Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Józef Kotlarczyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Józef Kotlarczyk. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 października 2018

Spod Wawelu na olimpijski stadion

W dzisiejszym poście chcemy Wam opowiedzieć, jak udało nam się odnaleźć wspomnienia Józefa Kotlarczyka - piłkarza Wisły w latach 1927-39, kapitana Białej Gwiazdy, reprezentanta Polski, Olimpijczyka z 1936 roku.



Na stronie Polskiego Komitetu Olimpijskiego znajdują się biogramy wszystkich Polaków, którzy reprezentowali nasz kraj na Igrzyskach Olimpijskich. Swoją notatkę ma też Józef Kotlarczyk, a w niej natrafiliśmy na krótką wzmiankę: Pod koniec kariery trenerskiej ogłosił drukiem swoje wspomnienia sportowe pt. Spod Wawelu na olimpijski stadion (oprac. Z. Sosnowski i Z. Urbanyi), "Ilustrowany Kurier Polski", 1958, nr 268, 274, 280, 292, 298). 

biogram Józefa Kotlarczyka na stronie PKOl

Informacja o tym, że Kotlarczyk opublikował swoje wspomnienia, przez wiele miesięcy nie dawała nam spokoju. Jeden z najlepszych piłkarzy w historii Wisły i w historii polskiej piłki nożnej pod koniec życia spisał swoją opowieść - taki materiał musi być pasjonujący, musi zawierać bezcenne informacje... Postanowiliśmy, że te wspomnienia trzeba odnaleźć.

Ilustrowany Kurier Polski był przez pewien czas gazetą ogólnokrajową. Potem jego zasięg został ograniczony do regionu kujawsko-pomorskiego, aż w końcu w XXI wieku czasopismo upadło. Niestety archiwalne numery tej gazety nie są dostępne w krakowskich bibliotekach. Odnaleźliśmy je w katalogu... Pracowni Regionalnej Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Bydgoszczy.

Wyniki wyszukiwania w katalogu bydgoskiej biblioteki


Byliśmy już więc bardzo blisko, a jednocześnie bardzo daleko... Z Krakowa do Bydgoszczy jest bowiem 470 kilometrów. Ciężko byłoby więc osobiście sięgnąć do tych gazet. W tej sytuacji zdaliśmy się na pomoc pracowników Biblioteki w Bydgoszczy, a nasza prośba spotkała się z wielką życzliwością. Już po kilku dniach otrzymaliśmy każdy z pięciu rozdziałów wspomnień Józefa Kotlarczyka!

Do lektury zabraliśmy się dosłownie z wypiekami na twarzy i nie zawiedliśmy się. Kotlarczyk opowiada o wielu fascynujących szczegółach: swoich piłkarskich początkach, gdy grał boso by nie zniszczyć butów, o przejściu z Nadwiślanu do Wisły, o zebraniu "bury" od Henryka Reymana już w debiutanckim meczu, o występach w reprezentacji Polski, włącznie z przebiegiem Igrzysk Olimpijskich w 1936 roku, o piłce w mrokach okupacji...

Dziennikarze Ilustrowanego Kuriera Polskiego mieli rację, gdy w 1958 roku opatrywali wspomnienia Kotlarczyka następującym komentarzem: Sport ma to do siebie, że żyje na co dzień, od niedzieli do niedzieli, zaś to co było kiedyś raczej wspomina się od święta. Tymczasem wspomnienia sportowe mogą być pasjonującą lekturą. Nikogo więc nie zmuszając – zapraszamy do lektury – tym bardziej, że opowiada najlepszy pomocnik, jakiego miało polskie piłkarstwo.

