat temu jednak cała nasza wiedza o tej osobie ograniczała się jedynie do nazwiska. W tym artykule chcemy pokazać, jak od wzmianki zawierającej samo nazwisko doszliśmy do całkiem obszernych informacji o współzałożycielu Wisły. 

Pierwsze miesiące funkcjonowania Wisły nie są zbyt dobrze udokumentowane. Jest mało relacji prasowych z tego okresu - dziennikarze dopiero z biegiem czasu i wraz z rozwojem krakowskiego futbolu zaczęli poświęcać piłce nożnej więcej miejsca. Te notatki prasowe, które posiadamy z lat 1906-7, często zaś są bardzo lakoniczne. Oficjalne dokumenty dotyczące życia klubu zaczęły zaś powstawać dopiero w późniejszym okresie, gdy doszło do formalnej rejestracji stowarzyszenia. Dość powiedzieć, że nazwiska założycieli i pierwszych zawodników Wisły znamy jedynie z późniejszych wspomnień i opracowań. 

Te materiały to w szczególności księgi jubileuszowe Wisły z 1931 i 36 roku. W nich odnajdujemy jedynie nazwisko Wańkowicza: 


Okolicznościowy artykuł z 1921 roku dodaje do nazwiska jeszcze ciekawostkę o wyjeździe do Oksfordu i zwycięstwach w tamtejszych regatach wioślarskich. 


W "punkcie wyjście" dysponujemy zatem bardzo skromnymi danymi. Wiemy jednak, że pierwsi piłkarze Wisły byli uczniami II Szkoły Realnej. Zaglądamy więc do sprawozdania tej szkoły (na nasze szczęście ówczesne szkoły publikowały takie kroniki - wraz ze spisem uczniów). W roku szkolnym 1906/7 w klasie VII b odnajdujemy "Witolda Wańkowicza" (do tej samej klasy chodziło jeszcze kilku piłkarzy Wisły - zachęcamy do samodzielnego sprawdzenia, którzy to chłopcy). 


Samo imię i nazwisko to wciąż mało, ale już pozwala, na dalsze poszukiwania. Witoldem Wańkowiczem był brat słynnego pisarza Melchiora - on jednak urodził się w 1882 roku, w 1906 roku był już więc dorosłym mężczyzną, a nie uczniem szkoły średniej. Inny Witold Wańkowicz według wyników wyszukiwania google był w latach 30 XX wieku pracownikiem polskiej ambasady w Stanach Zjednoczonych. Urodził się w 1888 roku, "pasuje" więc wiekiem. Czy to "nasz" Witold Wańkowicz?  

Kluczem do odpowiedzi na to pytanie jest "brakujące ogniwo" - połączenie pomiędzy nauką w szkole średniej w Krakowie i pracą w USA. Tego ogniwa szukać należało na brytyjskich uniwersytetach, zgodnie ze wzmianką z artykułu z 1921 roku. I oto po dłuższych poszukiwaniach udało się natrafić na publikację "Downing and the two wars", opisującą losy absolwentów Downing College. Z tego opracowania dowiadujemy się, że "Witold de Wankowicz" studiował tam w latach 1909-12, faktycznie był członkiem klubu wioślarskiego i że po I Wojnie Światowej pracował w polskim ministerstwie, zaś II Wojna Światowa sprawiła, że pozostał na emigracji w Stanach! 


Fragment publikacji Gwyn Bevan, John Hicks, Peter Thomson, Downing and the two wars o losach absolwentów Downing College,  dostęp online 

Zbyt dużo elementów tej układanki zaczyna do siebie pasować, by uznać to za zwykłą zbieżność nazwisk. Nie zmienia tego nawet fakt, że Downing College znajduje się w Cambridge, nie w Oxfordzie. Tutaj autor artykułu z 1921 roku musiał się najzwyczajniej pomylić - jeżeli nie podał imienia Wańkowicza, to o jego studiach też słyszał zapewne "z drugiej ręki" i nie zweryfikował tej informacji. Oxford czy Cambrigde - wszak oba miejsca były odległe i prestiżowe. 

Gdy już z całą pewnością zidentyfikowaliśmy właściwą osobę, czego więcej możemy się dowiedzieć o życiu jednego z założycieli Wisły? 

