Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Weyssenhoff. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Weyssenhoff. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 września 2019

Wiślak znajomym Einsteina

Już od kilku tygodni na naszym blogu nie było nowego wpisu - czas to zmienić. Przy okazji to w Wasze ręce oddaliśmy decyzję, o czym będzie opowiadał nowy post. W ankiecie na Twitterze przedstawiliśmy cztery propozycje. Każdy z tych tematów prędzej czy później tu opiszemy, ale za najbardziej frapujący uznaliście wątek Wiślaka, który był znajomym Einsteina. O kogo chodzi? Jaka opowieść się za tym kryje?



Przez kilka pierwszych dziesięcioleci polska piłka nożna miała charakter amatorski. To znaczy, że piłkarze na grze nie zarabiali - futbol był dla nich zajęciem "po godzinach". Piłkarze mieli swoje życie zawodowe - w przypadku Wisły wielu było oficerami w wojsku, wielu urzędnikami, rzemieślnikami (ślusarze, hydraulicy, drukarze itd.). Liczni zawodnicy grali w piłkę w czasie swoich studiów.

Do tej ostatniej grupy należał Jan Weyssenhoff. Do 1907 roku uczył się w II Szkole Realnej w Krakowie, wtedy zainteresował się piłką nożną - pasja ta została mu na całe życie. Początkowo występował w "klubie Jenknera" - drużyna ta, nazywana również "Czerwonymi", jesienią 1907 roku połączyła się z Wisłą Tadeusza Łopuszańskiego. Weyssenhoff był już wtedy studentem Uniwersytetu Jagiellońskiego, uczęszczał na wykłady z matematyki i fizyki. Kilka lat później rozpoczął prace badawcze z dziedziny fizyki doświadczalnej pod kierunkiem profesora Augusta Witkowskiego (obecnego patrona V LO w Krakowie). Wkrótce otworzył też przewód doktorski.

W tym samym czasie mocno pracował na rzecz rozwoju Wisły Kraków i polskiej piłki nożnej - tak na boisku, jak i w klubowej kancelarii. Nie należał może do ścisłego grona najlepszych polskich futbolistów okresu galicyjskiego, wystąpił jednak w kilku istotnych spotkaniach - między innymi w pierwszych udokumentowanych Wielkich Derbach Krakowa w 1908 roku i w I Igrzyskach Polskich w 1911 roku. Szybko też zainteresował się działalnością "okołopiłkarską" - został sędzią, wszedł w skład zarządu Wisły, odpowiadał za promocję klubu. W 1911 roku został sekretarzem Polskiego Związku Towarzystw Sportowych Piłki Nożnej - pierwszego w historii polskiego związku piłkarskiego, powołanego z inicjatywy Wisły. W późniejszych latach, już w odrodzonej Polsce, był jednym z założycieli PZPN, kierownikiem reprezentacji przy okazji jej pierwszego meczu międzynarodowego, autorem najważniejszego w II RP podręcznika do gry w piłkę (zobacz skan).


Najstarsze zdjęcie Wisły Kraków - jesień 1907 roku. Jan Weyssenhoff w drugim rzędzie, pierwszy z prawej


1911 rok, Wisła z wizytą we Wrocławiu. Jan Weyssenhoff stoi 3 z lewej (lekko z tyłu)


Historyczny, pierwszy mecz Reprezentacji Polski. Budapeszt, grudzień roku 1921. Weyssenhoff jako opiekun drużyny z ramienia PZPN stoi 5 z lewej)

