Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1925. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1925. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 czerwca 2019

Czarna Maska - tajemniczy epizod z 1925 roku

Jedne z najbardziej ekscytujących chwil w pracy nad historią Wisły to te momenty, gdy kontaktują się z nami rodziny dawnych sportowców i oferują udostępnienie prywatnych pamiątek. Tym sposobem odkrywamy prawdziwe skarby, o istnieniu których nawet nie mieliśmy pojęcia. Dzieci, wnuki i niekiedy nawet prawnuki byłych zawodników Wisły przechowują bardzo cenne materiały - zdjęcia, dokumenty i wspomnienia o swoich przodkach. W takich rodzinnych zbiorach zawarta jest historia nigdzie indziej niedostępna i niezmiernie nam miło, że portal historiawisly.pl stał się platformą, na której można udostępnić takie perełki i tym samym utrwalić i upowszechnić pamięć o sportowcach sprzed lat i ich dokonaniach.

Kilka dni temu napisał do nas pan Krzysztof - prawnuk przedwojennego zapaśnika Białej Gwiazdy. Wcześniej o Janie Gawronku mieliśmy bardzo skąpe informacje - nie byliśmy nawet pewni jego imienia, wiedzieliśmy tylko, że nazwisko to przewija się w kilku relacjach prasowych sugerujących, że osoba ta była działaczem i sędzią na zawodach. Pan Krzysztof przekazał nam podstawowe dane do biogramu, takie jak data i miejsce urodzenia oraz śmierci, szczegóły kariery sportowej, osobiste zainteresowania. Okazało się na przykład, że zapaśnik Wisły był przyjacielem Wlastimila Hofmana, pasjonował się też hodowlą gołębi rasowych.

Jan Gawronek


Niezwykły urok mają fotografie Jana Gawronka. Fragmenty walk zapaśniczych prawdopodobnie były pozowane w zaciszu fotograficznego atelier, jednak siłacze spleceni w żelaznych uściskach robią piorunujące wrażenie.





Najbardziej fascynująca jest jednak fotografia drużynowa - 13 zawodników i 3 działaczy, zwały mięśni, zabawne - z dzisiejszej perspektywy oceniając - stroje sportowe i osiłek w czarnej masce wyglądający jak średniowieczny mistrz małodobry.



O co chodzi z tą czarną maską? Może się ona kojarzyć ze współczesnym show lucha libre - wrestlingiem w wersji meksykańskiej, gdzie zawodnicy występują w fantazyjnych maskach. I nie musi to być mylne skojarzenie. W początkach XX wieku zapasy - choć przecież mają bogatą tradycję sięgającą czasów starożytnych - nie zawsze były poważnie traktowane. Często bliższe były pokazom cyrkowym, niż Igrzyskom Olimpijskim. Znani zapaśnicy nie tylko staczali walki, ale także dawali pokazy swojej siły lub wyzywali każdego chętnego na pojedynek - wyznaczając nagrodę pieniężną za odpowiednio długie stawienie oporu.

W tym przypadku czarna maska okazała się elementem, który pozwolił nam dokładniej zidentyfikować tę fotografię. Została ona wykonana w grudniu 1925 roku w hali Sokoła w Krakowie. Wtedy odbyły się zawody atletyczne i relacje prasowe potwierdzają, że brał w nich udział anonimowy zawodnik skrywający się za maską. A było to tak...

Sekcja ciężkoatletyczna (łącząca zapasy i podnoszenie ciężarów) powstała w Wiśle w 1922 roku. W 1925 roku do Krakowa zawitał Zbyszko Cyganiewicz - mistrz świata i gwiazda zapaśnicza światowego formatu. Cyganiewicz robił furorę w Stanach Zjednoczonych, gdzie dorobił się prawdziwej fortuny, a w Polsce głośno było o sukcesach siłacza urodzonego we wsi Jodłowa koło Dębicy. Wisła postanowiła zorganizować pokazowe zawody, a Zbyszko zgodził się wziąć w nich udział. Dla młodej wiślackiej sekcji było to wielkie wydarzenie i okazja do wzbudzenia w Krakowie zainteresowania zapasami.