Zachęcamy i my, szczególnie że wspomnienia Kotlarczyka są teraz dostępne w wygodnej wersji pdf, wzbogaconej licznymi zdjęciami. Znajdziecie te wspomnienia tutaj.


piątek, 7 września 2018

Wiślackie ulice

Reymonta 22 to dla kibiców Wisły najważniejszy adres w Krakowie. Stadion Białej Gwiazdy znajduje się bowiem właśnie przy ulicy poświęconej laureatowi nagrody Nobla, Władysławowi Reymontowi. Bliskie sercu każdego kibica mogą być jeszcze kolejne trzy ulice, których patronami są Wiślacy. Przejdźmy się na mały spacer:

Wzdłuż stadionu - między ulicą Reymonta i aleją 3-ego maja - ciągnie się deptak im. Henryka Reymana. Kiedyś była to ulica, po przebudowanie stadionu stała się jednak zbyt wąska dla ruchu samochodowego i została zamieniona na deptak. Większość kibiców udających się na mecz Wisły albo wchodzi na stadion od ulicy Reymana, albo przecina ten deptak w drodze na inną z trybun.





Ulica Reymana w 2008 roku, przed przebudową stadionu. fot. Łukasz Libuszewski
 

Po drugiej stronie Błoń, na Woli Justowskiej, znajduje się ulica stromo wspinająca się na wzgórze bł. Bronisławy, pod sam kopiec Kościuszki. Nie dziwi, że kiedyś nazywała się ulicą Spadzistą. Tam swoją willę miał wielki przyjaciel Henryka Reymana i całej Wisły, Vlastimil Hofman. Urodzony w czesko-polskiej rodzinie, Hofman był malarzem, uczniem Leona Wyczółkowskiego, Jacka Malczewskiego, Jana Stanisławskiego. Malował sceny pełne symbolizmu, a jedną z jego wielkich inspiracji była piłka nożna.

Pierwszy raz poszedłem na stadion Wisły w Krakowie już w 1925 r. razem z żoną i od razu "połknąłem haczyk". Odkryłem, że ludzie na stadionie stają się prawdziwsi niż w biurach czy na ulicy. Są szczersi, pełni entuzjazmu. Częstokroć spotykają się na jakimś meczu pierwszy raz, a już po kilku minutach nawiązują rozmowy, znajomości, niekiedy nawet przyjaźnie. Krzyczą, skaczą, podrzucają czapki, całują się, gwiżdżą, tupią... Podoba mi się ten obraz - Wspominał po latach Hofman.

Artysta bardzo zaprzyjaźnił się z zawodnikami i działaczami Wisły, wspierał ich przy każdej okazji, każdemu z Wiślaków namalował portret, a z drużyną jeździł nawet na mecze wyjazdowe. Wiele z jego wiślackich obrazów powstało w ogrodzie willi przy ulicy Spadzistej. Tam też odbyła się... pierwsza w historii feta mistrzowska Białej Gwiazdy! Po ostatnim meczu sezonu 1927 Wiślacy wracali ze Lwowa pociągiem, do Krakowa przyjechali w środku nocy. Z dworca pieszo udali się do domu Hofmana, a ten przyjął ich z otwartymi ramionami i wspólnie do rana świętowali sukces.

Po latach ulicę Spadzistą przemianowana na ulicę Vlastimila Hofmana.


Willa Hofmana przy dawnej ulicy Spadzistej. 

Również koło Błoń, ale bliżej Wisły i mostu Dębnickiego, znajduje się cicha ulica Bolesława Komorowskiego. Komorowski zasłyną przede wszystkim jako lekarz-społecznik - niemało wysiłku i środków poświęcił na leczenie najuboższych mieszkańców dzielnicy Zwierzyniec. Był nazywany Janosikiem w białym kitlu, bo od zamożnych pacjentów pobierał wysokie opłaty, które następnie przeznaczał na zakup leków i jedzenia dla biednych. Oprócz tej działalności Komorowski był także prezesem Towarzystwa Sportowego Wisła w 1914 roku.



Patroni Wiślackich ulic: 
  
                           Henryk Reyman                  Vlastimil Hofman       Bolesław Komorowski


Możliwe, że niedługo doczekamy się kolejnej wiślackiej ulicy. W sierpniu 2016 roku Małopolski Związek Piłki Nożnej skierował do Urzędu Miasta Krakowa wniosek o nadanie krakowskim ulicom imion kilku zasłużonych działaczy sportowych. W tym gronie znalazł się Adam Obrubański.