Wiemy, że karierę w dyplomacji zaczynał w Gdańsku. W latach 1919-20 był zastępcą generalnego delegata Ministerstwa Aprowizacji i zastępcą delegata Rządu Polskiego w Gdańsku. Odpowiadał za koordynację transportów amerykańskiej pomocy żywnościowej dla Polski. Dla młodego państwa - na dodatek mierzącego się z ciężką sytuacją militarną - takie dostawy były bezcenne. Wańkowicz z odpowiedzialnej funkcji wywiązywał się znakomicie, o czym świadczy opinia służbowa: 

Człowiek niezwykle pracowity i sumienny, o rozległych horyzontach, doskonale władający językiem angielskim. W każdej sytuacji i w różnych okolicznościach mógł kompetentnie zastąpić swojego szefa. Nie tylko świetnie wywiązywał się ze swoich obowiązków, ale również inspirował i podpowiadał. Szczególnie w ciężkich chwilach, których na placówce gdańskiej nie brakowało, starał się zaszczepić personelowi polskiemu optymizm i entuzjazm. Dla Jałowieckiego był niejako podporą moralną, w chwilach zwątpienia i załamania podtrzymywał go na duchu. „Często potem − wspominał tenże − w różnych ciężkich chwilach dziękowałem opatrzności, że mi dała właśnie takiego wyjątkowego pod wszystkimi względami człowieka na mego zastępcę". 

Źródło: Zbigniew Machaliński, Mieczysław Jałowiecki - delegat Rządu Polskiego w Gdańsku w latach 1919-1920 : forma i sposób działalności konspiracyjnej Delegacji Rządu Polskiego w Gdańsku na tle nowego układu sił w Europie, Studia Gdańskie. Wizje i rzeczywistość 5/2008, 9-23, dostęp online

Schemat organizacyjny polskiej Generalnej Delegacji Ministerstwa Aprowizacji w Gdańsku, z Wańkowiczem jako zastępcą generalnego delegata. Źródło: Archiwum Państwowe w Gdańsku

Przeładunek ze statków do wagonów kolejowych mąki z amerykańskiej pomocy żywnościowej. Źródło: Archiwum Państwowe w Gdańsku


W Stanach Zjednoczonych Wańkowicz między innymi prowadził negocjacje ze stroną amerykańską w sprawie liberalizacji wzajemnych relacji handlowych. Zainteresowanych szczegółami odsyłamy na strony Departamentu Stanu USA, gdzie udostępnione są notatki służbowe z takich rozmów (przykładowo tutaj). W Bibliotece Kongresu USA odnaleźliśmy zaś zdjęcie współzałożyciela Wisły z 1938 roku, po rozmowach z amerykańskim Sekretarzem Stanu. 



Zdjęcie portretowe zaprezentowane na początku niniejszej notki to fragment fotografii wykonanej zaś w 1939 roku. Wańkowicz z ramienia ambasady zaangażowany był w organizację polskiego pawilonu na nowojorskiej Wystawie Światowej. Widzimy go przy makiecie planowanej wystawy. 



Już wcześniej - przy okazji wpisu o spoczywającym w Walii Alfredzie Konkiewiczu - wspominaliśmy o stronie findagrave.com. To portal, na którym użytkownicy dokumentują groby ze wszystkich stron świata. To bardzo pomocne w badaniach genealogicznych i w odnajdowaniu swoich zmarłych bliskich. Po raz kolejny portal ten okazał się też pomocny w ustaleniu informacji o Wiślakach. Na findagrave.com odnaleźć można nagrobek Witolda Wańkowicza - współzałożyciel Wisły zmarł w 1948 roku i spoczywa na cmentarzu Mount Olivet w Waszyngtonie. 



Podsumowując - tak wyglądał biogram Witolda Wańkowicza na samym początku, ponad 10 lat temu. 


Tak wygląda obecnie - notka biograficzna, kalendarium życia, fotografie, autograf, materiały źródłowe, miejsce spoczynku... 



Dzięki przedstawionym powyżej poszukiwaniom - rozciągniętym w czasie na przeszło 10 lat - mogliśmy przygotować na dzisiaj biografię Wańkowicza na stronę główną klubu, w ramach cyklu "Założyciele Wisły". Zapraszamy do przeczytania!

