niedziela, 19 grudnia 2021

Wiślacy już przyszli - obietnica dopełniona po 55 latach

28 marca 1966 roku Wisła Kraków na łamach gazety "Tempo" ogłosiła konkurs na wspomnienia z historii Towarzystwa Sportowego. "Osobiste wspomnienia, napisane własnoręcznie przez wspominającego, mogą dotyczyć zarówno najradośniejszych, jak i najsmutniejszych jego przeżyć z okresu kibicowania, gry w klubie czy pracy jako działacza" - tak zakres konkursu zdefiniowali organizatorzy. Jednocześnie złożyli intrygującą deklarację: "Czynione są także starania o wydanie zbiorowe najciekawszych wspomnień w postaci książki". 

Tej swoistej obietnicy z niewiadomych przyczyn wówczas nie zrealizowano. W Tempie ukazały się tylko trzy nadesłane artykuły. W efekcie bezcenne wspomnienia, niektóre sięgające samych początków Wisły, przez dziesięciolecia spoczywały w klubowym archiwum, nieznane szerszemu gronu. Było dla nas jasne, że te maszynopisy warto opublikować. Jednocześnie od momentu ogłoszenia konkursu minęło przeszło pięć dekad, zatem w historii Wisły Kraków wiele od tamtej pory się wydarzyło. Postanowiliśmy "dopełnić" ówczesną obietnicę i wraz z wybranymi wspomnieniami konkursowymi wydać też inne druki z archiwum TS oraz reminiscencje późniejszych zawodników, jak Kazimierza Kmiecika, Marka Motyki, Kazimierza Moskala, Arkadiusza Głowackiego, Pawła Brożka czy Jakuba Błaszczykowskiego. 

Efektem jest książka "Wiślacy już przyszli", która kilka dni temu miała swoją premierę. Podtytuł "historia Wisły Kraków wspomnieniami opisana" oddaje sens tej publikacji: jest to opowieść o całości dziejów Wisły (od spotkania założycielskiego w 1906 roku po rundę jesienną sezonu 2021/22) przedstawiona ze szczególnej perspektywy: samych zawodników. Szczere i osobiste wspomnienia dają wgląd w kwestie niedostępne w zwykłych relacjach prasowych - odkrywamy emocje samych piłkarzy, kulisy życia szatni, anegdoty z życia klubu. Wilhelm Cepurski opisuje zapomniane derby Krakowa rozegrane w Zakopanem w 1909 roku i wyjawia, że wynik był znany już przed pierwszym gwizdkiem, Stanisław Kowalski opowiada, jak w 1914 roku Wiślacy jechali do Łodzi na fałszywych paszportach, Kazimierz Moskal zdradza w jaki sposób rumsztyk z cebulką pozwolił Białej Gwieździe pokonać Legię w 1989 roku, Arkadiusz Głowacki mówi, co Wiślacy myśleli o... zegarku Davida Beckhama. To tylko garstka drobnych ciekawostek zawartych w książce, a znajdziecie w niej także wiele poważnych tematów, jak patriotyzm okresu wojny, realia życia w stalinizmie, czy bliskie depresji konsekwencje psychiczne porażek i kontuzji. 

Opowieści Wiślaków uzupełnia prawie 130 zdjęć i ilustracji. Wspólnie z twardą okładką, bardzo dobrej jakości papierem i subtelnymi elementami graficznymi sprawia to, że książka powinna dobrze się prezentować w każdej biblioteczce. Tytuł zaczerpnęliśmy ze wspomnień Romana Wilczyńskiego, który relacjonuje, że właśnie hasło "Wiślacy już przyszli" rozbrzmiewało na Błoniach w 1906 roku przed pierwszymi meczami Wisły. 

Zachęcamy do odkrywania historii Towarzystwa Sportowego za pośrednictwem tych wspomnień! 

Książka dostępna w Wiślackim Świecie



środa, 2 czerwca 2021

Proporczyk Wisły z 1958 roku

Dzisiaj do Krakowa dotarła wyjątkowa przesyłka. To nie pierwszy raz, gdy za sprawą Stowarzyszenia Socios do Krakowa powracają wspaniałe artefakty z historii Wisły Kraków. Niedawno Socios nabyło zbiór dawnych zdjęć, tym razem własnością stowarzyszenia stał się ten oto piękny proporzec z roku 1958. 




Przesyłka dotarła ze Słowacji, proporczyk był u rodziny nieżyjącego już trenera czechosłowackich drużyn koszykarskich. Pamiątka jest w doskonałym stanie, nie ma żadnych uszkodzeń, barwy nie wyblakły, lecz zachowały żywy odcień. 