O Janie Weyssenhoffie jako piłkarzu i działaczu sportowym przeczytacie więcej w jego biogramie, w tym miejscu mamy opowiedzieć o jego znajomości z Albertem Einsteinem, cofamy się więc do 1914 roku. Gdy wybuchła I Wojna Światowa Weyssenhoff przebywał w Szwajcarii. Pozostał tam przez cały okres działań wojennych i w Zurichu dokończył przerwany w Krakowie doktorat. Jego praca doktorska miała tytuł "Zastosowania teorii kwantów do obracających się tworów i teoria paramagnetyzmu" i została obroniona w 1916 roku. Weyssenhoff pracował następnie na Uniwersytecie i na Politechnice Federalnej w Zurichu. Absolwentem tej drugiej uczelni w 1900 roku był właśnie Einstein. W tym czasie Einstein mieszkał juz w Niemczech, przyjeżdżał jednak do Szwajcarii na konferencje naukowe. Wtedy właśnie młody polski fizyk spotkał się z nim po raz pierwszy. Oddajemy głos samemu Weyssenhoffowi, który w 1955 roku tak wspominał swoje zetknięcia z Einsteinem (i cytujemy in extenso, bo chyba warto):
Na początku mych studiów na uniwersytecie zurychskim zostałem polecony profesorowi Zanggerowi, wybitnemu znawcy medycyny sądowej i przyjacielowi Einsteina. Po pewnym czasie, gdy sądziłem, że profesor Zangger zupełnie o mnie zapomniał, otrzymuję w r. 1916 kartkę od niego: "Proszę przyjść jutro o szóstej po południu i przynieść ze sobą manuskrypt swej pracy doktorskiej. Będzie profesor Einstein". 
Z sercem na ramieniu poszedłem. Po kilku minutach przyszedł Einstein. Profesor Zangger powiedział: "To jest pan Weyssenhoff z manuskryptem swej pracy, to jest profesor Einstein, wobec tego ja jestem niepotrzebny" - i pozostawił nas samych. Nawiasem mówiąc, Einsteinowi moja praca spodobała się, ale to nie należy teraz do rzeczy. Dość, że nastąpiła potem kolacja, na której oprócz wyżej wymienionych był również obecny cichy współtwórca ogólnej teorii względności, przyjaciel Einsteina, znacznie od niego starszy, inżynier Besso; w dyskusjach z nim - według słów samego Einsteina - powstała ogólna teoria względności. Otóż po kolacji byłem niemym świadkiem jednej z takich dyskusyj. Był cudowny czerwcowy wieczór, siedzieliśmy w półmroku na balkonie, pod nami w oddali błyszczały światła Zurychu, nad nami gwiazdy. Einstein mówił powoli, z namysłem, jakby myśląc na głos, lecz niemal bez dłuższych przerw; z rzadka tylko Besso dorzucał kilka słów, świadczących w każdym razie o tym, że podąża za biegiem jego myśli. Chociaż wówczas nie znałem jeszcze ogólnej teorii względności, pamiętam, że dyskutowali kwestię wzajemnego ruchu dwóch odległych od siebie układów inercjalnych w przestrzeniach międzygwiazdowych. 
Einstein był już wówczas dyrektorem Kaiser Wilhelm Institut fur Physik w Berlinie. Po dwóch z górą latach przyjechał znowu do Zurychu na dwumiesięczny cykl wykładów o obu teoriach względności w styczniu i lipcu 1919 roku. Brał wówczas udział w konwersatoriach fizycznych (zwanych tam Physikalisches Colloquium), na których byłem jednym z dwóch najgorliwszych referentów i wówczas, a szczególnie na wspólnych posiedzeniach w kawiarni, odbywających się po każdym konwersatorium, miałem sposobność bliższego kontaktowania się z Einsteinem. Sława Einsteina rozeszła się już wówczas szeroko po całym świecie. 