Do dalszej lektury polecamy: 

sobota, 25 sierpnia 2018

Wisła w Copotach, czyli jak Hohenzollernowi zrzedła mina

Latem 1912 roku drużyna Wisły Kraków gościła w Sopocie. Był to najdalszy wyjazd w ówczesnej historii Białej Gwiazdy, wcześniej Wisła wyjeżdżała z Krakowa co najwyżej do Bielska, Lwowa, Warszawy, Łodzi, Wrocławia lub do Czech. Tym razem Wiślacy przebyli prawie 600 kilometrów, a to w celu uczestnictwa w Sopockim Tygodniu Sportowym.

Panorama Sopotu w 1915 roku. Otwarty teren po środku zdjęcia to Plac Mancowy, na którym Wisła rozegrała swoje mecze. Źródło: muzeumpolski.pl


Zoppot - bo tak się wówczas nazywało to miasto - był jednym z najpopularniejszych kurortów Drugiej Rzeszy Niemieckiej. Prowadzono szereg działań, by jeszcze bardziej podnieść jego atrakcyjność - jako przykład podać można otwarcie w 1909 roku Opery Leśnej (Die Waldoper). Tak samo traktować można Sopocki Tydzień Sportowy (Zoppoter Sportwoche), który co roku umilał kuracjuszom czas zawodami jeździeckimi, turniejami tenisa czy meczami piłki nożnej.

O randze tej imprezy świadczy zaangażowanie najwyższych funkcjonariuszy państwa. W 1912 roku Tydzień Sportowy otwierał generał August von Mackensen, stacjonujący w Gdańsku dowódca 17 Korpusy Armijnego, zawodom przyglądał się i w niektórych osobiście uczestniczył następca tronu Cesarstwa Niemieckiego, Wilhelm Hohenzollern!

Charakterystyczna postać Augusta von Mackensen z czapką z trupią główką - symbolem Huzarów Śmierci, jak nazywano pułk kawalerii

Jak doszło do tego, że zaproszenie do Sopotu otrzymała Wisła, tego niestety nie wiemy. Jest to dość zaskakujące, Wisła wcześniej miała kontakty z piłkarstwem niemieckim tylko za sprawą klubów wrocławskich. Może za ich pośrednictwem nawiązane zostały relacje z Sopotem? Tak czy inaczej w lipcu 1912 roku Wiślacy zameldowali się w "Copotach", jak pisała polska prasa.

Warto zaznaczyć, że w Galicji piłkarzami byli przeważnie uczniowie i studenci, z końcem roku szkolnego kończył się też sezon piłkarski, gdyż młodzi zawodnicy najczęściej rozjeżdżali się na wakacje do domów rodzinnych i boiska pustoszały. By wziąć udział w Sopockim Tygodniu Sportowym Wiślacy musieli więc odpowiednio dostosować swoje rodzinne plany.

W Sopocie Biała Gwiazda rozegrała dwa mecze. 6 lipca 1912 roku Wisła rozgromiła Ballspiel und Eislaufvereins Danzig (Gdański klub futbolu i jazdy na lodzie) 8:2! Ten wynik sam w sobie jest sensacyjny, ale urasta do rangi wielkiego triumfu w obliczu faktu, że spotkaniu przyglądał się... sam Wilhelm Hohenzollern! Echa tego dotarły do Krakowa i dzisiaj możemy sobie tylko wyobrazić, jaką radość musieli czuć Polacy żyjący w czasach zaborów, gdy w Ilustrowanym Kurierze Codziennym czytali takie zdanie:

Interesującemu matchowi przypatrywał się z żywem zaciekawieniem następca tronu pruskiego załogujący w Gdańsku, przez blisko godzinę i to w czasie, gdy „Wisła” jeden za drugim goalem strzelała w bramkę gdańskich przeciwników.

Zapewne wśród wczasowiczów w Sopocie także nie brakowało Polaków, dla których takie zwycięstwo musiało mieć bardzo słodki smak. Dla Wisły ten wyjazd był też okazją do nawiązania kontaktów z Polakami ponad granicami zaborów - gracze Wisły zwiedzali Oliwę i Gdańsk, gdzie byli gorąco witani przez miejscowych Polaków.