Impreza odbyła się w hali Sokoła przy ulicy Wolskiej (obecnie Piłsudskiego). W tamtych czasach - i przez kilka kolejnych dziesięcioleci - była to najważniejsza hala sportowa w Krakowie. Zawody z udziałem Cyganiewicza przyciągnęły przeszło tysiąc widzów! Na początek zapaśnicy Wisły stoczyli cztery walki pokazowe. Clou wieczoru były zaś występy Cyganiewicza. Atleta rzucił każdemu chętnemu wyzwanie - kto stanie z nim do walki i nie da się pokonać przez godzinę, otrzyma 1000 dolarów. Była to równowartość prawie 15 tysięcy dzisiejszych dolarów, a więc kwota bardzo wysoka.

Zbyszko Cyganiewicz - legenda polskich i światowych zapasów. Fotografia z dedykacją dla Jana Gawronka. 


Rzuconą rękawicę podjął Franciszek Pawlikowski - współzałożyciel i kierownik sekcji zapasów Wisły. Pawlikowski zapasy uprawiał jeszcze w czasach zaborów, zdobył mistrzostwo Galicji i był Wiślakiem z największym doświadczeniem zapaśniczym. W trakcie walki zdradzał "dobre wyszkolenie i większą rutynę" - to wystarczyło na prawie 13 minut. Po tym czasie Cyganiewicz pokonał Pawlikowskiego, którego jednak "nagrodzono wcale hucznemi oklaskami" za dobrą postawę.

Wtedy do walki stanął zawodnik w czarnej masce. Jak relacjonował Ilustrowany Kurier Codzienny, pretendent ten "nie chciał zdradzić swego incognito, o ile nie potrafi stawić oporu Cyganiewiczowi ponad godzinę". Publiczność zapewne z wielką ekscytacją oczekiwała tej walki. Spotkało ją srogie rozczarowanie, czarna maska wytrzymała bowiem raptem... 3 minuty. Kim był ten anonimowy zapaśnik? Tego prawdopodobnie już nigdy się nie dowiemy.

Na zakończenie imprezy Zbyszko Cyganiewicz przemówił do zgromadzonej publiczności, apelując o jak najliczniejsze uprawianie przez Polaków sportu. Nagrodzono go gromką owacją. Wkrótce potem Cyganiewicz wyjechał ponownie do Stanów na kolejne walki.

Sekcja zapaśnicza Wisły znakomicie się zaś rozwijała. Już w 1926 roku Aleksander Jaworski zdobył pierwszy wiślacki medal Mistrzostw Polski brąz w wadze średniej. Do 1939 roku zapaśnicy Białej Gwiazdy zdobyli ogółem 24 medale MP, z czego 7 złotych.

Do dalszej lektury:
*Historia wiślackich zapasów
*Biogram Jana Gawronka
*Relacja z zawodów w grudniu 1925 roku


sobota, 1 grudnia 2018

Piłkarze Wisły pobili się na treningu! Ale spokojnie - to było w 1924 roku.

W zbiorach Towarzystwa Sportowego Wisła znajduje się pięknie oprawiona Księga protokołów z posiedzeń Wydziału i Walnych Zgromadzeń. Na każdym posiedzeniu zarządu lub walnym zgromadzeniu członków Wisły sekretarz klubu spisywał protokół - notował kto był obecny, o czym rozmawiano, jakie decyzje podjęto. Księga ta obejmuje lata 1919-1928 i zawiera przeszło 140 protokołów.

Jest to bezcenne i fascynujące źródło o historii Wisły w tamtych latach. Protokoły pokazują życie klubu "od kuchni" - omawiają sprawy codzienne, często takie, które nie przedostały się do prasy i przez to nie zostały nigdzie indziej opisane. Wiemy z nich, jak funkcjonował klub, kto był za co odpowiedzialny, w jaki sposób rozwiązywano kwestie organizacyjne. Protokoły zdają relację z takich spraw, jak organizacja cateringu na ówczesnym stadionie Wisły, koszty sprowadzenia zagranicznej drużyny na mecz towarzyski, upominki jakimi obdarowywano zasłużonych piłkarzy i wiele, wiele innych. Zapewne fragmenty tych protokołów jeszcze nieraz zagoszczą na łamach naszego bloga.