Kilka lat przedtem, w r. 1911 w Pradze, Einstein miał na swych wykładach tylko trzech słuchaczów. O dwóch się już przekonał, że nic nie rozumieją, unikał więc jak ognia rozmowy z trzecim, aby zachować chociażby iluzję, że nie wykłada do pustej sali. Teraz w Zurychu takie tłumy przybyły na jego pierwszy wykład, że z sali wykładowej fizyki teoretycznej publiczność przeniesiono najpierw do głównej sali wykładowej fizyki doświadczalnej, a gdy i ta okazała się zbyt mała - do auli. Czy wszyscy z obecnych byli dostatecznie przygotowani do słuchania wykładu, nie wiem, w każdym razie byli to solidni Szwajcarzy, tak że frekwencja utrzymała się aż do końca na tym samym poziomie. 
Przekonałem się, że Einstein wykłada świetnie, spokojnie, konsekwentnie, szczegół za szczegółem, z łatwością można śledzić za biegiem jego myśli; podobnie do Bohra, który mówi zresztą znacznie bardziej nerwowo, obrazowe ruchy jego rąk pomagają w zrozumieniu i świadczą o tym, jak konkretnie sobie Einstein wyobraża wszystko, o czym wykłada. 
Trzecie moje spotkanie z Einsteinem, w roku 1935 w Princeton pod New Yorkiem, było najkrótsze, ale historia nawiązująca do niego jest najdłuższa. Przy pierwszym spotkaniu Einstein, zdaje mi się, nie poznał mnie, ale już następnego dnia widocznie sobie mnie przypomniał, gdyż już z daleka kiwał do mnie na popołudniowej kawo-herbatce w Instytucie Studiów Zaawansowanych (Institute for Advanced Study), zaprosił mnie następnie do swego gabinetu na dłuższą rozmowę i wyłożył mi przy sposobności ogólne wytyczne swej najnowszej teorii; na tablicy były już z góry wypisane wszystkie potrzebne wzory. Do dzisiaj pamiętam ten "prywatny wykład" Einsteina, tak jak gdyby odbył się kilka tygodni temu. Einstein streścił w nim dopiero co ukończoną pracę, wykonaną wspólnie z Rosenem, dotyczącą materii w polu grawitacyjnym jako miejscach, w których znika wyznacznik g współczynników Gμν tensora metrycznego. Wyszedłem po tej rozmowie jak oszołomiony, głęboko oczywiście przekonany - przynajmniej na razie - o słuszności i niepowszednim znaczeniu nowej teorii. Już wkrótce potem Einstein sam uznał tę (nadzwyczaj zresztą ciekawą) próbę za nieudaną i bez wahania porzucił ją, aby szukać na innych drogach rozwiązania trapiących go drobnych niedomagań stworzonej przez siebie wiekopomnej teorii pola grawitacyjnego, bardziej znanej dzisiaj pod nazwą ogólnej teorii względności. 
Parę miesięcy potem w drodze powrotnej do kraju spotkałem w Anglii Schrodingera, który mi opowiedział, że podobne historie powtarzały się już niejednokrotnie w Berlinie, w okresie od r. 1914 do 1933, który, nawiasem mówiąc, Einstein uważał za najszczęśliwszy okres swego życia. Począwszy od jakiegoś roku 1923 Einstein podejmował coraz to nowe próby skonstruowania unitarnej teorii pola. Otóż po każdej takiej nowej próbie Einstein, nie mogąc widocznie oderwać ani na chwilę myśli od swych nowych pomysłów, zwykł był zapraszać do siebie każdego, kto tylko mógł go chociaż częściowo zrozumieć, i wykładał mu swą nową teorię. Tak jak w moim przypadku w Princeton, wzory czekały już na tablicy od poprzedniej rozmowy. Zapytywany o losy teorii sprzed roku lub dwóch, Einstein zwykł był odpowiadać: "Ach, das war ja Blodsinn" - "Ach, to było zupełne głupstwo" lub coś w tym rodzaju. Był więc Einstein typowym romantykiem wśród uczonych. 
źródło: Jan Weyssenhoff, Uwagi o życiu i twórczości Einsteina na tle własnych wspomnień, Postępy Fizyki tom VI, zeszyt 5, 1955 rok, dostępne online