Ciężko wymienić wszystkie funkcje i zasługi Obrubańskiego - jego rolę najlepiej oddają chyba słowa osób, które miały okazję z nim współpracować. Innych z działaczy Wisły, Stanisław Voigt, powiedział o Obrubańskim: Był w jednej osobie, za przeproszeniem, wieprzem, lisem, tygrysem i orłem, a dla Wisły oddałby wszystko. Dziennikarz Jerzy Rohatiner dodawał: Samotny i milczący asceta, miał w sercu przysłowiowe szczere złoto i jedną tylko 'skazę' na swym sumieniu: żywiołowe umiłowanie swej ukochanej Wisły. 

Obrubański był między innymi zawodnikiem Wisły (występował w ataku w latach 1913-25), jeszcze w 1914 roku został wiceprezesem klubu, a od połowy lat 20. działał w zarządzie między innymi w komisji administracyjnej, propagandowej (czyli marketingowej według dzisiejszej nomenklatury), był kierownikiem sekcji piłki nożnej, sekcji hokeja, sekcji gier sportowych, członkiem Rady Seniorów. Zasłynął tym, że jako pierwszy Polak sędziował międzynarodowy mecz piłkarski. Był selekcjonerem reprezentacji Polski, a także jednym z inicjatorów powołania ogólnokrajowej ligi piłkarskiej. Niejako w międzyczasie uzyskał doktorat w dziedzinie prawa. Udzielał się też jako dziennikarz, był redaktorem naczelnym popularnego tygodnika sportowego "Raz, Dwa, Trzy".

Okazuje się, że wniosek MZPN został przez miasto Kraków skierowany do rozpatrzenia, natrafił jednak na pewne zatory proceduralne. Jak wyjaśnia prezes MZPN, Ryszard Niemiec:

Porcją formalizmu, czysto biurokratycznego, popisała się komórka Wydziału Geodezji Urzędu Miasta Krakowa, zajmująca się przyjmowaniem, oceną i rekomendowaniem patronów miejskich ulic. Na jej ręce Małopolski Związek Piłki Nożnej skierował prośbę o ustanowienie redaktora dr. Adama Obrubańskiego patronem jakiejś krakowskiej ulicy bądź placu. [...] Jak pisze wydawca licznych pozycji encyklopedycznych o polskim futbolu, autor monografii Wisły - red. Andrzej Gowarzewski - Obrubański to jedna z największych postaci nie tylko sportowego życia międzywojennej Polski. Tym większe zdziwienie budzi decyzja rzeczonej na wstępie komisji, która zwróciła się do IPN o sprawdzenie życiowych dokonań Obrubańskiego. Zdziwienie bierze się stąd, że kandydującego pośmiertnie do roli patrona krakowskiej ulicy „sprawdzili” stalinowscy oprawcy, skazując go na strzał w tył głowy, wymierzony przez enkawudzistę z Katynia!

Nie mamy wątpliwości, że Obrubański pozytywnie przeszedł weryfikację IPN, ale obecny status wniosku nie jest niestety znany. W styczniu 2018 roku prezes Niemiec informował na twitterze, że Obrubański trafił na listę oczekujących. Nie jest jasne, jak długo wniosek może pozostawać w "urzędniczej zamrażarce", wierzymy jednak, że już wkrótce będziemy mogli przespacerować się ulicą Obrubańskiego. Miasto Kraków jest przecież przyjacielem sportu, na pewno więc będzie chciało upamiętnić i uhonorować osobę, która polskiemu sportowi dosłownie i w przenośni poświęciła swoje życie.

Dzisiejszy post kończymy z przymrużeniem oka:

Do dalszej lektury polecamy zaś: 

* Henryk Reyman - biografia
* Vlastimil Hofman - biografia
* Bolesław Komorowski - biografia
* Adam Obrubański - biografia

***Aktualizacja***

W komentarzach na facebooku wskazaliście jeszcze kilka Wiślackich ulic. Ulice Brożka i Głowackiego zaliczamy do tej samej kategorii, co ulicę Ondraszka (można tu też wymienić ulicę Bartosza na Kazimierzu). Natomiast p. Krzysztof Porębski słusznie zauważył, że na Woli Justowskiej jest jeszcze krótka uliczka, której patronują bracia Jan i Józef Kotlarczykowie. 