A Kronprinz Wilhelm? Na stronach wikipedii czytamy: Wilhelm prowadził życie arystokratycznego bon vivanta. Był typowym dandysem – typem przesadnie dbającego o wykwintne maniery i zgodny z ostatnimi wymogami modny strój, arystokratycznym elegantem. Miał upodobanie do koni wyścigowych, szybkich samochodów i pięknych kobiet. 

Tydzień Sportu był zapewne dla niego okazją do doskonałej rozrywki. Zachowało się zdjęcie, na którym roześmiany następca tronu na korcie tenisowym w Sopocie prowadzi pod rękę dwie rozweselone panie. Nie wiemy, kiedy dokładnie wykonano to zdjęcie, nie jest jednak wykluczone, że stało się to tuż przed meczem Wisły. Niemiecka prasa relacjonowała bowiem, że Wilhelm na boisko piłkarskie udał się prosto z turnieju tenisowego. Humor musiał mu się bardzo pogorszyć, gdy oglądał, jak przyjezdni Polacy demolują mistrza niemieckiego Pomorza.




Skład Wisły zapisany szwabachą w gazecie Danziger Neuste Nachrichten. Trochę wysiłku wymagało odczytanie tych nazwisk, ale wiemy już, że Biała Gwiazda zagrała w następującym zestawieniu: Szubert, Pustelnik, Bujak, Zawodny, Szczerbiński, Polaczek, Adamski, Olejak, Przystawski, Zawisza, Romański ("Kusy"). Ustawienie to oczywiście klasyczne dla owych lat 2-3-5. Skan gazety został udostępniony dzięki uprzejmości p. Piotra Chomickiego.  

Niemiecka prasa w superlatywach opisywała grę Wisły. Relacje z Danziger Zeitung czy z Danziger Neuste Nachrichten są o tyle ciekawe, że wiele miejsca poświęcają na omówienie stylu Wisły - w tym samym czasie prasa galicyjska nie zamieszczała tak szczegółowych sprawozdań. Możliwe, że krakowscy reporterzy byli przyzwyczajeni do takiej taktyki i nie zwracali na nią uwagi, dla Niemców z Pomorza była to jednak nowość. Wisła grała bowiem to, co zyskało sobie miano "krakowskiej piłki", a co wówczas określano też jako "szkołę wiedeńską". Doskonałą definicję takiej gry znajdujemy właśnie w gdańskiej prasie z 1912 roku:

Goście z Galicji okazali się dobrzy. Są świetnie wyszkolonym zespołem słowiańskiego typu, z wyraźną wiedeńską szkołą: więcej żonglują piłką, niż biegają. Piłka chodzi od jednego gracza do drugiego, jest zagrywana z powrotem i wraca i także przed bramką nie jest inaczej traktowana. Kombinują nawet niemal na linii bramkowej, gdy nasi napastnicy strzelają z daleka. Trzeba przy takiej grze w wysokim stopniu panować nad piłką, w czym krakowianie na swój sposób celują.

Styl ten w Sopocie okazał się bardzo skuteczny. W swoim drugim meczu Wisła pokonała reprezentację Pomorza 2:1. Nie zachowały się żadne świadectwa tego, by Wilhelm Hohenzollern oglądał także drugie spotkanie Wisły - możliwe, że przezornie omijał wtedy plac Mancowy.

Właśnie - na koniec kilka słów poświęcić można ówczesnemu boisku. Mancami nazywano sieci rybackie. Po połowach sieci należało wysuszyć i w XIX wieku rybacy wykorzystywali do tego fragment parku ciągnącego się wzdłuż wybrzeża. Na początku XX wieku na terenie tym zaczęto organizować różne imprezy i festyny, a trawiasty teren nadawał się tez pod boisko piłkarskie.

Plac Mancowy na współczesnym zdjęciu satelitarnym Sopotu. Źródło: google maps

Plac Mancowy tuż po I Wojnie Światowej. Źródło: dawnysopot.pl 

Do dalszej lektury polecamy:
*sprawozdanie z meczu 1912.07.06 BuEV Danzig - Wisła Kraków 2:8
*sprawozdanie z meczu 1912.07.09 Reprezentacja Pomorza - Wisła Kraków 1:2
*"Sopocka victoria" - artykuł Ryszarda Wasztyla z 1986 roku