Proporczyk przedstawia herb Wisły z wyszytymi datami 1906 i 1958. Uwagę zwraca zaskakujące dla dzisiejszych kibiców „odwrócenie” barw - tarcza ma kolor niebieski, a skośny pas jest czerwony. Taki układ rzadko bo rzadko, ale bywał jednak stosowany. Odwrotna strona proporczyka przypomina zaś, że pamiątka ta pochodzi ze specyficznego okresu w historii polskiego sportu. W 1958 roku nie minęło nawet dziesięć lat od niesławnej stalinowskiej reformy, która próbowała de facto zlikwidować tradycyjne polskie kluby, zastępując je oddziałami Zrzeszeń Sportowych - Gwardiami, Uniami, Ogniwami, Włókniarzami i tak dalej. Dopiero we wrześniu 1955 roku - na fali politycznej odwilży - Wisła mogła powrócić do swojej nazwy. Struktury Towarzystwa Sportowego formalnie reaktywowano zaś dopiero w roku 1957, a więc raptem rok przed wykonaniem omawianej pamiątki! Wisła pozostała jednak w Federacji Gwardia i to jej herb przedstawia druga strona proporczyka. 

Proporczyk może być związany z Międzynarodowym Turniejem o Puchar Zakopanego, rozgranym w sierpniu 1958 roku. Według skromnych informacji prasowych w tych zawodach z udziałem koszykarek Wisły miał też wystąpić zespół z Czechosłowacji. Prawda jest jednak taka, że nie mamy pełnej dokumentacji spotkań koszykarek z tego okresu. Proporczyk mógł zostać przekazany przy okazji jakiejś towarzyskiej potyczki, która wciąż czeka na „odnalezienie” w relacjach prasowych. Mamy nadzieję, że dalsza kwerenda (gazet, dokumentów ze zbiorów Wisły) pozwoli to ustalić. 

Pozostaje cieszyć się, że dzięki Stowarzyszeniu Socios takie skarby powracają do Krakowa!




Zobacz także: 
*Gwardyjskie dekady - więcej informacji o Federacji Gwardia



wtorek, 20 kwietnia 2021

Fotografia z politycznym drugim dnem

 Z nowości na stronie historiawisly.pl - prezentujemy fotografię drużyny rezerw Wisły, wykonaną przy okazji pochodu pierwszomajowego w 1952 roku. Tak po prawdzie, to nie do końca jest to drużyna Wisły - w tym czasie wdrożona już została stalinowska reforma polskiego sportu. De facto zlikwidowano tradycyjne kluby, wraz z ich nazwami, barwami, herbami. Ich miejsce zajęły Zrzeszenia Sportowe - nowe twory, które miały stanowić implementację państwa totalitarnego w obszarze sportu. Wisłę zastąpiła Gwardia. Na ścianie budynku po lewej stronie dostrzec nawet można plakaty z tą nazwą. Piłkarze na swoich bluzach mają zaś emblemat tego Zrzeszenia: literkę „G” na czerwono-biało-niebieskiej tarczy. 


Fotografię wykonano prawdopodobnie u wylotu ulicy Piłsudskiego - budynki w tle wyglądają na gmachy hali Sokoła i Muzeum Narodowego. Poniżej prezentujemy współczesny widok tego miejsca z Google Street View. Ta ulica w momencie wykonania zdjęcia oczywiście nie nosiła imienia przedwojennego Marszałka. Została przemianowana na ulicę Manifestu Lipcowego. Upamiętniała odezwę Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, czyli obwieszczenie zatwierdzone przez Józefa Stalina i ogłoszone w Moskwie 22 lipca 1944 roku - manifest ten był kamieniem węgielnym reżimu komunistycznego w Polsce. 



Co sportowcy robili 1 maja 1952? Oprócz udziału w manifestacji rozegrali też towarzyski mecz z okazji Święta Pracy: kombinowana drużyna Gwardia/OWKS zremisowała z Ogniwem/Włókniarzem 1:1 (w „normalnych” czasach byłby to mecz łączonej drużyny Wisły i Wawelu z łączoną drużyną Cracovii i Garbarni). 
    
    Prezentowane zdjęcie ma oczywiście wymiar polityczny: sportowcy z uśmiechem na ustach uczestniczą w obchodach jednego z najważniejszych komunistycznych świąt, zaraz rozegrają z jego okazji mecz, w tle widoczny jest portret Stalina. Fotografia w pełni zgodna z oficjalną linią propagandy, prawda? 

    Jednak jest w tym zdjęciu polityczne „drugie dno”… 
    
  Wiosną 1952 roku nie rozgrywano spotkań ligowych - trwała rywalizacja w Pucharze Zlotu - specyficznych rozgrywkach, które miały zapełnić terminarz zwolniony przez przygotowania do Igrzysk Olimpijskich. Wstrzymano ligę, piłkarze powołani na konsultacje reprezentacji trenowali w ośrodkach przygotowawczych, dla pozostałych zawodników i rezerwowych wymyślono „Puchar Zlotu Młodych Przodowników”, dzisiaj porównywany do pucharu ligi. Takie machinacje przy rozgrywkach też były częścią komunistycznej reformy sportu - podkopywały dawne (a więc „burżuazyjne”) tradycje polskiej piłki.
     
