Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Sarna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Sarna. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 maja 2018

Pożegnanie w debiucie - odkryta na nowo historia Juliana Samborskiego

W relacjach prasowych z ligowego meczu Wisła - Śląsk Świętochłowice, rozegranego 7 kwietnia 1935 roku, pojawia się nazwisko debiutanta - Samborskiego. Wydana rok później księga jubileuszowa Wisły precyzuje, że Samborski miał na imię Julian:


Julian Samborski na wykazie zawodników Wisły w księdze jubileuszowej z 1936 roku

Jednakże w krótkim biogramie w Encyklopedii Piłkarskiej Fuji (Kolekcja klubów tom 3 - Wisła) autorzy wprost piszą (cytat:) w jubileuszowej księdze w 1936 zmieniono mu imię, korzystając z pseudonimu. Według tej wersji, Samborski miał na imię Kazimierz, a "Julo" to był pseudonim. Twórca Encyklopedii Fuji, Andrzej Gowarzewski, docierał do byłych piłkarzy lub ich rodzin, do urzędów stanu cywilnego, ksiąg parafialnych itd. Uznaliśmy więc, że ta informacja została zweryfikowana i Samborski to Kazimierz. Sami jednak nie byliśmy w stanie dotrzeć do żadnych źródeł dotyczących Kazimierza Samborskiego, a przeglądamy przeróżne materiały, jak na przykład książki adresowe i telefoniczne (o czym pisaliśmy w jednym z poprzednich postów), spisy ludności, lokalizatory grobów...

Biała plama, do tego stopnia, że zaczęliśmy się zastanawiać, czy Samborski... w ogóle istniał. Mógł to być chociażby przydomek zawodnika skrywającego swoją prawdziwą tożsamość (o powodach stosowania przez piłkarzy przydomków pisaliśmy poprzednio).

Pomoc w tej sprawie nadeszła zupełnie niespodziewanie. 10 lipca 2011 roku otrzymaliśmy maila od pana Janusza - wnuka Samborskiego:

Mój dziadek nazywał się Julian Samborski (nie Kazimierz) zagrał jeden mecz w barwach Wisły Kraków w 1935 przeciwko Śląskowi Świętochłowice. Meczu do końca nie dograł gdyż bramkarz Śląska pan Mrozek w czasie wybicia piłki uderzył dziadka w twarz, a jako że grał w sygnecie na palcu zranił go dość poważnie. I praktycznie zakończył jego karierę piłkarską. Dziadek zmarł w 1948.

Oprócz potwierdzenia tożsamości i właściwego imienia, pan Janusz podzielił się z nami także wyjaśnieniem, dlaczego Samborski w barwach Wisły zaliczył tylko jeden oficjalny występ. Jak widać, zadecydowały o tym bardzo nieprzyjemne okoliczności.

Zdjęcie z meczu Wisła - Śląsk Świętochłowice. Julian Samborski (niestety, odwrócony plecami) w powietrznej walce z Alfredem Mrozkiem. Podobnie musiała wyglądać sytuacja, która brutalnie zakończyła piłkarską karierę Samborskiego. 

Na początku 2018 roku poświęciliśmy trochę czasu na dokładniejsze opracowanie zdjęć Wisły z lat 20. i 30. Wśród materiałów "wziętych na warsztat" znalazła się ta frapująca fotografia:
Dlaczego frapująca? Już wyjaśniamy. Zdjęcie dostępne jest w zbiorach Narodowego Archiwum Cyfrowego i pochodzi z kolekcji Ilustrowanego Kuriera Codziennego. "Ikac" był największym koncernem prasowym II RP, fotografia została więc wykonana przy okazji meczu, na który delegowany był fotoreporter. Zdjęcie to ostatecznie nie zostało jednak wydrukowane w prasie, zachowało się jednak w archiwum z adnotacją "Marzec 1935". Próbując ustalić dokładną datę stwierdziliśmy, że wykonano je na stadionie Cracovii - świadczy o tym widoczny w tle tor kolarski. Również reklamy (cukierki, czekolada) można rozpoznać na innych zdjęciach ze stadionu Pasów. Wisła w marcu 1935 nie rozegrała jednak meczu z Cracovią, zagrała natomiast mecz towarzyski z Garbarnią właśnie na tym stadionie. Prasa odnotowała skład Białej Gwiazdy (Koźmin, Oleksik, Szumilas, Kotlarczyk II i I, Obtułowicz, Habowski, Kopeć, Artur, Samborski i Łyko) i wszystkich tych zawodników możemy rozpoznać na zdjęciu. Wszystkich - oprócz Samborskiego, w jego przypadku brakuje bowiem materiału porównawczego. 