Jan i Józef Kotlarczykowie

Jan i Józef to mistrzowie Polski z 1927 i 28 roku w barwach Wisły. Każdy z nich był w swoim czasie kapitanem - zarówno Białej Gwiazdy, jak i Reprezentacji Polski. Są oni także patronami stadionu Nadwiślanu Kraków. 


piątek, 1 czerwca 2018

Wycieczka piłkarsko-krajoznawcza - Biała Gwiazda w Belgii i Francji 1933

Kilka tygodni temu pani Agnieszka udostępniła nam prawie 90 zdjęć z kolekcji swojego dziadka Mariana Kilińskiego - bramkarza Wisły w latach 1922-33. W zbiorze tym znalazło się też kilkanaście zdjęć z wyjazdu Wisły na tournée do Belgii i Francji w 1933 roku. Fotografie te nie powstały jednak na boiskach piłkarskich, lecz podczas podróży i zwiedzania okolicznych atrakcji turystycznych. Zdjęcia te pokazują ówczesną drużynę Wisły w nowym świetle, od nieformalnej strony, jako grupę przyjaciół, którzy dobrze czują się w swoim gronie i świetnie spędzają razem czas. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Wisła otrzymała zaproszenie do Belgii z rąk Alfreda Verdycka, sekretarza belgijskiego związku piłki nożnej. Belgia i Polska miały już wcześniej nawiązane relacje piłkarskie, Belgowie byli z nich zapewne bardzo zadowoleni, skoro po tym jak gościli u siebie Reprezentację Polski i Reprezentację Krakowa w 1931 roku zdecydowali się na zaproszenie polskiej drużyny klubowej. O estymie dla Wisły niech świadczy fakt, że na rywala Białej Gwiazdy wyznaczono Reprezentację Belgii i FC Antwerp, czołowy zespół kraju. Wisła niejako przy okazji zakontraktowała 2 mecze na północy Francji i jeden w Paryżu. W małych miasteczkach Billy Montigny i Bruay Wiślacy zmierzyli się z Reprezentacją Polonii Francuskiej, w stolicy zaś zagrali z renomowanym Racing Club.

Trasa tournée Wisły z 1933 roku na współczesnej mapie (maps.google.com)

Tournée miało więc niebagatelne znaczenie sportowe - Biała Gwiazda grała z 3 naprawdę mocnymi drużynami, w tym z Reprezentacją Belgii. Wyjazd ten był też niezwykle ważny z patriotycznych względów. Pogranicze Francji i Belgii zamieszkiwała wówczas bardzo liczna Polonia. Był to rejon znany z górnictwa, wielu Polaków wyjechało tam za pracą. Na miejscu zaczęli organizować polskie stowarzyszenia, między innymi kluby piłkarskie, zrzeszone w Polskim Związku Piłki Nożnej we Francji. To spośród ich zawodników wyłoniono Reprezentację Emigracji. Przyjazd Wisły już na wiele miesięcy wcześniej wzbudził wielkie zainteresowanie Polaków, a czasopismo polonijne "Narodowiec" ufundowało specjalny Puchar.

Drużyna Wisły z wizytą w redakcji Narodowca - polonijnej gazety we Francji, Raz Dwa Trzy z 30 maja 1933

Największy splendor towarzyszył oczywiście spotkaniu z Reprezentacją Belgii. Mecz ten odbył się na słynnym stadionie Heysel. Wówczas był to nowy i nowoczesny obiekt - stadion otwarto 3 lata wcześniej by uczcić 100 rocznicę niepodległości Belgii, boisko posiadał oświetlenie elektryczne. Właśnie tam Wisła została pierwszym polskim klubem, który rozegrał mecz przy sztucznym świetle. Mecz zaszczycił swą obecnością król Albert i następca tronu książę Leopold, spotkanie oglądało też kilku ministrów i generałów, burmistrz Brukseli, posłowie i senatorowie. Ogółem widzów zgromadziło się około 30-35 tysięcy. Król Albert miał pozostać tylko do przerwy, gra jednak tak mu się spodobała, że został do końca, po czym zszedł na murawę osobiście pogratulować Wiślakom pięknej postawy. 