    Jako golkiper Wisły w Pucharze Zlotu występował Antoni Ziernicki. Dobrze się zapowiadał, „pukał do pierwszego składu”, mógł zostać następcą legendarnego Jerzego Jurowicza, który powoli przymierzał się już do przejścia na emeryturę.
    
    Pewne okoliczności jednak nie tylko zakończyły karierę Ziernickiego, ale złamały mu życie. 

    Antoni Ziernicki był członkiem konspiracyjnego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość - organizacji powstałej w 1945 roku by politycznie, ale też militarnie, stawić opór przejęciu władzy w Polsce przez komunistów. WiN przeprowadzało akcje dywersyjne, agitacje, działania wywiadowcze. Antoni Ziernicki o swojej działalności po latach mówił bardzo zdawkowo: „Mieliśmy patriotyczną grupę, gazetki, była wsypa i aresztowania”. WiN był oczywiście zwalczany przez aparat represji nowej władzy - a więc przez ten pion, któremu podporządkowano Wisłę. 

    Bardzo znamienne są wydarzenia z 20 września 1952 roku. W przerwie meczu Wisła - AKS Chorzów (Gwardia - Budowlani według ówczesnej nomenklatury) Antoniego Ziernickiego z szatni wywabił milicyjny prezes klubu, Grzegorz Łanin. Miał do młodego bramkarza powiedzieć „Musisz pojechać natychmiast z nami. Coś tam nie jest w porządku z twoją służbą wojskową”. W drugich 45 minutach Ziernicki już nie zagrał. Trafił do siedziby Urzędu Bezpieczeństwa przy ul. Pomorskiej. Fakt gry w gwardyjskim klubie w żaden sposób nie „pomógł” Ziernickiemu. Wkrótce został skazany na 15 lat więzienia „za działalność przeciwko ludowemu państwu”. Został osadzony w Progresywnym Więzieniu dla Młodocianych w Jaworznie. Tym terminem nazywano „polski łagier” - obóz pracy utworzony w miejscu, gdzie kilka lat wcześniej funkcjonował podobóz Auschwitz. Więźniowie pracowali tam w kopalniach - rok takiej pracy liczono „podwójnie” na poczet wyroku. Ziernicki odpracował w ten sposób 7 lat z zasądzonych 15 i został wcześniej zwolniony dzięki odwilży politycznej. Po wyjściu na wolność grał jeszcze przez jakiś czas w piłkę, jednak bez większego powodzenia. 

    Antoni Ziernicki został uwieczniony na zaprezentowanym na początku zdjęciu. Klęczy pierwszy z prawej, trzyma piłkę, uśmiecha się jak i inni sportowcy. Przeciwnik panującego ustroju, działający przeciwko niemu w konspiracji - uczestniczy wśród portretów Stalina w obchodach pierwszomajowych.


„Wiele spraw było związanych z istniejącym zakłamaniem politycznym. Mieliśmy wszyscy podwójne życie. To oficjalne, na zewnątrz, na pokaz - oraz to rodzinne, wewnętrzne, zamknięte w ścianach domowego ogniska” - wspominał czasy stalinizmu Zbigniew Lech - również bramkarz Wisły, widoczny na zdjęciu obok Ziernickiego. 

    Antoni Ziernicki został sądownie zrehabilitowany w 1991 roku. Zbigniew Lech po raz ostatni spotkał się z nim w 2001 roku, „na zebraniu Rady Seniorów, na które został zaproszony. Już chorował, był osłabiony. Niedługo później z bólem i żalem pochyliłem sztandar Wisły nad mogiłą Tośka Ziernickiego na Cmentarzu w Prokocimiu” - opisywał Lech. 

    Czas komunistycznych porządków w polskim sporcie to specyficzny okres. Nawet po poluzowaniu politycznych kleszczy w połowie lat 50 - co pozwoliło de facto reaktywować tradycyjne kluby, przywrócić ich nazwy i barwy - w życiu sportowym pozostało dużo zakłamania. Dalej oczekiwano uczestnictwa w pochodach pierwszomajowych. Oficjalnie nie było zawodowstwa, piłkarze byli więc zatrudniani na fikcyjnych etatach. W Wiśle obok ludzi oddanych Towarzystwu Sportowemu pracowali funkcjonariusze "z przydziału", często niekompetentni, nieprzywiązani do Wisły. 

Więcej o tamtych realiach: 
*Gwardyjskie dekady - dzieje Wisły w okresie PRL
*Stalinowskie kwiatki - polski sport w okresie stalinizmu
*Antoni Ziernicki - biogram 
*Wielki mecz polityczny - wcześniejszy wpis na blogu, pokazujący rolę sportu w komunistycznej propagandzie




sobota, 20 marca 2021

Od samego nazwiska "Wańkowicz" do pełniejszej biografii współzałożyciela Wisły

Oto Witold Wańkowicz - w 1906 roku jako uczeń II Szkoły Realnej w Krakowie i podopieczny Tadeusza Łopuszańskiego był jednym z założycieli Wisły Kraków. 