By to potwierdzić skontaktowaliśmy się ponownie z panem Januszem i bardzo szybko otrzymaliśmy odpowiedź. Co prawda p. Janusz urodził się już po śmierci Juliana, nie mógł więc go osobiście znać, jednak swojego ojca na zdjęciu rozpoznała córka Juliana. 

Możemy sobie tylko wyobrazić, że odkrycie to sprawiło córce i wnukowi dużo radości, okazuje się bowiem, że z powodu wojny i upływu czasu większość rodzinnych fotografii zaginęła. 

Julian Samborski

Julian Samborski zapowiadał się na bardzo dobrego napastnika. W przedsezonowych sparingach trafiał jak na zawołanie - 17 marca 1935 zdobył 6 goli przeciwko Krowodrzy, 24 marca w ostatnim meczu przed startem ligi strzelił też bramkę Garbarni. Dramatyczne zderzenie z bramkarzem Śląska w debiucie w oficjalnym meczu sprawiło jednak, że licznik jego występów zatrzymał się na 1. 

Piłkarzy, którzy rozegrali tylko jeden mecz w barwach Wisły, było więcej, a ich historie potrafią być bardzo ciekawe. 

Poprzednio pisaliśmy już o Janie Sarnie, który piłkarzem Wisły został w 1932 roku, gdy przyjechał do Krakowa z rodzinnego Bielska na studia medyczne. Przez 4 lata grał w rezerwach, aż doczekał się debiutu. Jednak 28 czerwca 1936 roku już w 10 minucie gry zderzył się z bramkarzem Ruchu, doznając otwartego złamania kości podudzia i zerwania wiązadeł. 

Marian Sawicki przez całą swoją karierę był wierny Wiśle, rozegrał ponad 400 spotkań w rezerwach i tylko jedno w oficjalnym meczu pierwszej drużyny - 29 czerwca 1934 roku. Później walczył w Kampanii Wrześniowej i w Polskich Siłach Zbrojnych na zachodzie. Zmarł w 1982 roku. 

Towarzyski mecz Wisły w 1934 roku, Marian Sawicki prawdopodobnie klęczy pierwszy z lewej

Niedawno zaś sportdziennik.pl przypomniał losy Mikołaja Kałudy, obrońcy sprowadzonego do Wisły w 2006 roku przez Adama Nawałkę. 


Mikołaj Kałuda

Kałuda debiutował 28 lutego 2007 w Pucharze Ligi przeciwko Górnikowi Zabrze. W 47 minucie meczu jeden z rywali trafił go kolanem w mięsień dwugłowy. Pomimo potwornego bólu Kałuda dograł spotkanie do końca (Wisła wygrała 3:2) po czym udał się do klubowego lekarza, który złapał się za głowę: "Kiedy to ci się stało?! Przecież ty masz zerwany mięsień! Jak ty w ogóle chodzisz?". Kałuda próbował jeszcze odbudować swoją piłkarską karierę, po pewnym czasie zdecydował się jednak zmienić dyscyplinę i obecnie... walczy w MMA. 

1 to najmniej, najwięcej spotkań rozegranych przez kogokolwiek w barwach Wisły to 461. Rekordzista ten to oczywiście Arkadiusz Głowacki, którego jutro - wspólnie z Pawłem Brożkiem - oficjalnie pożegnamy na stadionie, przy okazji meczu z Lechem. 

sobota, 28 kwietnia 2018

Układanka na nowo poskładana - errata do postu o Władysławskim

W jednym z poprzednich postów porównaliśmy zbieranie informacji o historii Wisły do układanki. Gromadzimy różne elementy (zdjęcia, notatki prasowe, dokumenty itd.) i staramy się je do siebie dopasować, by uzyskać pełniejszy obraz.