Dzisiaj zaś chcemy omówić szokujący wpis z 1924 roku. Pod datą 20 października 1924 roku czytamy:

Na wniosek p. Mastalskiego oddano sprawę pobicia się na boisku graczy Ludwikowskiego i Czyżewicza komisji dyscyplinarnej, a na wniosek p. Kempskiego oddane tejże komisji sprawę nie stawienia się wyżej wymienionych graczy mimo wezwań przed wydział.-



Sprawa ta była omawiana na kolejnym spotkaniu zarządu 3 listopada 1924:

Na wniosek Komisji Dyscyplinarnej uchwalono ukarać graczy Ludwikowskiego i Czyżewicza, za pobicie się a boisku podczas treningu, ostrem upomnieniem z zagrożeniem dyskwalifikacji z tem, że wymiar kary ogłosi kierownik sekcji drużynie, oraz będzie umieszczony na piśmie w lokalu Towarzystwa na przeciąg 2 tygodni.



Z tych zdań wiemy, że w trakcie treningu doszło do bójki pomiędzy dwoma zawodnikami Wisły. W protokołach zajście to omówione jest bardzo zdawkowo - nie wiemy, co było przyczyną sporu i możemy tylko zgadywać, że w ferworze walki doszło do starcia, sfaulowany zawodnik zareagował agresywnie, a faulujący nie ustąpił. A może przyczyna była zupełnie inna? Może w tle był jakiś osobisty zatarg? To pozostanie zagadką. Wiemy za to, że zawodnicy nie stawili się na wezwanie zarządu by udzielić wyjaśnień. Sprawą zajęła się komisja dyscyplinarna Towarzystwa Sportowego i wymierzyła kary honorowe - upomnienie i ogłoszenie tego w formie pisemnego zawiadomienia w siedzibie klubu. To też znamienne - w tamtych czasach uważano, że niegodną postawę należy napiętnować i zawstydzić winowajców, co ma mieć silniejszy efekt od kary finansowej.

O uczestnikach zajścia - Ludwikowskim i Czyżewiczu - nie wiemy zbyt wiele.

Ludwikowski należał zapewne do osób, do których pasuje określenie "krew nie woda". Na karty protokołów trafił bowiem jeszcze raz w marcu 1925 roku, gdy zachował się nietaktownie wobec jednego z działaczy. Słabiej zapisał się w relacjach sportowych - odnotowano tylko dwa jego występy w pierwszej drużynie Wisły, przy czym były to mecze sparingowe. Nie znamy nawet jego imienia, a dość popularne nazwisko utrudnia odnalezienie dalszych informacji w księgach adresowych z tamtych czasów.

O Czyżewiczu wiadomo trochę więcej, jednak nie tyle ze względu na jego występy w Wiśle, co raczej z powodu jego późniejszej kariery. Po odejściu z Białej Gwiazdy był bowiem piłkarzem Garbarni Kraków i Pogoni Lwów - w tym pierwszym klubie wystąpił nawet dwa razy w meczach ligowych. Pod koniec życia Czyżewicz był też działaczem Wisły w Radzie Seniorów.

Adam Czyżewicz, uczestnik bójki z 1924 roku

Często w poprzednich postach na tym blogu zgłębianie historii Wisły porównywaliśmy do układania puzzli - z tą różnicą, że poszczególne elementy trzeba jeszcze samemu znaleźć. Podobnie jest w tym przypadku. Mamy nadzieję odnaleźć jeszcze kolejne źródła dotyczące Ludwikowskiego i Czyżewicza.

Księga Protokołów została przez nas w całości zeskanowana i jest dostępna w naszej biblioteczce internetowej. Mało tego - wiemy, że stare pismo odręczne może być dla wielu osób trudne do odczytania, dlatego przygotowaliśmy też wersję tekstową. Zachęcamy do zapoznania się z tymi materiałami!

Strona tytułowa Księgi Protokołów, z podpisami sekretarza klubu Mariana Kopcia i prezesa Wisły Józefa Szkolnikowskiego


piątek, 14 września 2018

Wisła Kraków - Notts County. Mecz, którego nie było.

Współcześnie mecze towarzyskie to jednostka treningowa w programie przygotowań piłkarzy do oficjalnych rozgrywek. Wisła w ostatnich latach rozegrała towarzyskie zawody z kilkoma na prawdę renomowanymi rywalami - można tu wymienić choćby AS Monaco w 2018 roku, VfL Wolfsburg w 2013 czy Liverpool w 2008 roku. Mimo marki rywala mecze te nie miały wysokiej rangi.