Z tych wspomnień Wiślaka wynika, że znał on także inne tuzy światowej fizyki: Nielsa Bohra i Erwina Schrödingera. Gdy w 1919 roku piłkarz Wisły powrócił do Krakowa, już do niepodległej Polski, podjął pracę na Uniwersytecie Jagiellońskim i na Uniwersytecie Stefan Batorego w Wilnie. Międzynarodowe kontakty naukowe Jana Weyssenhoffa były niezwykle cenne dla polskiej nauki, z zagranicy przywiózł także obeznanie z najnowszymi zagadnieniami fizycznymi.

Jan Weyssenhoff jest jednym z bohaterów naszej książki "Niepodległa Polska - odrodzona Wisła", w której przedstawiamy zawodników i działaczy Białej Gwiazdy, którzy pracowali nad odbudową swojego ukochanego klubu, a jednocześnie przyczynili się do odrodzenia ojczyzny. Weyssenhoff pojawia się na kartach książki obok żołnierzy, właśnie po to, by pokazać, że odrodzenie Polski po okresie zaborów zależało nie tylko od bohaterstwa na linii frontu - ale także od mozolnej pracy u podstaw w każdej z dziedzin życia społecznego.

 Rok 1922, w tym czasie Weyssenhoff pracował na Uniwersytecie w Wilnie. Przy okazji oczywiście organizował życie sportowe tego miasta. Tutaj w barwach Strzelca Wilno rozmawia z działaczami Wisły przy okazji towarzyskiego meczu w Krakowie (Wisła - Strzelec 7:0). 

 Jan Weyssenhoff (z lewej) w czasie wykładu na Zjeździe Fizyków Polskich w Krakowie, 1934 rok

W czasie II Wojny Światowej Jan Weyssenhoff brał udział w tajnym nauczaniu uniwersyteckim wykładając fizykę i przeprowadzając egzaminy magisterskie i doktorskie. Po 1945 roku ponownie odbudowywał polską fizykę - wydając czasopisma naukowe, organizując międzynarodowe konferencje, utrzymując kontakty z zagranicznymi ośrodkami akademickimi. Brał też udział w reaktywacji Polskiego Związku Piłki Nożnej, był członkiem honorowy TS Wisła. Zmarł w 1972 roku.

Jan Weyssenhoff, fotografia ze zbiorów UJ


Do dalszej lektury polecamy:
* Jan Weyssenhoff - biogram
* Wisła Kraków i uczelnie wyższe - o powiązaniach między Wisłą i środowiskiem akademickim i naukowym

sobota, 17 listopada 2018

Udało się odnaleźć najstarsze zdjęcie z derbów Krakowa

Tuż przed ostatnimi derbami Krakowa opublikowaliśmy post, w którym bardzo dokładnie przyglądnęliśmy się zdjęciu zrobionemu w trakcie meczu Wisła-Cracovia w 1909 roku. Zdjęcie to zostało wydrukowane w gazecie Nowości Ilustrowane i przedstawiało jedną z sytuacji pod bramką Wisły. Gazeta zamieściła opis, z którego wynikało, że wydrukowano też drugie zdjęcie, przedstawiające obie drużyny. Niestety, ten fragment ktoś postanowił zachować dla siebie na wyłączność i w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej jest tylko uszkodzony egzemplarz gazety, z którego pół strony zostało wyrwane:



Próbowaliśmy odnaleźć ten numer gazety w innych bibliotekach, ale bezskutecznie. Na szczęście nasz październikowy wpis na blogu przeczytał Leszek Śledziona, autor książek z serii Historia Sportu. Pan Leszek uruchomił swoje kontakty i dowiedział się, że gazeta jest dostępna w innych zbiorach. Dotarcie do niej wymagało trochę uporu i trzech wizyt - przy pierwszej okazało się, że tego dnia biblioteka jest nieczynna, przy drugiej poinformowano, że skanów nie można wykonywać bez wcześniejszego ustalenia. Trzecia wizyta była już skuteczna i oto możemy przedstawić najstarsze zachowane zdjęcie z derbów Krakowa:


Fotografia ta została wykonana 18 kwietnia 1909 roku, tuż przed godziną 16, i przedstawia obie drużyny. Możemy rozpoznać wszystkich zawodników Wisły - dzięki czemu poznaliśmy też skład, w jakim Wisła zagrała (ówczesne relacje prasowe nie podały go). Wiślacy mają na sobie czerwone koszulki z dwiema niebieskimi gwiazdami (więcej o tym w jednym z wcześniejszych postów). Leży Franciszek Brożek, siedzą Włodzimierz Polaczek i Jan Weyssenhoff, klęczą Antoni Poznański, Franciszek Pustelnik i Jan Górski. Stoją Ludwik Stolarski, Jan Cudek, Bruno Luska, Witold Rutkowski i Wilhelm Cepurski. Spotkanie zakończyło się wynikiem 1:1. Co ciekawe, fotografię wykonano niemal dokładnie w tym miejscu, gdzie dzisiaj znajduje się stadion Wisły. 109 lat temu teren ten zajmował wielki tor wyścigów konnych - na jego trawiastych połaciach łatwo było wyznaczyć boisko do piłki nożnej, więc często rozgrywano tam mecze zanim wybudowano stadiony z prawdziwego zdarzenia. W tle widzimy kibiców ustawionych wzdłuż linii boiska, gdyż trybun wówczas jeszcze nie było.

Panu Leszkowi dziękujemy za pomoc. A fanów starych piłkarskich zdjęć informujemy, że Historia Sportu wydała właśnie album "Piłkarstwo polskie w zaborach 1886-1918 Fotografie - Dokumenty - Pamiątki". Tej fotografii z 1909 roku w nim nie ma, bo została ona odnaleziona dosłownie kilka dni temu, jednak nie zabraknie wiślackich zdjęć - często nigdzie wcześniej niepublikowanych. Poniżej kilka stron z tego albumu, a więcej informacji tutaj.




piątek, 8 czerwca 2018

Dlaczego symbolem Wisły jest Biała Gwiazda?

"Biała Gwiazda towarzyszyła piłkarzom od roku 1906, chociaż początkowo była bladoniebieska i to w liczbie dwóch sztuk na jednej koszulce" - takie pokraczne zdanie rozpoczyna akapit poświęcony symbolowi Wisły na wikipedii. Biała Gwiazda była niebieska i była dwoma gwiazdami? Wikipedia więcej tutaj gmatwa niż wyjaśnia, jaka więc była geneza symbolu Wisły Kraków?

By to zrozumieć, musimy cofnąć się do samych początków klubu. Wisła została założona wiosną 1906 roku przez uczniów II Szkoły Realnej, z inicjatywy ich profesora, Tadeusza Łopuszańskiego. W czasie spotkania założycielskiego ustalono nazwę, barwy i emblemat:

Profesor opowiadał, jak to w innych państwach rozwija się sport, więc i my Polacy musimy włączyć się w ten nurt. Na te słowa radość taka zapanowała, żeśmy zaczęli klaskać i niejednemu łza pokazała się w oku. Godziliśmy się na wszystko, że klub będzie nazywał się Wisła, i znowu oklaski i okrzyki: "Polacy i Wisła to Polska". Tę nasza Wisłę trzeba było mieć i na sercu. Uchwaliliśmy wiec kolor naszych koszulek w kolorze błękitnym z emblematem na lewej piersi, przepołowioną piłkę, w kolorze czarnym w poziomie, przyczym kołnierz i manszety wraz ze spodenkami miały być również koloru czarnego. - tak ten podniosły moment wspominał jeden z uczestników, Roman Wilczyński.

Próba rekonstrukcji stroju Wisły z 1906 roku na podstawie wspomnień Wilczyńskiego

Gdzie tu gwiazda? Biała, niebieska, pojedyncza, podwójna lub jakakolwiek inna? Nie ma. 