Każdy, kto bawił się bardziej zaawansowanymi puzzlami, spotkał się zapewne z sytuacją, gdy już ułożony fragment okazywał się nieprawidłowy. Pojawia się nowy element, którego nie da się dołożyć do pozostałych i to uświadamia, że wcześniejsze kawałki zostały ułożone "na siłę", a tak naprawdę nie w pełni do siebie pasują. Trzeba wtedy ten fragment rozebrać i ułożyć na nowo.

Coś takiego przytrafiło nam się dwa tygodnie temu, po opublikowaniu postu "Kim był Władysławski? Wiślackie qui pro quo".  Post ten opisywał zdjęcie drużyny Wisły z 28 czerwca 1936 roku z meczu z Ruchem Chorzów i różne wnioski, jakie można wyciągnąć z interpretacji tej fotografii. Problem w tym, że zdjęcie wcale nie pochodzi z meczu z Ruchem...


Grzegorz Joszko, autor bloga historiaruchu.pl i książki Niebieskie Majstry, zauważył, że powyższa fotografia nie mogła zostać wykonana w Hajdukach Wielkich na stadionie Ruchu. Widoczne w tle kominy może i były typowe dla ówczesnego krajobrazu Śląska, ale wokół stadionu Ruchu nie było ich aż tyle. Po krótkich poszukiwaniach p. Grzegorz ustalił, że zdjęcie wykonano w Świętochłowicach. Potwierdzają to zdjęcia drużyny Śląska Świętochłowice na swoim stadionie, dostępne w zbiorach Narodowego Archiwum Cyfrowego. Oto dwa przykłady, niepozostawiające wątpliwości: 



Wisła ze Śląskiem Świętochłowice grała tydzień po meczu z Ruchem, 5 lipca 1936. Należy więc uznać, że to z tego meczu pochodzi nasza fotografia. Teraz trzeba zastanowić się, jakie są konsekwencje tej korekty, czy coś to zmienia w naszej wiedzy o historii Wisły, innymi słowy: jak na nowo ułożyć ten fragment układanki? 

Główną tezą wcześniejszego postu związaną z tym zdjęciem była identyfikacja Władysława Filka jako piłkarza posługującego się pseudonimem "Władysławski". Zgodnie z relacjami prasowymi, w meczu z Ruchem grał Władysławski, rozpoznanie zawodników na zdjęciu stanowiło argument za tym, że Władysławski to właśnie Filek. Czy przypisanie rzeczonej fotografii do spotkania ze Śląskiem Świętochłowice zaprzecza tezie Władysławski=W. Filek? Nie, ponieważ w meczu ze Śląskiem także wystąpił Władysławski. 

Błędna okazuje się jednak identyfikacja Jana Sarny. Na naszej fotografii jest jeden zawodnik, którego nie ma na żadnym innym zdjęciu Wisły: 


Gdy uważaliśmy, że fotografia ta pochodzi z meczu z Ruchem, to oczywistym wydawało się, że zawodnikiem tym jest Jan Sarna. Teraz jednak, gdy wiemy, że fotografia powstała tydzień później, musimy to stwierdzenie zweryfikować. Sarna nie mógł być z Wisłą w Świętochłowicach, gdyż mecz z Ruchem był jego jedynym występem - odniósł wtedy kontuzję, która zakończyła jego piłkarską karierę. Co prawda Przegląd Sportowy z 6 lipca 1936 roku wymienia Sarnę w składzie Wisły z meczu ze Śląskiem, ale to jest oczywista pomyłka. Kim zatem jest zawodnik ze zdjęcia? 