Przed laty sytuacja była odmienna i mecz z zagranicznym rywalem budził wielkie zainteresowanie, nawet jeżeli była to potyczka "tylko" towarzyska. Było tak szczególnie przed utworzeniem ogólnokrajowej ligi w 1927 roku - do tego czasu Mistrzostwa Polski rozgrywane były w dwóch etapach i w pierwszej fazie kluby rywalizowały w obrębie jednego okręgu. Do drugiej fazy Mistrzostw przechodziły tylko najlepsze zespoły okręgowe. W efekcie niewiele było spotkań na wysokim poziomie - w Krakowie jedynie derby Wisła-Cracovia potrafiły rozbudzić emocje, pojedynki z Wawelem, Jutrzenką czy Makkabi nie cieszyły się wielkim powodzeniem, gdyż wynik był zasadniczo z góry przesądzony. Na dodatek zespoły, które nie awansowały do centralnej fazy Mistrzostw Polski, drugą część sezonu miały "pustą".

Z powyższych powodów starano się o sprowadzanie możliwie atrakcyjnych rywali na mecze towarzyskie. Spotkania te pozwalały zapełnić kalendarz i... klubową kasę, przyciągały bowiem tysiące kibiców. Wisła często już w lutym lub marcu publikowała w prasie swoje plany na nadchodzący sezon, dzięki czemu fani już na wiele tygodni wprzód emocjonowali się nadchodzącymi potyczkami.

W marcu 1925 roku Wisła zapowiedziała spotkanie z Notts County. Miało to być wielkie wydarzenie - Notts County jest jednym z najstarszych klubów piłkarskich na świecie, a w Krakowie byliby pierwszym angielskim zespołem na ziemiach polskich. W 1911 roku Wisła sprowadziła pierwszą drużynę z Wysp Brytyjskich - szkockie Aberdeen FC. Teraz zaś Biała Gwiazda w pionierskim meczu miała jako pierwsza polska drużyna zmierzyć się z zawodowcami z ojczyzny futbolu.




Jeszcze na początku maja potwierdzano, że pomimo trudności kontraktowych, mecz się odbędzie. Notts County należy do elity footballowej Anglji, a w mistrzostwie pierwszej Ligi zajmuje czołowe stanowisko - informowała wtedy prasa.


Sytuacja zaczęła się jednak komplikować - najpierw termin meczu przesunięto o kilka dni, a potem 48 godzin przed spotkaniem gruchnęła sensacyjna wieść, że Anglicy nie przyjadą.

Zaskoczenie, rozczarowanie, a na pewno także wielka niewiadoma - co spowodowało odwołanie meczu? Wyjaśnienie podane niedługo przez Wisłę brzmi doprawdy komicznie:



Działaczom Wisły nie było jednak do śmiechu. Afisze były już pewnie wydrukowane i rozklejone, część biletów rozdystrybuowana w przedsprzedaży, przede wszystkim zaś Biała Gwiazda wpłaciła już zaliczkę na pokrycie kosztów przyjazdu Anglików. Zamiast dochodu z atrakcyjnego meczu Wisła miała więc deficyt z powodu pieniędzy wyrzuconych w błoto. Sprawa ciągnęła się przez wiele miesięcy, Biała Gwiazda wystąpiła bowiem o odzyskanie tych kwot. W grudniu 1925 roku Wisła pozwała Wiener Sportzentrale o zwrot 1000 dolarów. O Wiedeńskiej Centrali Sportowej nie wiadomo zbyt wiele - zapewne była to agencja promocyjna, pośrednicząca w organizacji meczów. Prasa zapewniała, że racja jest po stronie Wisły, nie wiemy jednak jak proces się zakończył i czy pieniądze udało się odzyskać.


Dla lepszego rozeznania dodajmy, że 1000 dolarów w 1925 roku miało podobną wartość jak ponad 14 000 dolarów współcześnie. Tak podaje strona dollartimes.com, która przelicza wartość pieniądza w czasie z uwzględnieniem inflacji i kosztów życia.



Kibice na przyjazd Anglików do Krakowa musieli jeszcze poczekać 11 lat, kiedy to w 1936 roku Wisła pokonała Chelsea Londyn 1:0. Ale to już historia na zupełnie odrębną opowieść.

Do dalszej lektury polecamy:
* 1925.05.17 Wisła Kraków - Notts County (odwołany) - zbiór notatek prasowych dotyczących niedoszłego meczu
* Sezon 1925 - podsumowanie piłkarskich dokonań Wisły w 1925 roku
* Wisła vs. Anglia - lista spotkań Białej Gwiazdy z drużynami angielskimi