Gwiazdy pojawiły się na koszulkach innej z ówczesnych drużyn. Mowa o Czerwonych Kraków, nazywanych też drużyną Jenknera. Nie wiemy, kiedy dokładnie ten klub powstał, wiadomo, że brał udział w Turnieju Jesiennym na przełomie września i października 1906 roku. Prasa wtedy pisała, że "wśród walki na pierwszy plan wysuwają się Czerwoni". Zgodnie ze wspomnieniami piłkarza Czerwonych, Jana Weyssenhoffa, stroje sportowe zostały zamówione w Berlinie. W przysłanej stamtąd paczce młodzi chłopcy znaleźli czerwone koszulki z dwiema niebieskimi gwiazdami na piersiach. 

Jan Weyssenhoff w czerwonej koszulce z niebieskimi gwiazdami, 1907 rok 

Kiedy dokładnie klub Jenknera zamówił te stroje? Tego też niestety nie wiemy. Zamawiający mogli zlecić przesłanie czerwonych koszulek, tak, by korespondowały one z nazwą klubu. Nie jest jednak wcale wykluczone, że najpierw odebrano przesyłkę, a gdy okazało się, że z Berlina przyszły stroje akurat o takiej barwie, stwierdzono, że da ona miano klubowi. Tak czy inaczej, gwiazdy były tutaj niespodziewanym dodatkiem.

Co Czerwoni mają wspólnego z Wisłą?

Otóż od 1907 roku jest to jeden klub. Jesienią tamtego roku doszło do fuzji, przy czym należy zaznaczyć, że było to połączenie na równych prawach. Wisła nie wchłonęła Czerwonych (ani Czerwoni Wisły) - dla podkreślenia tego faktu ustalono, że po fuzji klub zachowa nazwę jednej, ale barwy drugiej drużyny.

Co skłoniło oba kluby do fuzji?

Z jednej strony Wisła borykała się z rotacją zawodników. Wisła opierała swój skład na wychowankach prof. Łopuszańskiego - uczniach II Szkoły Realnej. Była to szkoła ukierunkowana na nauki ścisłe, po zdaniu matury jej absolwenci często chcieli kontynuować naukę na politechnice. W Krakowie takiej uczelni nie było, piłkarze-uczniowie wyjeżdżali więc do Lwowa i siłą rzeczy kończyli swoją grę w barwach Wisły.

Czerwoni mieli bardziej zróżnicowaną, a dzięki temu i stabilniejszą kadrę. Obiektywnie patrząc, byli silniejsi sportowo, a chyba też organizacyjnie. Liderem drużyny był Władysław Jenkner,
jego ojciec Wiktor był odnoszącym sukcesy przedsiębiorcą budowlanym. Wiktor wspierał finansowo sportowe pasje swojego syna, dzięki czemu Czerwoni zapewne dysponowali większymi środkami, niż inne kluby w tym czasie. Dlaczego więc klub Jenknera zdecydował się na fuzję? To tylko przypuszczenia, ale w 1907 roku Władysław Jenkner otrzymał powołanie do wojska. Czy jego odejście oznaczałoby koniec wsparcia od Wiktora Jenknera i Czerwoni zmuszeni byli szukać innego patrona? Tak czy inaczej, do fuzji doszło i dzisiejsza Wisła jest spadkobierczynią obu tych pionierskich klubów.

Wracamy jednak do Białej Gwiazdy. Doszliśmy do etapu, w którym symbolem Wisły były dwie niebieskie gwiazdy. Tak było w latach 1907-1910.

Wisła Kraków w czerwcu 1908

Wisła Kraków w maju 1910 roku

Dwie niebieskiej gwiazdy zastąpiono jedną białą w drugiej połowie 1910 roku. Najstarsze znane zdjęcie Wisły w koszulkach z Białą Gwiazdą wykonano 10 września 1910 roku, przy okazji meczu ze Smichovem Praga.