Z kronikarskiego obowiązku odnotować należy wyniki - Biała Gwiazda niestety wszystkie mecze przegrała: 
Bez wątpienia na formę Wisły miała wpływ intensywność tournée - 5 spotkań rozegrano w zaledwie 9 dni. 

Tyle o części oficjalnej tournée z 1933 roku, przejdźmy do tego, co zawiera prywatny album Mariana Kilińskiego.

Możemy na przykład przekonać się, jak Wiślacy podróżowali. Oto cała ekipa zgromadzona przy swoim autobusie. Ciekawe jak z takim pojazdem poradziłby sobie pan Zdzisław, kierowca naszej współczesnej "Smoczycy".


Uwagę z pewnością przyciąga elegancja Wiślaków. Występują tu prywatnie, w czasie zwiedzania, a jednak wszyscy ubrani są w garnitury i noszą krawaty.


Zabawmy się przez chwilę w bloga modowego. 
U Wiślaków w sezonie wiosenno-letnim 1933 królowały nienagannie skrojone marynarki. Dominowały wzory jednorzędowe, choć Marian Kiliński udowadniał, że garnitur dwurzędowy też znakomicie się prezentuje. Kolory ciemne - na jasne garnitury pozwolili sobie tylko młodsi zawodnicy: Artur Woźniak i Stefan Lubowiecki - i raczej gładkie (prążkowany garnitur nosi jedynie Karol Bajorek). Do marynarki dopasowane stylem i kolorem spodnie, w swobodniejszej zaś wersji dopuszczalne były pumpy, czyli spodnie z bufiastymi nogawkami kończącymi się za kolanem. Takie spodnie wybrali Antoni Łyko, Ferdynand Pachner, Jan Kotlarczyk i Mieczysław Jezierski dodając swojej nienagannej elegancji odrobinę luzu. Dobrze dobrane pumpy są w jaśniejszym kolorze od samej marynarki. Krawaty obowiązkowe. Strój warto było dopełnić szykownymi dodatkami: kapeluszem (jak Jan Reyman i Stanisław Czulak), wpinką w klapie marynarki (dostrzegamy je u Karola Bajorka, Jana Kotlarczyka i Mieczysława Jezierskiego), poszetką w brustaszy (Jan Kotlarczyk). Tak ubrani Wiślacy mogli wzbudzać podziw na ulicach Brukseli i Paryża. 



Drużyna Wisły przed Łukiem Triumfalnym w parku Cinquantenaire w Brukseli. Poniżej współczesny widok tego miejsca

Źródło: Jorisvo, za parkinn.com 

Więcej zdjęć ze spaceru Białej Gwiazdy w parku Cinquantenaire:



Mimo napiętego programu sportowego Wiślacy znaleźli czas na - zapewne półdniową - wycieczkę do Waterloo na przedmieściach Brukseli. Było to miejsce, w którym w 1815 roku swoją ostatnią bitwą dowodził Napoleon Bonaparte. Porażka Francuzów sprawiła, że w Europie zapanował porządek ustalony w czasie obrad Kongresu Wiedeńskiego. Dla Polaków oznaczało to umocnienie władzy Rosjan, Niemców i Austriaków nad polskimi ziemiami. Musiało minąć przeszło sto lat, by układ sił politycznych wtedy ustalony uległ załamaniu, pozwalając Polakom wybić się na niepodległość. 

Wiślakom w czasie zwiedzania monumentalnego kopca upamiętniającego Bitwę pod Waterloo musiały towarzyszyć refleksje nad skomplikowanymi dziejami Polski. Odrodzona Polska miała wtedy raptem 15 lat, a niektórzy z członków drużyny osobiście brali udział w walkach o niepodległość. 

Pamiątkowe zdjęcie na tle przeszło 40-metrowego kopca upamiętniającego Bitwę pod Waterloo


Wiślacy weszli też na szczyt kopca, skąd roztacza się widok na dawne pole bitwy. 