Dzisiaj znamy dość szczegółowo biografię Wańkowicza - wiemy kiedy się urodził i zmarł, kim byli jego rodzice, gdzie studiował i gdzie pracował, wiemy gdzie spoczywa. Kilka lat temu jednak cała nasza wiedza o tej osobie ograniczała się jedynie do nazwiska. W tym artykule chcemy pokazać, jak od wzmianki zawierającej samo nazwisko doszliśmy do całkiem obszernych informacji o współzałożycielu Wisły. 

Pierwsze miesiące funkcjonowania Wisły nie są zbyt dobrze udokumentowane. Jest mało relacji prasowych z tego okresu - dziennikarze dopiero z biegiem czasu i wraz z rozwojem krakowskiego futbolu zaczęli poświęcać piłce nożnej więcej miejsca. Te notatki prasowe, które posiadamy z lat 1906-7, często zaś są bardzo lakoniczne. Oficjalne dokumenty dotyczące życia klubu zaczęły zaś powstawać dopiero w późniejszym okresie, gdy doszło do formalnej rejestracji stowarzyszenia. Dość powiedzieć, że nazwiska założycieli i pierwszych zawodników Wisły znamy jedynie z późniejszych wspomnień i opracowań. 

Te materiały to w szczególności księgi jubileuszowe Wisły z 1931 i 36 roku. W nich odnajdujemy jedynie nazwisko Wańkowicza: 


Okolicznościowy artykuł z 1921 roku dodaje do nazwiska jeszcze ciekawostkę o wyjeździe do Oksfordu i zwycięstwach w tamtejszych regatach wioślarskich. 


W "punkcie wyjście" dysponujemy zatem bardzo skromnymi danymi. Wiemy jednak, że pierwsi piłkarze Wisły byli uczniami II Szkoły Realnej. Zaglądamy więc do sprawozdania tej szkoły (na nasze szczęście ówczesne szkoły publikowały takie kroniki - wraz ze spisem uczniów). W roku szkolnym 1906/7 w klasie VII b odnajdujemy "Witolda Wańkowicza" (do tej samej klasy chodziło jeszcze kilku piłkarzy Wisły - zachęcamy do samodzielnego sprawdzenia, którzy to chłopcy). 


Samo imię i nazwisko to wciąż mało, ale już pozwala, na dalsze poszukiwania. Witoldem Wańkowiczem był brat słynnego pisarza Melchiora - on jednak urodził się w 1882 roku, w 1906 roku był już więc dorosłym mężczyzną, a nie uczniem szkoły średniej. Inny Witold Wańkowicz według wyników wyszukiwania google był w latach 30 XX wieku pracownikiem polskiej ambasady w Stanach Zjednoczonych. Urodził się w 1888 roku, "pasuje" więc wiekiem. Czy to "nasz" Witold Wańkowicz?  

Kluczem do odpowiedzi na to pytanie jest "brakujące ogniwo" - połączenie pomiędzy nauką w szkole średniej w Krakowie i pracą w USA. Tego ogniwa szukać należało na brytyjskich uniwersytetach, zgodnie ze wzmianką z artykułu z 1921 roku. I oto po dłuższych poszukiwaniach udało się natrafić na publikację "Downing and the two wars", opisującą losy absolwentów Downing College. Z tego opracowania dowiadujemy się, że "Witold de Wankowicz" studiował tam w latach 1909-12, faktycznie był członkiem klubu wioślarskiego i że po I Wojnie Światowej pracował w polskim ministerstwie, zaś II Wojna Światowa sprawiła, że pozostał na emigracji w Stanach! 


Fragment publikacji Gwyn Bevan, John Hicks, Peter Thomson, Downing and the two wars o losach absolwentów Downing College,  dostęp online 

Zbyt dużo elementów tej układanki zaczyna do siebie pasować, by uznać to za zwykłą zbieżność nazwisk. Nie zmienia tego nawet fakt, że Downing College znajduje się w Cambridge, nie w Oxfordzie. Tutaj autor artykułu z 1921 roku musiał się najzwyczajniej pomylić - jeżeli nie podał imienia Wańkowicza, to o jego studiach też słyszał zapewne "z drugiej ręki" i nie zweryfikował tej informacji. Oxford czy Cambrigde - wszak oba miejsca były odległe i prestiżowe. 

Gdy już z całą pewnością zidentyfikowaliśmy właściwą osobę, czego więcej możemy się dowiedzieć o życiu jednego z założycieli Wisły? 