By to ustalić, musimy zweryfikować przyjęty przez nas skład Wisły z 5 lipca 1936. Dotychczas zakładaliśmy, że w miejsce kontuzjowanego Sarny wskoczył Antoni Łyko, nasz tajemniczy zawodnik zupełnie jednak Łyki nie przypomina: 

Antoni Łyko

W tej sytuacji musimy uznać, że prawidłowy skład Wisły podały Ilustrowany Kurier Codzienny i Raz, Dwa, Trzy. Ta druga gazeta wprost stwierdzała: "Łykę zastąpił Sołtysik, a tegoż na łączniku Zatorski. Rolę kierownika ataku przejął Władysławski". 

Antoniemu Łyce musimy zatem ze statystyk odjąć jeden występ (108 spotkań w barwach Wisły zamiast 109). Tajemniczym graczem ze zdjęcia jest Henryk Zatorski (przypomnijmy, że to on był "konkurentem" Filka do pseudonimu Władysławski - fakt, że Raz, Dwa, Trzy wymienia Władysławskiego i Zatorskiego osobno to dodatkowe świadectwo, że nie była to jedna i ta sama osoba). 

Henryk Zatorski po II Wojnie Światowej był trenerem między innymi Prochu Pionki. W Pionkach rozgrywany był turniej piłkarski jego imienia. Przy okazji jednej z edycji turnieju pojawiło się zdjęcie Zatorskiego z późniejszych lat - można dostrzec podobieństwo z fotografią z 1936 roku: 


Cała ta sytuacja uświadamia, że zawsze w naszych historycznych rozważaniach musimy być ostrożni. Nie da się uniknąć pewnych założeń, interpretacji czy nawet zgadywań, ale trzeba pamiętać, że zbudowane na nich konkluzje mogą okazać się mylne. Kluczowa jest transparentność, czyli przejrzystość i otwartość w kwestii używanych źródeł i ich analizy: jeżeli stawiamy jakąś tezę, to musimy jednocześnie wykazać, na jakiej podstawie ją opieramy. Tylko dzięki temu nasza praca może zostać zweryfikowana i w razie potrzeby poprawiona. Zawsze bowiem musimy też dopuszczać możliwość błędu i konieczność ponownego rozpatrzenia spraw, który wydawały się ustalone. Założenia trzeba kwestionować - im skutecznie opierają się one takiemu kwestionowaniu, tym bardziej są wiarygodne. Oto druga strona omawianej tutaj fotografii: 


Jak widać, ktoś już próbował ją identyfikować i swoje wnioski spisał ołówkiem. Kto i kiedy? Tego nie wiemy. Gdyby zrobił to sam fotograf tuż po wywołaniu zdjęcia, to jego zapiski należałoby uznać za bardzo wiarygodne, w końcu był bezpośrednim uczestnikiem wydarzeń. Jeżeli jednak identyfikacji dokonywał ktoś inny po latach, to prawdopodobieństwo pomyłki wzrasta. Do tych notatek podeszliśmy więc ostrożnie i zakwestionowaliśmy widoczną tam datę 1937. Skład Wisły z meczu z Ruchem z 1937 roku nie zgadzał się bowiem z zawodnikami widocznymi na zdjęciu. Uznaliśmy, że osoba spisujące te informacje pomyliła się o jeden rok, bo w 1936 roku Wisła też przegrała z Ruchem 0:1. Jak jednak widać, w interpretacji tych zapisków należało zachować jeszcze większą ostrożność i bardziej zweryfikować przypisanie tego zdjęcia do meczu z Ruchem. 

Na marginesie kilka słów warto poświęcić fotografowi. Dzięki pieczątce wiemy, że zdjęcie jest autorstwa Czesława Datki. Był to fotoreporter tygodnika "Światowid", pracownik Zakładów Graficznych Polonia w Katowicach. W 1939 roku przez Rumunię trafił do Francji i później Anglii, gdzie pracował jako akredytowany fotograf Rządu Polskiego na Uchodźstwie. Wykonał wiele bezcennych zdjęć dokumentujących działania polskich polityków i Polskich Sił Zbrojnych w latach II Wojny Światowej. Po wojnie powrócił do ojczyzny, na Śląsk, zmarł jednak przedwcześnie w 1951 roku. Zbiory jego fotografii (ponad 2700 pozycji) dostępne są w Narodowym Archiwum Cyfrowym. 