Kopiec w Waterloo, widok współczesny. Foto: Jean-Pol Grandmont, wikipedia

Czym byłby wyjazd do Francji bez wizyty w paryskiej kawiarni? 


Powyższe zdjęcie jest bardzo wymowne - oto cała drużyna zgromadziła się przy jednym stoliku i z uwagą przygląda się czemuś. Nie wiemy, czy ustalają trasę podróży, taktykę na najbliższy mecz, czy też może czytają sprawozdanie ze swojego ostatniego występu, wiemy natomiast, że pośrodku siedzi Henryk Reyman - kapitan drużyny. To właśnie wokół niego zebrali się koledzy z zespołu, słuchają tego, co ma do powiedzenia. Henryk Reyman był liderem drużyny nie tylko na boisku. Po latach widoczny na zdjęciu Jan Kotlarczyk wspominał: "to muszę powiedzieć, że cieszył się on olbrzymim autorytetem i wszyscy słuchali go, jakbyśmy byli żołnierzami".

Chwila odpoczynku w ogródku kawiarnianym przed dalszą podróżą (w głębi widać autobus Wiślaków)


Wspólny obiad w restauracji

Nie ma drużyny piłkarskiej bez dobrej atmosfery pomiędzy zawodnikami. Przedwojenni piłkarze traktowali Wisłę Kraków jak swój dom rodzinny, koledzy z zespołu byli dla siebie jak bracia - w niektórych przypadkach dosłownie (Jan i Henryk Reymanowie, Jan i Jóżef Kotlarczykowie), a w innych metaforycznie. 



W wyprawie do Belgii i Francji w 1933 roku brali udział (w nazwiskach zawarte są linki do obszerniejszych biografii):

Marian Kiliński
Henryk Reyman
Adam Obrubański
Józef Kotlarczyk
Jan Kotlarczyk
Ferdynand Pachner 
Edward Ałaszewski
Stefan Lubowiecki
Władysław Szumilas 
Karol Bajorek
Jan Reyman
Stanisław Czulak
Aleksander Pychowski 
Antoni Łyko
Artur Woźniak
Mieczysław Jezierski

Więcej informacji o tym tournée tutaj. 

Cały album zdjęć Mariana Kilińskiego dostępny jest pod tym linkiem. 

piątek, 30 marca 2018

Jak zidentyfikować stare zdjęcie - cz. II

W jednym z poprzednich postów pokazaliśmy, w jaki sposób udało nam się ustalić, z którego meczu pochodzi nieopisane zdjęcie. Z problemem nieopisanych zdjęć musimy się mierzyć dość często, w wielu przypadkach jednak dokładna analiza pozwala ustalić podstawowe fakty. Przyjrzyjmy się kolejnemu przykładowi.

Poniższe zdjęcie przedstawia drużynę Wisły - i to wszystko, co było o nim wiadome. Co więcej uda się ustalić?


Zacznijmy od próby identyfikacji zawodników. Mamy wiele opisanych fotografii Wisły, trzeba więc porównać je i rozpoznać zawodników. W poniższym zestawieniu po lewej stronie są interesujący nas zawodnicy - po prawej stronie ci sami gracze na innych, opisanych już zdjęciach. Dodatkowo podajemy lata gry w barwach Wisły, gdyż to pozwoli nam sprecyzować moment wykonania opisywanej tu fotografii:

Stefan Lubowiecki (1928-35)


Mieczysław Balcer (1923-35)

Jan Kotlarczyk (1925-36)

Stanisław Czulak (1923-33)

Henryk Reyman (1914-33

Karol Bajorek (1925-36)

Józef Adamek (1920-33)

 Walerian Kisieliński (1930-32)


 Józef Kotlarczyk (1927-39)

Marian Kiliński (1922-33)


Z 13 osób widocznych na zdjęciu, udało się rozpoznać 12. Jedynie zawodnik stojący drugi od prawej wymyka się identyfikacji - gracz ten nie został ujęty na żadnym innym zdjęciu drużynowym Wisły.