Wiemy, że karierę w dyplomacji zaczynał w Gdańsku. W latach 1919-20 był zastępcą generalnego delegata Ministerstwa Aprowizacji i zastępcą delegata Rządu Polskiego w Gdańsku. Odpowiadał za koordynację transportów amerykańskiej pomocy żywnościowej dla Polski. Dla młodego państwa - na dodatek mierzącego się z ciężką sytuacją militarną - takie dostawy były bezcenne. Wańkowicz z odpowiedzialnej funkcji wywiązywał się znakomicie, o czym świadczy opinia służbowa: 

Człowiek niezwykle pracowity i sumienny, o rozległych horyzontach, doskonale władający językiem angielskim. W każdej sytuacji i w różnych okolicznościach mógł kompetentnie zastąpić swojego szefa. Nie tylko świetnie wywiązywał się ze swoich obowiązków, ale również inspirował i podpowiadał. Szczególnie w ciężkich chwilach, których na placówce gdańskiej nie brakowało, starał się zaszczepić personelowi polskiemu optymizm i entuzjazm. Dla Jałowieckiego był niejako podporą moralną, w chwilach zwątpienia i załamania podtrzymywał go na duchu. „Często potem − wspominał tenże − w różnych ciężkich chwilach dziękowałem opatrzności, że mi dała właśnie takiego wyjątkowego pod wszystkimi względami człowieka na mego zastępcę". 

Źródło: Zbigniew Machaliński, Mieczysław Jałowiecki - delegat Rządu Polskiego w Gdańsku w latach 1919-1920 : forma i sposób działalności konspiracyjnej Delegacji Rządu Polskiego w Gdańsku na tle nowego układu sił w Europie, Studia Gdańskie. Wizje i rzeczywistość 5/2008, 9-23, dostęp online

Schemat organizacyjny polskiej Generalnej Delegacji Ministerstwa Aprowizacji w Gdańsku, z Wańkowiczem jako zastępcą generalnego delegata. Źródło: Archiwum Państwowe w Gdańsku

Przeładunek ze statków do wagonów kolejowych mąki z amerykańskiej pomocy żywnościowej. Źródło: Archiwum Państwowe w Gdańsku


W Stanach Zjednoczonych Wańkowicz między innymi prowadził negocjacje ze stroną amerykańską w sprawie liberalizacji wzajemnych relacji handlowych. Zainteresowanych szczegółami odsyłamy na strony Departamentu Stanu USA, gdzie udostępnione są notatki służbowe z takich rozmów (przykładowo tutaj). W Bibliotece Kongresu USA odnaleźliśmy zaś zdjęcie współzałożyciela Wisły z 1938 roku, po rozmowach z amerykańskim Sekretarzem Stanu. 



Zdjęcie portretowe zaprezentowane na początku niniejszej notki to fragment fotografii wykonanej zaś w 1939 roku. Wańkowicz z ramienia ambasady zaangażowany był w organizację polskiego pawilonu na nowojorskiej Wystawie Światowej. Widzimy go przy makiecie planowanej wystawy. 



Już wcześniej - przy okazji wpisu o spoczywającym w Walii Alfredzie Konkiewiczu - wspominaliśmy o stronie findagrave.com. To portal, na którym użytkownicy dokumentują groby ze wszystkich stron świata. To bardzo pomocne w badaniach genealogicznych i w odnajdowaniu swoich zmarłych bliskich. Po raz kolejny portal ten okazał się też pomocny w ustaleniu informacji o Wiślakach. Na findagrave.com odnaleźć można nagrobek Witolda Wańkowicza - współzałożyciel Wisły zmarł w 1948 roku i spoczywa na cmentarzu Mount Olivet w Waszyngtonie. 



Podsumowując - tak wyglądał biogram Witolda Wańkowicza na samym początku, ponad 10 lat temu. 


Tak wygląda obecnie - notka biograficzna, kalendarium życia, fotografie, autograf, materiały źródłowe, miejsce spoczynku... 



Dzięki przedstawionym powyżej poszukiwaniom - rozciągniętym w czasie na przeszło 10 lat - mogliśmy przygotować na dzisiaj biografię Wańkowicza na stronę główną klubu, w ramach cyklu "Założyciele Wisły". Zapraszamy do przeczytania!

Do dalszej lektury polecamy: 

poniedziałek, 28 grudnia 2020

Korygujemy datę jednego ze spotkań derbowych

Na stronie historiawisly.pl właśnie zmieniliśmy datę spotkania derbowego sprzed prawie 80 lat. Mecz Wisły z Cracovią z 1941 roku widnieje teraz pod datą 31 - a nie 30 - sierpnia. Jaki jest powód tej zmiany? 

Drużyna Wisły w sierpniu 1941, przed meczem z Cracovią w ramach Okupacyjnych Mistrzostw Krakowa

Najlepszym opracowaniem dotyczącym krakowskiej piłki nożnej w latach okupacji niemieckiej są prace Stanisława Chemicza. Były piłkarz Pasów i trener Białej Gwiazdy poświęcił wiele czasu i wysiłku dla zgromadzenia materiałów źródłowych (fotografii, dyplomów, rękopisów). Na ich podstawie wydał książki „Piłka nożna w okupowanym Krakowie” i „Sport w Krakowie w latach 1939-1945”, w tej tematyce obronił także doktorat na Akademii Wychowania Fizycznego. 