Najstarsze znane zdjęcie Wisły z Białą Gwiazdą, 10 września 1910

Oczywiście w takiej sytuacji nasuwa się pytanie o powód tej zmiany. Pojawienie się dwóch niebieskich gwiazd kilka lat wcześniej było dziełem przypadku, teraz jednak zastąpienie ich było świadomą decyzją. Nie zachowało się żadne oświadczenie Wisły w tej sprawie ani żadne wspomnienia ówczesnych działaczy i zawodników na ten temat, ale kwestia wydaje się dość jednoznaczna - biel gwiazdy i czerwień koszulek komponowały się w najważniejsze dla Polaków barwy. Dla Wisły Kraków piłka nożna od początku była czymś więcej niż formą aktywności ruchowej - chodziło też o element wychowawczy, o budowanie poczucia wspólnoty, o umacnianie własnej tożsamości w honorowej rywalizacji. W okresie galicyjskim Wisła podjęła szereg patriotycznych inicjatyw, których wartość wykraczała poza aspekt sportowy. Tak było na przykład z meczami z polskimi drużynami z zaboru rosyjskiego i niemieckiego - zespoły te były wyraźnie słabsze od Wisły i Krakowianie wysoko takie mecze wygrywali, najważniejsze w nich jednak było to, że poprzez futbol Polacy utrzymywali kontakt i umacniali między sobą więzi bez względu na granice zaborcze. W 1910 roku zaś Wisła rozpoczęła kampanię na rzecz autonomii polskiego sportu, która doprowadziła w 1911 roku do powołania pierwszego polskiego związku piłkarskiego, na dodatek niezależnego od władz austriackich (pisaliśmy to tym w jednym z poprzednich postów i gorąco zachęcamy do zapoznania się z tym tematem).

Szliśmy zawsze wiernie w służbie pewnej, ale wielkiej idei. Czuć się w klubie swoim jak w domu ojczystym, oddychać pełną piersią, podkreślać na każdym kroku swój czysto-narodowy, a w czasach zaborczych także niepodległościowy charakter - oto nasza idea, której służyliśmy... - tak to nastawienie opisywali działacze Wisły w 1936 roku.

Biała Gwiazda na czerwonych koszulkach podkreślała patriotycznego ducha Wisły.

Wielu kibiców może zaskoczyć fakt, że Biała Gwiazda nie zawsze była pięcioramienna. W latach 1910-14 pojawiały się też wersje sześcio- i ośmioramienne.

 
Trzy różnej typy Białej Gwiazdy z lat 1910-14

Klub miał różne komplety strojów, ale zdarzało się i tak, że w jednym meczu część zawodników miała koszulki z pięcioramiennymi, a część z sześcioramiennymi gwiazdami. Przykładem takiej sytuacji jest poniższe zdjęcie: 

Wisła Kraków we wrześniu 1911. 

Po reaktywacji Wisły w 1918 roku Biała Gwiazda już zawsze była pięcioramienna. Z biegiem czasu Biała Gwiazda stała przydomkiem czy wręcz synonimem Wisły, symbolem jednoznacznie kojarzonym z krakowskim klubem. Biała Gwiazda pojawia się wszędzie tam, gdzie jest Wisła: na flagach, szalikach, plakatach, biletach, na stadionie przy R22, ułożona z krzesełek... Możliwe jednak, że najważniejsza jest obecność Białej Gwiazdy nie na różnego typu wyobrażeniach, ale w świadomości ludzi – w sercach i umysłach całej rzeszy kibiców, sympatyków i członków klubu, dla których Biała Gwiazda to także sposób życia, silny, zahartowany w wielu przeciwnościach losu charakter, szlachetność i niezłomność.

Henryk Reyman - z Białą Gwiazdą w sercu

Polecamy do dalszej lektury: Symbole Wisły, a dokładnie: 
- Barwy