Tajemniczy zawodnik

Jednocześnie udało się bardzo precyzyjnie określić czas powstania tej fotografii - Walerian Kisieliński pojawił się w drużynie Wisły w 1930 roku, z kolei Bronisław Makowski zakończył grę dla Białej Gwiazdy już w następnym roku. Obaj mogli więc zostać uwiecznieni na tej samej fotografii jedynie w latach 1930-31. 

Zwróćmy jeszcze uwagę na ubiór zawodników - Wiślacy mają na sobie swetry czy też dresy, rezerwowy Stefan Lubowiecki ma na sobie paltot, a drugi bramkarz Kiliński jest w grubym płaszczu z futrzanym kołnierzem! Oczywistym jest więc, że tego dnia było zimno. Mecz musiał się więc odbyć wczesną wiosną lub późną jesienią, gdy temperatury były na tyle niskie, że zawodnicy do samego rozpoczęcia gry pozostawali w cieplejszych strojach, lub nawet zagrali w swetrach. 

Gdy dodamy do tego, że Wisła była gospodarzem meczu (w tle widzimy charakterystyczną trybunę przedwojennego stadionu Białej Gwiazdy), to będziemy już naprawdę blisko ostatecznych ustaleń. 

Dalszych wskazówek musimy poszukać w relacjach prasowych. Meczów spełniających ustalone dotychczas kryteria nie ma dużo, a sprawozdania z gazet szybko pozwalają wykluczyć kolejne spotkania. Przykładowo 23 marca 1930 Wisła mierzyła się z KS Mysłowice - faktycznie było wtedy zimno i na zdjęciu z Ilustrowanego Kuriera Codziennego widzimy graczy Białej Gwiazdy w swetrach: 


... ale już pierwsze zdanie sprawozdania pozwala wykluczyć ten mecz: 
Drużyna Wisły grała w pełnym niemal składzie za wyjątkiem tylko Balcera. Skoro Balcer nie zagrał z Mysłowicami, a rozpoznaliśmy go na interesującej nas fotografii, to znaczy, że zdjęcie to wykonano innego dnia. 

Po dalszej tego rodzaju analizie kilku spotkań docieramy w końcu do 8 grudnia 1930 roku. Tego dnia Biała Gwiazda zagrała towarzyskie zawody z Cracovią... i wszystkie elementy zaczynają do siebie pasować. Mecz u siebie, grudniowe temperatury... Przede wszystkim zaś skład Wisły podany w prasie zgadza się z identyfikacją zawodników na zdjęciu. Dotyczy to też tajemniczego, nierozpoznanego wcześniej piłkarza. W Ilustrowanym Kurierze Codziennym czytamy bowiem: "w Wiśle debiutował b. gracz Polonji, obrońca Jelski, który grał w miejsce Pychowskiego". W Narodowym Archiwum Cyfrowym możemy odnaleźć inne zdjęcia Stefana Jelskiego...  


...i chyba nie mamy już wątpliwości? Szczególnie, że nie znamy żadnego innego występu Jelskiego w barwach Wisły (pomijając... mecz hokejowy z Makkabi Kraków dwa tygodnie później!) - gracz ten ostatecznie nie zakotwiczył w naszym klubie i powrócił do swojej macierzystej Polonii Warszawa. Jakby tych argumentów było jeszcze za mało, w dalszej części relacji z derbów 08.12.1930 znajdujemy informację, że kapitanowie Henryk Reyman i Józef Kubiński wymienili bukiety kwiatów w geście, który miał świadczyć o ociepleniu relacji pomiędzy klubami. Na naszym zdjęciu za plecami Mariana Kilińskiego faktycznie można dostrzec wiązankę kwiatów: 


Udało nam się zatem ustalić dokładną datę wykonania zdjęcia, na dodatek zidentyfikowaliśmy zawodnika, o którym skądinąd mało było informacji. Tak owocna analiza nieopisanego zdjęcia możliwa była tylko dzięki temu, że na stronie historiawisly.pl zbudowaliśmy potężną bazę danych, zawierającą tysiące zdjęć i notatek prasowych (według stanu na koniec marca 2018, na naszym portalu są dostępne 73 000 plików). Reszta, to tylko odrobina dociekliwości.