Mówimy o spotkaniach rozgrywanych w warunkach konspiracyjnych, w czasach, gdy funkcjonowanie polskich klubów sportowych było formalnie zakazane. W przeciwieństwie do innych spotkań derbowych nie dysponujemy zatem relacjami prasowymi. Praca dr. Chemicza jest więc bezcenna dla zachowania i utrwalenia wiedzy o tamtym okresie krakowskiej piłki. 

Książka Sport w Krakowie w latach 1939-1945 zawiera następujący opis interesującego nas meczu: 

"Największą jednak kwotę z dobrowolnych datków w wysokości 1498 zł, uzyskano z dwóch dni rozgrywek, gdy w niedzielę 30 sierpnia odbył się mecz drużyn KS Cracovia i TS Wisła z wynikiem remisowym 1:1 [...]"

Za datę rozegrania tego meczu przyjmowało się zatem 30 sierpnia 1941. 

Tymczasem... mamy tutaj do czynienia z pomyłką. W sierpniu 1941 roku niedziela przypadała na 31 dzień miesiąca, co potwierdzi nam dowolny kalendarz (i nie trzeba wcale dysponować archiwalnym papierowym - wystarczy skorzystać z jednego z rozlicznych kalendarzy internetowych). 


Kolejne poszlaki wskazujące na pomyłkę w dacie związane są z fotografiami. Zachowały się zdjęcia obu drużyn przed meczem. Na ich odwrocie umieszczona jest data "31.VIII.41"



Naturalnie opis i datacja zdjęć mogły zostać dodane dużo później i same też mogą być obarczone błędem. Dlatego sięgamy do protokołów z rozgrywek. Tak! pomimo warunków konspiracyjnych organizatorzy spotkań starali się dochować wszystkich wymogów formalnych - przebieg gier nadzorował specjalny komitet protokołujący swoje posiedzenia, a dokumenty te zachowały się w archiwum Stanisława Chemicza. Dr Chemicz przekazał te bezcenne zbiory do Biblioteki Jagiellońskiej, a portal historiawisly.pl wspólnie z Fundacją Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego wykonał w 2010 roku cyfrowe kopie tych materiałów. 

W protokole z posiedzenia kierownictwa zawodów z 31 sierpnia 1941 czytamy, że zaplanowany na sobotę 30 sierpnia mecz AKS-Wawel nie odbył się z powodu opadów deszczu i został przesunięty na inny termin. Jednocześnie w terminarzu mamy potwierdzenie, że AKS-Wawel był jedynym meczem zaplanowanym na 30 sierpnia. Spotkanie Cracovia-Wisła wyznaczono zaś na 31 sierpnia na godzinę 17:00. 



Na podstawie powyższych faktów poprawiamy zatem datę meczu na 31 sierpnia 1941. 

Ta sytuacja to dla nas pewne memento - przypomnienie, by żadnych ustaleń nie traktować jako ostatecznych, lecz pozostawać otwartym na ciągłe weryfikowanie, a gdy trzeba - także korygowanie posiadanych informacji. 

Do dalszej lektury polecamy: 
*1941.08.31 Cracovia - Wisła Kraków 1:1 - więcej informacji o meczu
*Okupacyjne Mistrzostwa Krakowa - historia konspiracyjnych rozgrywek
*Statystyczny galimatias - omówienie innych rozbieżności i wątpliwości dotyczących spotkań derbowych







czwartek, 22 października 2020

Kedysi hostili Wislu Krakov... Wisła w Plešivcu? Na tropie zapomnianego meczu

W historii Wisły wciąż jest dużo "białych plam" - nieznanych strzelców bramek, nieodnotowanych składów meczowych, a nawet zupełnie... zapomnianych spotkań. 

Niedawno na stronach internetowych słowackiego dziennika SME pojawił się artykuł opisujący historię piłki nożnej w niewielkiej miejscowości Plešivec. Miejscowość ta - licząca trochę ponad 2000 mieszkańców - położona jest na Słowacji, tuż przy granicy węgierskiej, niedaleko Rožňavy w regionie koszyckim. Z artykułu dowiadujemy się, że pomimo pięknych tradycji obecnie piłka nożna w Plešivcu przeżywa kryzys - drużyna seniorów wycofała się z rozgrywek, pozostaje jedynie ekipa juniorów. A kiedyś przecież futbol znakomicie się tam rozwijał, czego dowodem wizyty w Plešivcu znanych zagranicznych drużyn. Właśnie w tym kontekście pada nazwa Wisły Kraków - mało tego, nasz klub pojawia się wręcz w tytule całego artykułu: "Kedysi hostili Wislu Krakov, dnes nemá kto hrať. V Plešivci oslávili storočnicu". 