Na koniec dzisiejszego postu dziękujemy zaś p. Grzegorzowi z historiaruchu.pl za cenną wskazówkę, która pozwoliła skorygować powyższe informacje i uzupełnić naszą wiedzę.  


sobota, 14 kwietnia 2018

Kim był Władysławski? Wiślackie qui pro quo

W czasach galicyjskich i w okresie II RP piłkarze dość często ukrywali swoją tożsamość i na plac gry wychodzili kryjąc się za pseudonimami. Najczęstszą tego przyczyną był... zakaz szkolny. Austriackie prawo zabraniało bowiem młodzieży szkolnej przynależności do stowarzyszeń, w tym do klubów sportowych. Zakaz taki podtrzymano także w prawie niepodległej Polski. Pierwotnie regulacja taka miała podłoże wyłącznie polityczne, później zaś w odniesieniu do sportu uzasadniano ją troską o prawidłowy rozwój uczniów. Kluby sportowe nie zapewniały bowiem - w myśl tych uzasadnień - odpowiednich warunków zdrowotnych i wychowawczych, a nadmierny pęd do rywalizacji miał negatywnie odbijać się na obowiązkach edukacyjnych uczniów.

Jak to nieraz bywa, praktyka życia codziennego bardzo odbiegała od litery prawa. Tak surowych zakazów w rzeczywistości nie egzekwowano z pełną stanowczością. Wśród piłkarzy wielu było uczniów, na wszelki wypadek jednak stosowali oni pseudonimy. W końcu któryś z nauczycieli mógłby się okazać dociekliwy i po odnalezieniu nazwiska swojego ucznia w relacji prasowej z meczu mógł stwarzać delikwentowi trudności...

Pseudonimy zwykle nie były wymyślne. Dość często zawodnik po prostu posługiwał się samym imieniem, bez nazwiska. Najsłynniejszy przypadek to Artur Woźniak, następca Henryka Reymana na środku ataku Wisły, król strzelców, który "Arturem" pozostał do końca swojej kariery, choć już od wielu lat nie był uczniem. Inne przypadki to "Bruno" w odniesieniu do Brunona Luski (lata 1908-1911), czy "Janek" w odniesieniu do Jana Kowala (1913-14). Wiele pseudonimów tak naprawdę było inicjałami (Cejot to C. J., czyli Cudek Jan - piłkarz naszego klubu w latach 1906-10, podpułkownik Wojska Polskiego zamordowany w Auschwitz) lub pewnym zniekształceniem prawdziwego nazwiska (K. E. Czalop to nazwisko Władysława Polaczka zapisane wspak).

Program meczów Wisła Kraków - Olympia Praga z 1911 roku - w składzie Białej Gwiazdy prawie same pseudonimy (prawdziwym nazwiskiem jest jedynie Kowacz)

Po latach pseudonimy sprawiają trudności przy identyfikacji składów. Wiele z nich można dość łatwo rozgryźć, znaczenie inne znamy dzięki wspomnieniom piłkarzy bądź działaczy, ciągle jednak niektóre przydomki budzą wątpliwości lub wręcz kontrowersje...

W 1936 roku w składzie Wisły w kilku meczach pojawia się "Władysławski". Kto to?

Relacja z meczu Wisła Kraków 1:0 Legia Warszawa, 7 czerwca 1936. Władysławski zasłużył na wyróżnienie, ale kim był Władysławski?

Andrzej Gowarzewski w poświęconym Wiśle tomie Kolekcji Klubów identyfikuje Władysławskiego jako Henryka Zatorskiego. Książka ta wydana została w 1996 roku. Jednak w październiku 1997 roku Paweł Pierzchała przeprowadził wywiad z braćmi Filkami: Władysławem i Michałem. W jego trakcie Władysław Filek zapewnił, że to on był Władysławskim. Warto zacytować ten fragment (całość wywiadu dostępna jest na stronach naszej encyklopedii):

Artur odniósł kontuzję i mnie wzięli do pierwszej drużyny. Miałem 17 lat. Byłem wtedy uczniem 8 klasy IX gimnazjum więc występowałem pod pseudonimem „Władysławski”. 

Świadectwo Filka wydaje się bardzo wiarygodne. Podane przez niego uzasadnienie dla użycia pseudonimu jest zgodne z naszą wiedzą (zakaz dla uczniów). Dodatkowo pseudonim w jego przypadku wywodziłby się prosto od imienia, co jak widzieliśmy było częstą praktyką. Czy możliwy jest jeszcze jakiś, rozstrzygający argument?

Tak. Fotografia.

Kilka lat temu w internetowych aukcjach na portalu allegro pojawiło wiele starych zdjęć piłkarskich z prywatnej kolekcji, wśród nich ta fotografia:

Pochodzi ona z meczu Ruch Hajduki Wielkie - Wisła Kraków, rozegranego 28 czerwca 1936 roku. W tym spotkaniu także wystąpił "Władysławski".


O tym, jak identyfikujemy zawodników na zdjęciach, pisaliśmy już w poprzednich postach. Tutaj wystarczy stwierdzić, że piłkarza pierwszego od lewej w dolnym rzędzie rozpoznajemy jako Władysława Filka.

Na tym zamykamy detektywistyczny wątek dotyczący Władysławskiego. Trudno jednak już teraz zakończyć ten post, z meczem Ruch-Wisła z 1936 roku związane są bowiem inne interesujące kwestie.

Pierwsza jest niestety dramatyczna. Zawodnik pierwszy od prawej w dolnym rzędzie, to Jan Sarna.
Sarna zawodnikiem Wisły został w 1932 roku, gdy przyjechał do Krakowa z Bielska na studia na wydziale lekarskim Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przez 4 lata grał w rezerwach Białej Gwiazdy i oto nadszedł dla niego czas debiutu w pierwszym zespole! Sarna na zdjęciu trzyma piłkę, jakby już nie mógł się doczekać rozpoczęcia gry. Jego piłkarska kariera zakończyła się jednak w 10 minut po wykonaniu tej fotografii...

W jednej z pierwszych akcji Sarna zderzył się z bramkarzem Ruchu, Erykiem Tatusiem. Tak opisywał to Przegląd Sportowy: już w 10 min. ubył z szeregów Wisły debiutujący w miejscu Łyki Sarna. Młody skrzydłowy chcąc wykorzystać murowaną pozycję został "znokautowany" przez rzucającego się pod nogi Tatusia. Bramka została nietknięta, krakowianina jednak, któremu wyskoczyło jabłko z prawego kolana, zniesiono z boiska. "Wyskoczenie jabłka" okazało się otwartym złamaniem kości podudzia i zerwaniem wiązadeł. Jan Sarna nie powrócił juz na piłkarskie boiska.

Druga kwestia związana z meczem Ruch-Wisła na charakter skandalu alkoholowo-finansowego. Graczy Ruchu oskarżono bowiem, że za wygraną z Wisłą dostali premie finansowe, które w nocy przepili. Co ciekawe, z tych dwóch zarzutów to ten dotyczący premii pieniężnych był większego kalibru - piłka nożna była wówczas amatorska i wszelkie formy zarabiania przez piłkarzy na swojej grze były stanowczo potępiane. Co z tych zarzutów wynikło i jaki był finał tej afery - o tym lepiej opowie historiaruchu.pl (pod tym linkiem, w sekcji Alkohol pretekstem. Głównym celem był Ruch Wielkie Hajduki).

Zainteresowanych prawnymi aspektami zakazu gry uczniów w klubach sportowych odsyłamy zaś do krótkiego opracowania prof. Dobiesława Dudka: Krytyczne tezy do naukowych badań nad sportem, punkt 12. 

**********
UWAGA: dzięki dodatkowym informacjom od bloga historiaruchu.pl niektóre wiadomości zawarte w tym poście należało zweryfikować. Ten wpis pozostawiamy bez zmian, prosimy jednak o zapoznanie się z nowym postem, gdzie podajemy aktualizację danych!