Grzegorz Wojtowicz z Polskiej Agencji Prasowej zwrócił uwagę, że na stronach historiawisly.pl nie ma żadnej wzmianki o meczu Wisły w Plešivcu. Zaintrygowani skontaktowaliśmy się więc z autorką artykułu w dzienniku SME z prośbą o dodatkowe informacje. Titanilla Bőd podeszła do sprawy bardzo życzliwie i udostępniła nam skany dokumentów źródłowych. Są to strony z kroniki miejskiej Plešivca, prowadzonej w języku węgierskim - Plešivec jest w większości zamieszkały przez Węgrów. 



Dzięki pomocy dziennikarki SME bariera językowa nie stanowiła jednak problemu - otrzymaliśmy także tłumaczenie kluczowego fragmentu. W kronice zapisano mianowicie, że "zagraniczne drużyny także odwiedzały nasze boisko - Wisła Kraków, Törekvés z Miszkolca... Drużyny zwiedzały także pobliskie miejsca wycieczkowe, podobnie było, gdy my ich odwiedzaliśmy".  P. Titanilla wyjaśniła dodatkowo, że w okolicach Plešivca znajdują się jaskinie i inne interesujące miejsca przyciągające turystów. Podkreśliła jednak, że zapiski w kronice nie są precyzyjne. Nie podają przykładowo dat ani wyników rozegranych spotkań. 

Historyk László Kardos przypuszcza, że do meczu Wisły w Plešivcu doszło przed 1959 rokiem. W tym okresie historii Wisły wciąż jest wiele faktów czekających na odkrycie lub potwierdzenie. Przykładowo Księga Jubileuszowa wydana w 1956 roku podaje niekompletną listę spotkań międzynarodowych - chociażby w 1955 roku podaje tylko dwa takie mecze, podczas gdy nasza kwerenda prasowa potwierdza co najmniej sześć takich spotkań.



Poszlakę w tej sprawie stanowią też dwa zdjęcia ze zbiorów TS Wisła - na ich odwrocie zapisano ręcznie "mecze Bardejov, Preszow, Koszyce". O ile spotkania w Koszycach i Preszowie są potwierdzone w prasie, o tyle nic nam nie wiadomo o grze w Bardejowie. To sugeruje, że informacje, które udało nam się zgromadzić, wciąż są niekompletne. Wszystko wskazuje na to, że wizyta w Plešivcu też zalicza się do takich zapomnianych spotkań. 




Niestety, póki co zagadki meczu w Plešivcu nie udało się rozwiązać. Dzięki artykułowi z dziennika SME jesteśmy już jednak "na tropie" i kto wie - może niedługo uda się ustalić dalsze fakty. 


poniedziałek, 11 maja 2020

Wspomnienia piłkarza Chelsea z meczu z Wisłą w 1936 roku

Poszukując materiałów przedstawiających historię Wisły często nawiązujemy kontakt z byłymi zawodnikami lub potomkami dawnych sportowców. W rodzinnych zbiorach zachowały się wyjątkowe zdjęcia, dokumenty, pamiątki, a także wspomnienia - przekazane z pokolenia na pokolenie opowieści zawierające subiektywne spostrzeżenia i emocje, które towarzyszyły piłkarzom. Wszystko to wzbogaca naszą wiedzę o meczach i innych imprezach klubowych, dodając kolorytu, gdyż bez tego bazowalibyśmy jedynie na relacjach prasowych.

O ile z byłymi piłkarzami Wisły i ich rodzinami udaje nam się skontaktować dość często, o tyle znacznie rzadziej mamy okazję wymienić się informacjami z rodzinami tych, którzy grali przeciwko Białej Gwieździe - dotyczy to szczególnie zagranicznych drużyn. Internet daje jednak niezwykłe możliwości odnajdywania informacji i nawiązywania kontaktów. Kilka dni temu odezwał się do nas wnuk Harry'ego Burgessa, piłkarza Chelsea Londyn, który w 1936 roku wystąpił w meczu swojej drużyny z Wisłą. Harry Burgess urodził się w 1904 roku. Grał w Stockport County, Sheffield Wednesday i począwszy od 1935 roku w Chelsea Londyn. W lidze i w FA Cup zaliczył przeszło 500 występów, 4 razy grał także w reprezentacji Anglii - mowa więc o piłkarzu, który bez wątpienia zapisał ważną kartę w historii wyspiarskiego futbolu.

Harry Burgess

Pan Andrew Burgess przesłał nam dwie pamiątki oraz garść wspomnień swojego dziadka z podróży do Polski.

Pierwsza pamiątka to program tournée Chelsea po kontynencie, którego częścią był mecz z Wisłą. Anglicy wybrali się w imponującą trasę - w ciągu 3 tygodni maja 1936 roku byli w Holandii, Szwecji, Polsce i w Niemczech. Program zawiera szczegółowy plan tej podróży, włącznie z rozkładem pociągów i podaniem hoteli na noclegi. Dowiadujemy się, że w Krakowie Chelsea gościła w Grand Hotelu. Ten renomowany obiekt na swojej stronie internetowej szczyci się długą listą szacownych gości - wśród nich znajdują się koronowane głowy, politycy, nobliści, artyści... Do złotej księgi gości Grand Hotel może też dodać piłkarzy jednego z najsłynniejszych klubów świata.

Program zawiera też skład ekipy - dowiadujemy się, że 15 piłkarzom w drodze towarzyszyło 3 działaczy i trener.


Druga pamiątka to fotografia całej angielskiej delegacji w miejscu, które Polakom łatwo rozpoznać, choć pomnik widzimy od tyłu. Nie ma jednak wątpliwości, że jest to posąg księcia Józefa Poniatowskiego w Warszawie. Wnukowi Harry'ego Burgessa zidentyfikowanie tego miejsca sprawiło dużą satysfakcję. Chelsea zawitała do Warszawy, gdyż tam rozegrała spotkanie z reprezentacją Polski w przededniu meczu z Wisłą. Z relacji prasowych wiemy, że Anglicy zwiedzili miasto, tu na zdjęciu możemy zobaczyć, że nie miało to tylko turystycznego wymiaru. Piłkarze Chelsea mają za sobą pokaźny wieniec, który pewnie za chwilę złożą pod pomnikiem. Takie gesty były częstym elementem międzynarodowych eskapad piłkarskich. Już w 1911 roku szkockie Aberdeen przybywszy do Krakowa na mecze z Wisłą złożyło kwiaty pod pomnikiem Mickiewicza i przy płycie upamiętniającej Tadeusza Kościuszkę. Drużyna Wisły zaś przykładowo w 1933 roku przebywając w Paryżu złożyła wieniec na Grobie Nieznanego Żołnierza pod Łukiem Triumfalnym.


Jakie wspomnienia z wyjazdu do Polski zachował Harry Burgess? Przede wszystkim wyjazdy, takie jak ten, były bardzo atrakcyjnym doświadczeniem. Współcześnie (pomijając aktualne ograniczenia związane z epidemią koronawirusa) mamy możliwość spontanicznie i za niewielkie pieniądze w kilka godzin przemieścić się na drugi koniec kontynentu. Wówczas podróżowanie było znacznie trudniejsze i znacznie rzadsze. Burgessowi wyjazdy zagraniczne w czasie jego pięcioletniego pobytu w Chelsea sprawiały wielką przyjemność, szczególnie że The Blues byli zamożnym klubem. Jak możemy zauważyć z zaprezentowanego wyżej programu, piłkarze zatrzymywali się w luksusowych hotelach. Gdziekolwiek się pojawili, wzbudzali wielkie zainteresowanie - na oba ich mecze w Polsce wyprzedano komplet biletów, a prasa obszernie relacjonowała spotkania. Realizować swoją sportową pasję i przy okazji zwiedzić w komfortowych warunkach kawałek świata! Zawodnicy z takich wypraw wracali więc bogatsi o piękne wspomnienia - a także szereg pamiątek. Harry przywiózł z Polski między innymi krzyż wykonany z soli - zgadujemy, że mógł to być suwenir z Wieliczki, ten przedmiot niestety nie zachował się do naszych czasów. 

Harry Burgess opowiadał swojej rodzinie o meczach w Polsce, jednak jego syn i wnuk nie do końca zdawali sobie sprawę, jaką rangę miały w Warszawie i Krakowie te spotkania. Renoma przeciwnika była olbrzymia - Anglia to w końcu ojczyzna piłki nożnej, a tak się składa, że Chelsea była pierwszą w historii drużyną z tego kraju, która zawitała nad Wisłę. Już sam ten fakt sprawiał, że mecze z Niebieskimi traktowano niezwykle poważnie (wymownym świadectwem jest to, że na pierwszego rywala Chelsea w Warszawie wystawiono reprezentację Polski). Dla Wisły to też nie był kolejny mecz międzynarodowy, których przecież trochę krakowianie rozegrali. Biała Gwiazda gościła wcześniej kluby z Austrii, Węgier, Niemiec, Danii, Holandii, sama była we Francji, Belgii, Rumunii. Wszystkie te potyczki traktowano prestiżowo, mecz z Chelsea był jednak szczególny - Anglicy przyjechali, by uświetnić jubileusz 30-lecia Wisły Kraków. Uroczysty i podniosły nastrój tego wydarzenia był więc niezaprzeczalny. Wiśle udało się pokonać Chelsea, co prasa okrzyknęła "najcenniejszym wynikiem polskiego piłkarstwa". 

Burgess z Polski przywiózł jeszcze jedno odczucie, które zapewne w pełni sobie uświadomił trzy lata później - wspominał bowiem, że w napiętej atmosferze tamtych dni dało się już wyczuć zbliżający się wybuch wojny i toczące się przygotowania do niej...

Panu Andrew Burgessowi dziękujemy za przesłane pamiątki i wspomnienia. Nasz kontakt zaczął się na platformie youtube, gdzie zamieściliśmy krótki film przybliżający mecz Wisła-Chelsea. Zachęcamy więc i Was do zapoznania się z tym materiałem: