środa, 26 czerwca 2019

Czy tak wygląda grób naszego bohatera - pułkownika Konkiewicza?

Na stronie historiawisly.pl staramy się udokumentować miejsca pochówku działaczy i sportowców Wisły Kraków. Wspominaliśmy już poprzednio na tym blogu, że dział "Wiślackie Nekropolie" to jedna z najważniejszych części naszego portalu. Rozbudowując bazę danych o wiślackich nekropoliach chcemy uhonorować tych, którzy odeszli, pokazać, że nie zostali zapomniani, umożliwić współczesnym kibicom odwiedzenie grobów ludzi, którzy w przeszłości budowali potęgę Wisły.

Co jakiś czas udaje nam się "odnaleźć" zapomniane do tej pory mogiły. Przykładowo w zeszłym roku - zupełnie przypadkowo, poszukując innych grobów - natknęliśmy się na miejsce spoczynku Antoniego Januszewskiego, prezesa Wisły w latach 1912-13. Do wielu cmentarzy docieramy osobiście, jak na przykład do Wrocławia na nekropolię Osobowicką, gdzie spoczywa jeden z założycieli Wisły, Władysław Jenkner. Do innych miejsc ze względu na odległość nie jesteśmy w stanie udać się osobiście. Niekiedy pomagają nam kibice Białej Gwiazdy rozsiani po całym świecie - przykładem mogą być fani z Chicago, opiekujący się wiślackimi grobami za oceanem. Ciągle pozostaje wiele cmentarzy czekających na sprawdzenie i udokumentowanie. Miejsca pochówku Wiślaków odzwierciedlają bowiem skomplikowane losy naszej ojczyzny - sportowców i działaczy Białej Gwiazdy zawierucha dziejowa często rzucała w odległe zakątki globu.

Internet dostarcza jednak zupełnie niespodziewanych narzędzi do radzenia sobie z takimi zagadnieniami. Uwierzylibyście, że istnieją portale społecznościowe koncentrujące się na grobach i cmentarzach? Nie jest to pomysł tak absurdalny, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Ludzie na całym świecie próbują odtworzyć swoje drzewa genealogiczne i poszukują miejsc pochówku swoich przodków. Na stronach takich jak findagrave.com użytkownicy bezinteresownie wymieniają się informacjami o grobach - można na przykład złożyć prośbę o zdjęcie konkretnej mogiły, choćby oddalonej o tysiące kilometrów. Inny użytkownik - mieszkający akurat w jej pobliżu - odpowiada na tę prośbę udostępniając zdjęcie.

Postanowiliśmy skorzystać z tej możliwości, by odnaleźć informacje o Wiślakach spoczywających w Wielkiej Brytanii. Wielu zawodników i działaczy Wisły przed 1939 rokiem było zawodowymi żołnierzami. Jak wiadomo, w czasie II Wojny Światowej wielu Polaków przedostało się na Zachód by po Kampanii Wrześniowej kontynuować walkę o wolność. Wielu z nich już nie ujrzało Polski i spoczęło w obcej ziemi.

Taki los stał się udziałem Alfreda Konkiewicza. Alfred - urodzony w 1893 roku - był piłkarzem Wisły w latach 1910-1919. Jest w ścisłym gronie tych osób, którym zawdzięczamy istnienie Wisły - w 1918 roku brał udział w reaktywacji klubu po czterech latach niebytu. Wisła zawiesiła bowiem działalność na czas I Wojny Światowej. Sam Konkiewicz w czasie Wielkiej Wojny wstąpił do Legionów Polskich Józefa Piłsudskiego. Ciężko ranny w boju pod Pasieczną dostał się do rosyjskiej niewoli - zbiegł z niej po kilku miesiącach i kontynuował walkę. Od 1918 roku był żołnierzem odrodzonego Wojska Polskiego, walczył między innymi w wojnie polsko-bolszewickiej. W II RP był związany z 20 Pułkiem Piechoty Ziemi Krakowskiej (zobacz nasz stary post o... wigilii w 20 pp). Zasiadał we władzach Towarzystwa Sportowego Wisła, był też członkiem zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej. We wrześniu 1939 roku służył jako dowódca 70 pułku piechoty. Brał udział w bitwie nad Bzurą, trafił do niemieckiej niewoli i został osadzony w obozach jenieckich. Po wojnie zamieszkał w Wielkich Brytanii. Według dostępnych w internecie informacji spoczął w 1953 roku na cmentarzu we Wrexham w Walii.

Na stronie findagrave.com poprosiliśmy o zdjęcie jego mogiły i po kilku miesiącach otrzymaliśmy odpowiedź. Powiadomienie o tym, że ktoś spełnił naszą prośbę, przyjęliśmy z radością - samą fotografię jednak ze smutkiem. Oto zdjęcie, które otrzymaliśmy:


Pusty teren, bez nagrobka, bez choćby tabliczki pamiątkowej... Czy tak właśnie wygląda mogiła Alfreda Konkiewicza, bohaterskiego żołnierza, pułkownika Wojska Polskiego?

Niestety, wygląda na to, że tak właśnie jest. Lokalizację grobu potwierdza baza danych gminy Wrexham. Wiemy, że na polskich żołnierzy w Wielkiej Brytanii po 1945 roku nie czekały honory ani splendory, jednak bezimienny grób dla takiej postaci jak Alfred Konkiewicz - to wielka przykrość...



Czy coś można w tej sprawie zrobić? Przykład dali wspomniani już kibice Wisły z Chicago. Gdy dowiedzieli się, że w Cleveland w bezimiennym grobie spoczywa przedwojenny zapaśnik Wisły Stanisław Radwan postanowili działać. Problemem nie była nawet odległość (Cleveland od Chicago dzieli 600 kilometrów). Zorganizowali zbiórkę pieniędzy, załatwili stosowne pozwolenia i ufundowali kamień nagrobny.

Grób Stanisława Radwana w USA przed i po akcji kibiców z Chicago

Może w Walii lub Liverpoolu (miasto Beatlesów od grobu Konkiewicza dzieli 50 kilometrów) są kibice Wisły, którzy byliby w stanie skontaktować się z zarządem cmentarza we Wrexham, zapytać o warunki i koszty postawienia choćby skromnej tabliczki poświęconej pułkownikowi Konkiewiczowi? Wspólnymi siłami moglibyśmy zgromadzić środki potrzebne do odpowiedniego uhonorowania tej postaci.


niedziela, 2 czerwca 2019

Czarna Maska - tajemniczy epizod z 1925 roku

Jedne z najbardziej ekscytujących chwil w pracy nad historią Wisły to te momenty, gdy kontaktują się z nami rodziny dawnych sportowców i oferują udostępnienie prywatnych pamiątek. Tym sposobem odkrywamy prawdziwe skarby, o istnieniu których nawet nie mieliśmy pojęcia. Dzieci, wnuki i niekiedy nawet prawnuki byłych zawodników Wisły przechowują bardzo cenne materiały - zdjęcia, dokumenty i wspomnienia o swoich przodkach. W takich rodzinnych zbiorach zawarta jest historia nigdzie indziej niedostępna i niezmiernie nam miło, że portal historiawisly.pl stał się platformą, na której można udostępnić takie perełki i tym samym utrwalić i upowszechnić pamięć o sportowcach sprzed lat i ich dokonaniach.

Kilka dni temu napisał do nas pan Krzysztof - prawnuk przedwojennego zapaśnika Białej Gwiazdy. Wcześniej o Janie Gawronku mieliśmy bardzo skąpe informacje - nie byliśmy nawet pewni jego imienia, wiedzieliśmy tylko, że nazwisko to przewija się w kilku relacjach prasowych sugerujących, że osoba ta była działaczem i sędzią na zawodach. Pan Krzysztof przekazał nam podstawowe dane do biogramu, takie jak data i miejsce urodzenia oraz śmierci, szczegóły kariery sportowej, osobiste zainteresowania. Okazało się na przykład, że zapaśnik Wisły był przyjacielem Wlastimila Hofmana, pasjonował się też hodowlą gołębi rasowych.

Jan Gawronek


Niezwykły urok mają fotografie Jana Gawronka. Fragmenty walk zapaśniczych prawdopodobnie były pozowane w zaciszu fotograficznego atelier, jednak siłacze spleceni w żelaznych uściskach robią piorunujące wrażenie.





Najbardziej fascynująca jest jednak fotografia drużynowa - 13 zawodników i 3 działaczy, zwały mięśni, zabawne - z dzisiejszej perspektywy oceniając - stroje sportowe i osiłek w czarnej masce wyglądający jak średniowieczny mistrz małodobry.



O co chodzi z tą czarną maską? Może się ona kojarzyć ze współczesnym show lucha libre - wrestlingiem w wersji meksykańskiej, gdzie zawodnicy występują w fantazyjnych maskach. I nie musi to być mylne skojarzenie. W początkach XX wieku zapasy - choć przecież mają bogatą tradycję sięgającą czasów starożytnych - nie zawsze były poważnie traktowane. Często bliższe były pokazom cyrkowym, niż Igrzyskom Olimpijskim. Znani zapaśnicy nie tylko staczali walki, ale także dawali pokazy swojej siły lub wyzywali każdego chętnego na pojedynek - wyznaczając nagrodę pieniężną za odpowiednio długie stawienie oporu.

W tym przypadku czarna maska okazała się elementem, który pozwolił nam dokładniej zidentyfikować tę fotografię. Została ona wykonana w grudniu 1925 roku w hali Sokoła w Krakowie. Wtedy odbyły się zawody atletyczne i relacje prasowe potwierdzają, że brał w nich udział anonimowy zawodnik skrywający się za maską. A było to tak...

Sekcja ciężkoatletyczna (łącząca zapasy i podnoszenie ciężarów) powstała w Wiśle w 1922 roku. W 1925 roku do Krakowa zawitał Zbyszko Cyganiewicz - mistrz świata i gwiazda zapaśnicza światowego formatu. Cyganiewicz robił furorę w Stanach Zjednoczonych, gdzie dorobił się prawdziwej fortuny, a w Polsce głośno było o sukcesach siłacza urodzonego we wsi Jodłowa koło Dębicy. Wisła postanowiła zorganizować pokazowe zawody, a Zbyszko zgodził się wziąć w nich udział. Dla młodej wiślackiej sekcji było to wielkie wydarzenie i okazja do wzbudzenia w Krakowie zainteresowania zapasami.

Impreza odbyła się w hali Sokoła przy ulicy Wolskiej (obecnie Piłsudskiego). W tamtych czasach - i przez kilka kolejnych dziesięcioleci - była to najważniejsza hala sportowa w Krakowie. Zawody z udziałem Cyganiewicza przyciągnęły przeszło tysiąc widzów! Na początek zapaśnicy Wisły stoczyli cztery walki pokazowe. Clou wieczoru były zaś występy Cyganiewicza. Atleta rzucił każdemu chętnemu wyzwanie - kto stanie z nim do walki i nie da się pokonać przez godzinę, otrzyma 1000 dolarów. Była to równowartość prawie 15 tysięcy dzisiejszych dolarów, a więc kwota bardzo wysoka.

Zbyszko Cyganiewicz - legenda polskich i światowych zapasów. Fotografia z dedykacją dla Jana Gawronka. 


Rzuconą rękawicę podjął Franciszek Pawlikowski - współzałożyciel i kierownik sekcji zapasów Wisły. Pawlikowski zapasy uprawiał jeszcze w czasach zaborów, zdobył mistrzostwo Galicji i był Wiślakiem z największym doświadczeniem zapaśniczym. W trakcie walki zdradzał "dobre wyszkolenie i większą rutynę" - to wystarczyło na prawie 13 minut. Po tym czasie Cyganiewicz pokonał Pawlikowskiego, którego jednak "nagrodzono wcale hucznemi oklaskami" za dobrą postawę.

Wtedy do walki stanął zawodnik w czarnej masce. Jak relacjonował Ilustrowany Kurier Codzienny, pretendent ten "nie chciał zdradzić swego incognito, o ile nie potrafi stawić oporu Cyganiewiczowi ponad godzinę". Publiczność zapewne z wielką ekscytacją oczekiwała tej walki. Spotkało ją srogie rozczarowanie, czarna maska wytrzymała bowiem raptem... 3 minuty. Kim był ten anonimowy zapaśnik? Tego prawdopodobnie już nigdy się nie dowiemy.

Na zakończenie imprezy Zbyszko Cyganiewicz przemówił do zgromadzonej publiczności, apelując o jak najliczniejsze uprawianie przez Polaków sportu. Nagrodzono go gromką owacją. Wkrótce potem Cyganiewicz wyjechał ponownie do Stanów na kolejne walki.

Sekcja zapaśnicza Wisły znakomicie się zaś rozwijała. Już w 1926 roku Aleksander Jaworski zdobył pierwszy wiślacki medal Mistrzostw Polski brąz w wadze średniej. Do 1939 roku zapaśnicy Białej Gwiazdy zdobyli ogółem 24 medale MP, z czego 7 złotych.

Do dalszej lektury:
*Historia wiślackich zapasów
*Biogram Jana Gawronka
*Relacja z zawodów w grudniu 1925 roku


środa, 8 maja 2019

Najmłodsi debiutanci

W ostatnich dniach miały miejsce historyczne wydarzenia - w drużynie Wisły zadebiutowali tak młodzi zawodnicy, że wielu kibiców mogło zastanawiać się, czy kiedykolwiek ktoś dostąpił zaszczytu gry w pierwszym zespole wcześniej niż Aleksander Buksa i Daniel Hoyo-Kowalski. Jak to zatem jest z tymi najmłodszymi debiutantami Wisły?

Te rozważania zacząć należy od kluczowego zastrzeżenia - warto analizować jedynie mecze oficjalne. Z jednej strony dlatego, że spotkania nieoficjalne są słabiej udokumentowane i na przestrzeni ponad 110 lat historii Wisły dane o ich składach są bardzo niekompletne. Z drugiej zaś strony pamiętać trzeba, że Wisła została założona przez profesora szkoły średniej dla swoich uczniów. W pierwszych kilku latach funkcjonowania Wisły w drużynie występowali więc sami nastolatkowie - czasem nawet tacy, którzy nie ukończyli jeszcze 14 lat. Dopiero z biegiem czasu z chłopców zrobili się dorośli sportowcy. Tak się też składa, że w pierwszych latach swojego funkcjonowania Wisła rozgrywała tylko mecze towarzyskie, porównanie oficjalnych spotkań da nam zatem bardziej obiektywny obraz (na marginesie można dodać, że w pionierskich latach krakowskiego futbolu średnia wieku w Cracovii była wyraźnie wyższa. Stąd w prasie galicyjskiej dziennikarze często odnotowywali "Wisła jest klubem młodszym", co musiało być ewidentne dla każdego widza - dopiero po latach kibice Pasów próbują dowodzić, że takie uwagi odnosiły się do dat powstania obu klubów, a nie do wieku zawodników - więcej w osobnym artykule).

Drugie zastrzeżenie jest zaś takie, że nasze zestawienie może zawierać luki. Ze względu na ogrom danych (tysiące spotkań i tysiące zawodników do porównania) nie możemy mieć pewności, że klasyfikacja najmłodszych debiutantów ma ostateczną formę i nie zawiera pomyłek.

Wedle naszej "najlepszej wiedzy" conajmniej 34 zawodników debiutowało w oficjalnym meczu Wisły przed osiągnięciem pełnoletności. W tym gronie są i tacy, których nazwiska dzisiejszym kibicom zapewne wiele nie mówią, ale dobrze zapowiadające się kariery nie rozwinęły się należycie. Jest też jednak wielu wybitnych zawodników, jak Kazimierz Kmiecik, Mieczysław Balcer, Jerzy Jurowicz, Andrzej Iwan, Artur Woźniak.

Absolutnym rekordzistą jest Stefan Śliwa, który miał 14 lat i 268 dni, gdy wystąpił w meczu przeciwko Cracovii. Były to bardzo zamierzchłe czasy, bo działo się to w roku 1913. O piłkarskich rozgrywkach sprzed odzyskania przez Polskę niepodległości często się dziś zapomina, wiele statystyk prowadzonych jest tylko dla rozgrywek ligowych (zainaugurowanych w 1927 roku). Tymczasem tamten mecz z 1913 roku był spotkaniem rangi mistrzowskiej - rywalizowano o tytuł najlepszej drużyny w Galicji.


Stefan Śliwa był w wąskim gronie osób zaangażowanych w reaktywację Wisły Kraków po I Wojnie Światowej. W dalszej grze w piłkę nożną nie przeszkadzał mu nawet fakt, że na froncie stracił prawą dłoń. W 1922 roku razem z Henrykiem Reymanem zagrał w reprezentacji Polski - jako pierwszy wiślak w historii.

Daniel Hoyo-Kowalski w momencie swojego debiutu był o ponad rok starszy od Stefana Śliwy, gdy ten pierwszy raz bronił barw Wisły w oficjalnym meczu. Urodzony w Hiszpanii Hoyo-Kowalski miał dokładnie 15 lat i 287 dni, gdy 25 kwietnia 2019 roku wybiegł na murawę stadionu w Sosnowcu. Został tym samym najmłodszym zawodnikiem Wisły w historii polskich rozgrywek ligowych.


Przed Kowalskim liderem tej klasyfikacji był Marcin Jałocha, który 28 marca 1987 roku miał 16 lat i 11 dni. Tego dnia Wisła grała z Jagiellonią Białystok, przy czym był to mecz w ramach II ligi. Jałoszkin odszedł z Wisły w wieku zaledwie 22 lat, ale zdążył w tym czasie rozegrać dla Białej Gwiazdy blisko 140 spotkań, zdobył też srebrny medal olimpijski w Barcelonie w 1992 roku.



Wspominając najmłodszych debiutantów nie można zapomnieć o Mieczysławie Graczu. "Messu" (ten pseudonim zawdzięczał... wadzie wymowy! Gdy mówił o "meczu", brzmiało to właśnie jak "messu") już jako nastolatek zdradzał olbrzymi talent. Działacze (bo działo się to w czasach, gdy Wisła formalnie nie miała trenera) wystawili go do pierwszego składu już w 1935 roku, miesiąc po jego 16 urodzinach (16 lat i 36 dni). Ten debiut był mocno niefortunny, gdyż 8 września 1935 roku Biała Gwiazda przegrała derby z Cracovią aż 0:5. Na kolejny występ Gracz czekał ponad rok, ale gdy ponownie otrzymał szansę, to na wiele lat został najmłodszym strzelcem w historii Wisły. 18 października 1936 roku Messu miał 17 lat i 76 dni, gdy dwukrotnie pokonał bramkarza Dębu Katowice w ligowej potyczce.



Miano najmłodszego strzelca odebrał Graczowi dopiero w 1999 roku Karol Wójcik. Tym sposobem płynnie przechodzimy do kolejnej ważnej daty w historii najmłodszych wiślackich debiutantów. Wójcik bowiem zdobył gola 2 września 1999 roku w spotkaniu Pucharu Ligi z Ruchem Radzionków. Był to wyjątkowy mecz, gdyż Franciszek Smuda delegował na boisko aż trzech szesnastolatków: Pawła Brożka (16 lat, 134 dni), Karola Wójcika (16 lat, 143 dni) i Kamila Kuzerę (16 lat, 175 dni).

Dwadzieścia lat później Paweł Brożek jest prawdziwą legendą Wisły, drugim najlepszym strzelcem w historii Wisły, dwukrotnym królem strzelców Ekstraklasy, siedmiokrotnym Mistrzem Polski. I u jego boku 22 kwietnia 2019 roku swój debiut zalicza Aleksander Buksa, mając 16 lat i 97 dni. Buksa tym samym... wyprzedził Brożka na liście najmłodszych debiutantów.



Co ciekawe, pięciu najmłodszych wiślackich debiutantów swoje pierwsze mecze przegrało. Dla Śliwy, Jałochy i Gracza były to trudne początki pięknych i pełnych sukcesów karier. Jak potoczą się losy Daniela Hoyo-Kowalskiego i Aleksandra Buksy? Trzymamy kciuki za to, by oni i inni wychowankowie Akademii Piłkarskiej Wisły... przysporzyli nam dużo pracy! Byśmy musieli często uzupełniać wiadomości, dodawać nowe zdjęcia, aktualizować statystyki na ich stronach na historiawisly.pl!

Więcej o najmłodszych debiutantach:
*Lista zawodników

niedziela, 14 kwietnia 2019

„Święta Wojna” - statystyczny galimatias


Dość powszechnie przyjmuje się, że spotkanie derbowe z Cracovią rozegrane 17 marca 2019 roku było 197. meczem w ramach „świętej wojny”.


17 marca 2019 Wisła wygrała 3:2, po bramce między innymi Krzysztofa Drzazgi. Ale który dokładnie był to mecz derbowy?

Kilka lat temu po weryfikacji wliczanych do tej pory do tych statystyk spotkań i odnalezieniu w relacjach prasowych z meczów w nich nie uwzględnianych wystąpiliśmy z propozycją liczenia gier derbowych według jasnych i czytelnych zasad, tak odnoszących się do lat ubiegłych, jak i przyszłych.

Propozycja ta spotkała się z umiarkowanym zainteresowaniem w mediach. Opinie historyków polskiego futbolu odwoływały się do kanonu spotkań opracowanych i udostępnionych przez Janusza Kukulskiego i Józefa Romanowa, sugerując, że wszelkie zmiany lub weryfikacja meczów derbowych powinny odbywać się w porozumieniu obu zainteresowanych klubów. Zgadzamy się z tym stanowiskiem. Dodając do tego, że przydały by się także konsultacje z historykami futbolu i dziennikarzami. 

Uważamy jednakże, że zawarta przed wielu laty dżentelmeńska umowa pomiędzy Romanem Romanowem z Koła Sympatyków Wisły i historykiem Cracovii Januszem Kukulskim co do liczby gier derbowych i zasad ich weryfikacji - mylnie przyjmowana jest jako oficjalne stanowisko klubów w tej kwestii.

Przypomnijmy, że obaj panowie za oficjalny mecz derbowy uznawali spotkania pierwszych drużyn rozgrywane wedle reguł PZPN, ze związkowymi sędziami, zakończone podpisaniem oficjalnego protokołu pomeczowego.

Rzecz w tym, że o ile te reguły są czytelne i nie podlegające interpretacji w dzisiejszych czasach, to trudno je stosować do lat minionych kiedy to PZPN w ogóle nie istniał (powstał w 1919 roku), bądź zawiesił swoją działalność (choćby w latach II wojny światowej).

Zrozumiała wydaje się arbitralność w uznawaniu za oficjalne meczów derbowych w okresie pozapezetpeenowskim. Zresztą, co charakterystyczne, uznano za takie wszystkie spotkania derbowe w tym właśnie czasie. Trudno jednak zrozumieć dlaczego np. usunięto z takiej listy spotkanie z 1990 roku (1990.03.03 Cracovia - Wisła Kraków 1:10) skoro istnieje protokół z tego spotkania…

Nie uważamy się za ludzi nieomylnych, podlegamy krytyce. W wielu sprawach możemy się mylić. Dlatego też przystępując do opracowywania internetowej encyklopedii TS Wisła krytyczną postawę przyjęliśmy wobec opracowań dotyczących historii Wisły. Pozwoliło nam to zweryfikować wiele niesprawdzonych i mylnych twierdzeń dotyczących naszego klubu, a funkcjonujących i powtarzanych od lat w różnorakich publikacjach. 

Z taką też postawą podeszliśmy do publikowanych do tej pory spotkań derbowych. Wszak nie jest to żaden nieomylny kanon, a zwykłe zestawienie meczów, podlegające elementarnej choćby weryfikacji.

I tak elementarna weryfikacja przyniosła ciekawe wyniki. Od w miarę drobnych korekt dotyczących choćby dat rozgrywanych spotkań. Mylnie wpisano np. mecz odbyty we wrześniu jako mecz czerwcowy (1955.09.10 Wisła Kraków - Cracovia 3:2).

O wiele poważniejsza jest kwestia pominięcia w ogóle odbytych oficjalnych spotkań towarzyskich. Nie przyjmujemy za „dobrą monetę” twierdzenia, że zostały one „z premedytacją pominięte przy tworzeniu zestawienia, na którym dziś wszyscy się opierają” z przyczyn formalnych (nie odpowiadają kryteriom przyjętym przez Kukulskiego i Romanowa).

Prowadząc od lat skromną kwerendę prasową i odnajdując co jakiś czas kolejne spotkania derbowe nie ujęte w tychże statystykach - pytamy skromnie: dlaczego?

Dlaczego na liście derbowej mieści się mecz odbyty w ramach zorganizowanego przez Związek Strzelecki turnieju ( w niepełnym wymiarze czasowym 2x30 minut):


Dlaczego na liście derbowej mieści się mecz odbyty w okupacyjnych warunkach w tzw. turnieju błyskawicznym w niepełnym wymiarze czasowym (2x15 minut):


a brak na niej odnalezionych przez nas dwóch spotkań derbowych: 


rozegranych również w niepełnym wymiarze czasowym (2x15 minut) w turnieju rozgrywanym corocznie o puchar "Dni Krakowa"? Rozgrywanym z dużą pompą, na pełnowymiarowych, trawiastych boiskach przez pierwsze drużyny obu klubów, z udziałem licznie zebranej publiczności i pełną obsadą sędziowską.

Jeszcze bardziej nas dziwi pominięcie kolejnego oficjalnego meczu towarzyskiego rozegranego na „uroczyste Otwarcie I Ogólnozakładowej Spartakiady Huty im. Lenina” (1954.09.24 Wisła Kraków - Cracovia 1:1). Nie chce nam się wierzyć, że uczyniono to z „premedytacją”. Nieśmiało sugerujemy, że po prostu go przeoczono…

W jeszcze większą konfuzję nas wprawia bezkrytyczne uwzględnianie przez wszystkich statystyków derbowych (począwszy od czasów galicyjskich) meczu z 1908 roku!!!


Istnieją poważne wątpliwości co do tego, czy mecz w ogóle miał miejsce. A jeśli nawet się odbył, czy nie był to po prostu mecz treningowy bez udziału publiczności. Brak jest o nim jakichkolwiek relacji w krakowskich dziennikach (podczas gdy inne mecze derbowe z tego roku opisane są obszernie co najmniej w kilku różnych gazetach...). Jedynym źródłem wspominającym ten mecz są tzw. Kroniki Cracovii. Kronikarzem Cracovii wówczas i przez najbliższe parę dzisiątek lat był J. Lustgarten.

Tenże Lustgarten twierdził w wywiadzie prasowym w 1935 roku, że w ramach Turnieju Jesiennego w 1906 roku „Wisła” rozegrała swój pierwszy pojedynek derbowy z Cracovią. I ci drudzy mieli ten mecz wygrać: 

Byłoby dziwne, gdyby te drużyny w ramach gier turniejowych się nie spotkały. Jednak twierdzeń Lustgartena żadne inne źródło nie potwierdza. Skoro bezkrytycznie przyjmujemy, że mecz listopadowy w 1908 roku się odbył, czemu wątpimy w relację Lustgartena dotyczącą spotkania z 1906 roku?? Przypominamy - do 1911 roku nie istniał jakikolwiek związek piłkarski organizujący mecze futbolowe w Krakowie. Od biedy można uznać, że jego rolę pełnił Krajowy Związek Turystyczny.

Podaliśmy zaledwie parę przykładów spotkań, co do których mamy poważne wątpliwości, czy powinny być uwzględniane w oficjalnych statystykach derbowych i takich, które powinny się tam znaleźć.

Dochodzi do tego szereg gier sparingowych, a wręcz treningowych organizowanych często ad hoc i odbywanych bez udziału publiczności. Naszym zdaniem takie spotkania nie powinny być uwzględniane w zestawieniu gier derbowych. Oto ich lista:


Przyjmując bardzo liberalne kryteria spotkań derbowych według naszych obliczeń było by ich już aż 201!!!

Według ostrzejszych kryteriów:
- grały pierwsze drużyny obu klubów
- na pełnowymiarowych trawiastych boiskach
- w jedenastoosobowych składach
- w pełnym wymiarze czasowym (90 minut)
- z oficjalną obsadą sędziowską
- przy udziale publiczności (wykluczając typowe gry treningowe)

byłoby tych spotkań co najwyżej 194!!!

A weryfikacja z naszej strony trwa …

Na koniec pytanie do kibiców, dziennikarzy i statystyków piłkarskich: co z tym fantem zrobić?
Zostawić istniejące zestawienia za nadal obowiązujące, czy jednak rzetelnie je zweryfikować?

Zobacz więcej: 
*Historia spotkań derbowych
*Statystyka spotkań derbowych (wraz z listą spotkań budzących wątpliwości)
*Derby w fotografii - w tym takie zdjęcia, jak poniżej:


Derby z 1923 roku. 

 Piękny wolej Artura Woźniaka w derbach z 1932 roku. 


Derby z 1966 roku. Zamieszanie pod bramką Wisły prawie tak duże, jak galimatias w statystykach. 





czwartek, 21 marca 2019

Najstarsze trofeum Wisły

Wisła Kraków to 113 lat historii w kilkudziesięciu różnych dyscyplinach sportowych. Jest to prawdziwy ogrom zawodników, startów, turniejów, medali, trofeów, zwycięstw. Niestety, nie ma obecnie miejsca, w którym te liczne sukcesy można by odpowiednio zaprezentować szerszej publiczności. Jak wiemy, nie ma muzeum Wisły Kraków i pewnie jeszcze trochę czasu upłynie, nim takie miejsce powstanie. W międzyczasie wiele wspaniałych pamiątek z konieczności przechowywanych jest w pomieszczeniach magazynowych w hali Wisły. Do niedawna podobnie było z najstarszym trofeum Wisły.

W 1911 roku zorganizowano we Lwowie I Igrzyska Polskie. Impulsem do ich przeprowadzenia były zbliżające się Igrzyska Olimpijskie w Sztokholmie 1912 i smutna konstatacja, iż polscy sportowcy nie będą mogli w stolicy Szwecji wystąpić pod biało-czerwoną flagą - jedyną możliwością było ewentualnie reprezentowanie jednego z zaborców. Towarzystwo Zabaw Ruchowych postanowiło urządzić zatem Igrzyska dla Polaków - tak, by brak niepodległości nie wykluczał Polski z idei olimpijskiej.

Wisła wygrała turniej piłkarski na tych polskich Igrzyskach, w decydującym meczu "Czerwoni" (jak wówczas nazywano Wisłę, przydomek "Biała Gwiazda" pojawił się później) pokonali Czarnych Lwów 3:1. W nagrodę krakowianie otrzymali "dyplom honorowy i nagrodę honorową, dar prezesa Towarzystwa Zabaw Ruchowych". Tą nagrodą była statuetka z brązu przedstawiająca dyskobola.



Jej wizerunek znaliśmy z prezentacji multimedialnej wydanej na stulecie Towarzystwa Sportowego. Zdjęcie jest dość przeciętnej jakości, a nas od dawna frapowało pytanie gdzie znajduje się ta statuetka. Na stulecie klubu przygotowano wystawę w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa, okolicznościowe wydawnictwo i wspomnianą prezentację multimedialną. Do ich przygotowania korzystano także z prywatnych kolekcji - czy statuetka z 1911 roku znajduje się właśnie w rękach prywatnego kolekcjonera i zdjęcie to jedyny ślad po niej? Prezentację wydano nie tak dawno temu (2006 rok), trofeum musiało zatem dotrwać do naszych czasów, ale gdzie się znajduje?

Zdjęcie z prezentacji multimedialnej z 2006 roku


Kilka dni temu udało się to ustalić. Statuetka z 1911 roku - najstarsze trofeum Wisły Kraków - spokojnie stała w jednym z pomieszczeń w hali Wisły. Obok kilkudziesięciu innych pucharów, pater, waz... Niewysoki i przykurzony dyskobol nie wyróżniał się w tym gronie, jasne jednak, że jest on jedną z najcenniejszych pamiątek w zbiorach Towarzystwa Sportowego. Po umyciu dyskobol trafił do sali konferencyjnej w hali Wisły. Jest to miejsce gdzie - w oczekiwaniu na muzeum z prawdziwego zdarzenia - eksponowane są najwspanialsze wiślackie skarby.

Dyskobol w sali konferencyjnej TS Wisła


Jeszcze kilka słów o samej statuetce - jest ona jak na swoje rozmiary bardzo ciężka. Marmurowy postument i rzeźba z brązu sprawiają, że to trofeum "swoje waży". Waga, materiał i dodatkowo precyzja wykonania (widoczna w dbałości o takie detale, jak kosmyki włosów czy palce u stóp) - to wszystko sprawia, że dyskobol mocno kontrastuje ze współczesnymi pucharami, nieraz wykonanymi z pozłacanego plastiku.


Niestety, jedno ramię dyskobola zostało urwane (i musiało do tego dojść już dawno, gdyż na fotografii z 2006 roku widzimy ten sam defekt).

Dlaczego statuetka ta przedstawia dyskobola? Pamiętajmy, że była to nagroda za wygraną w Igrzyskach - idea olimpijska zaś swoje korzenie ma w starożytnej Grecji. Wiślacki dyskobol inspirowany był rzeźbą Myrona z Eleuteraj powstałą w V wieku przed naszą erą. Dzieła Myrona były jednymi z najwspanialszych osiągnięć starożytnej sztuki - poprzez doskonałość wykonania i perfekcję techniczną były jednocześnie dynamiczne i stateczne, pełne napięcia i harmonijne. I chociaż nie przetrwały do naszych czasów - dyskobola Myrona znamy z późniejszych rzymskich kopii - to jak widać pozostawiły niezatarty ślad w cywilizacji europejskiej. I ten element w sali konferencyjnej Wisły będzie teraz dumnie przypominać odwiedzającym halę TSu o przebogatej historii Towarzystwa Sportowego.

Rzymska kopia dyskobola Myrona - inspiracja dla wiślackiej statuetki z 1911 roku



Plakieta na postumencie Dyskobola: "T.Z.R. I Igrzyska Polskie, 14-18 X 1911, nagroda prezesa Dembowskiego"


Pierwsze Igrzyska Polskie to jeden z tematów naszej książki "Niepodległa Polska - odrodzona Wisła". Książka do nabycia w Księgarni Akademickiej w Krakowie, zysk z jej sprzedaży wspiera rozwój Akademii Piłkarskiej Wisły. 

wtorek, 12 marca 2019

Niebiesko-biało-czerwone czy czerwono-biało-niebieskie?

Wiadomo, że symbolem Wisły jest Biała Gwiazda, ale jakie są barwy klubu? Kolory jednoznacznie kojarzone z Wisłą to biel, czerwień i błękit. W jakiej kolejności?

Gdy klub w ostatnich tygodniach promował w mediach społecznościowych i na bilbordach zakup karnetów i pamiątek wielu kibiców głośno wyrażało niezadowolenie z wykorzystywanych w tym celu grafik. Otóż w tle widniały biały, niebieski i czerwony pas - w takiej właśnie kolejności.



Jaki w tym problem? Dla wielu osób są to barwy np. Górnika Zabrze, ale z pewnością nie Wisły


Debata, która na ten temat rozgorzała, pełna była emocji. Wiele osób przerzucało się sprzecznymi opiniami, jedni opowiadali się za taką kolejnością, drudzy za inną, miejscami aż zapowiadało się, że zaraz padną inwektywy
To tak naprawdę świadczy o dwóch kwestiach - po pierwsze, barwy nie są dla kibiców czym obojętnym. Jest to element tożsamości, uświęcony tradycją, która w przypadku Wisły liczy sobie już ponad 110 lat.



Po drugie - ewidentnie w tej sprawie brak jest jednoznaczności.

Spróbujmy zatem uporządkować ten temat i wyjaśnić, jakie są barwy Wisły - niebiesko-biało-czerwone, czerwono-biało-niebieskie, czy jeszcze inne?

Odpowiedź być może będzie dla Was rozczarowująca, jednak formalnie rzecz biorąc, nie jest to zdefiniowane. Zacznijmy od początku.

Patrząc od strony chronologii należy stwierdzić, że najstarszym wiślackim kolorem jest błękit. Niebieską barwę koszulek ustalono już na spotkaniu założycielskim Wisły, co według wspomnień Romana Wilczyńskiego miało miejsce wiosną 1906 roku. Przy okazji zdecydowano, że spodenki będą czarne, w takich też kolorach był pierwszy klubowy emblemat (czarna kula-piłka przecięta niebieską wstęgą). Kolor niebieski nawiązywał do nazwy klubu i rzeki Wisły, która dosłownie i w przenośni łączyła Polaków ze wszystkich trzech zaborów ("Polacy i Wisły to Polska" - takie było uzasadnienie dla nazwy klubu).

Kolor czarny dość szybko popadł w zapomnienie, zaś w 1907 roku główną barwą Wisły stała się czerwień. Doszło do tego w wyniku fuzji z klubem Jenknera. Dla podkreślenia, że jest to połączenie dwóch klubów na równych prawach postanowiono zachować nazwę jednej drużyny i barwy drugiej. Klub Jenknera grał zaś w czerwonych koszulkach (z dwiema niebieskimi gwiazdami na piersiach). W 1910 roku niebieskie gwiazdy zastąpiono jedną białą, wprowadzając trzeci ze współczesnych kolorów Wisły.

Tak więc:
1906 rok - błękit - kolor Królowej Polskich Rzek
1907 rok - czerwień - kolor początkowo bez odrębnej symboliki, ale od
1910 roku - w połączeniu z białą gwiazdą - układający się w polskie barwy narodowe, co w czasach zaborów miało swoją niebagatelną wymowę

Chronologia barw nie determinuje jednak ich kolejności na przedstawieniach takich jak flagi czy grafiki. Kwestia ułożenia tych kolorów w postaci poziomych, pionowych lub skośnych pasów przez wiele dziesięcioleci była zwyczajnie bezpodstawna. Przez wiele lat nie stosowano takich wyobrażeń. Przedwojenne statuty Towarzystwa Sportowego nie definiowały wiślackiej flagi, jedynie herb (Biała Gwiazda w czerwonym polu, a od 1936 roku w czerwonym polu przeciętym niebieską wstęgą).

Najstarsze wiślackie herby. Opracowanie: polskielogo.net

W tamtych czasach gdy już stosowano flagi, to jedynie w formie przedstawienia Białej Gwiazdy na czerwonym tle. Takie były chorągiewki w narożnikach boiska:
Stadion Wisły około 1925 roku


Takimi flagami przyozdabiano trybunę główną

Stadion Wisły w maju 1936 roku, mecz Wisła - Chelsea Londyn. 

Kwestii czerwono-biało-niebieski czy niebiesko-biało-czerwony zwyczajnie nie było.

Uległo to zmianie w 1949 roku, wraz ze stalinowską reformą polskiego sportu. Jej celem było przekreślenie dotychczasowych tradycji polskich klubów i zaprzęgnięcie sportu do totalitarnej machiny propagandowo-indoktrynującej. Kluby wciśnięto do tak zwanych Zrzeszeń Sportowych. Drużyny z różnych miast mogły przynależeć do tego samego Zrzeszenia pod patronatem wybranej gałęzi przemysłu lub organu władzy. Tym samym autonomia i własna tożsamość klubów miała być zupełnie wymazana. Wisłę przemianowano na Gwardię i klub włączono w struktury Zrzeszenia nadzorowanego przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Tradycyjne symbole Wisły zostały zastąpione emblematami Gwardii. To wtedy na koszulkach krakowskich piłkarzy pojawił się czerwono-biało-niebieski pas. Dodajmy, że koszulki były w kolorze białym.

Leszek Snopkowski w koszulce ZS Gwardia z czerwono-biało-niebieskim pasem i czerwono-biało-niebieskim herbem z literą G. 

Tak się złożyło, że kolory te były takie same jak kolory Wisły. Były to jednak barwy Zrzeszenia Sportowego Gwardia i nie wywodziły się one z wiślackich tradycji - przeciwnie, gwardyjska symbolika miała zupełnie wymazać tą wiślacką.

Wraz z odwilżą polityczną po śmierci Stalina poluzowano żelazny uścisk dotychczasowych reform i między innymi pozwolono klubom piłkarskim na powrót do tradycyjnych nazw i barw. Zrzeszenia zachowały jednak swoje symbole i zgodnie ze wspomnieniami starszych kibiców barwy niebiesko-biało-czerwone pojawiły się w efekcie dezaprobaty fanów Wisły wobec Gwardii - flagę ZS Gwardia "odwrócono do góry nogami".

Na marginesie można nadmienić, że statuty Wisły z okresu PRLu wprowadzały w tej materii jeszcze trochę więcej zamieszania. Przykładowo status z 1967 roku stwierdzał, że barwy klubu to biała-czerwona-niebieska! W praktyce jednak takiego ułożenia nie stosowano.


Status z 1975 roku powracał do przedwojennej praktyki i definiował flagę Wisły jako wizerunek białej gwiazdy na czerwonym tle (przeciętym błękitnym pasem).


Obecnie utarło się stwierdzenie, że Wisła jako klub stosuje barwy czerwono-biało-niebieskie, kibice zaś bardziej przywiązani są do wzoru niebiesko-biało-czerwonego. Ponownie należy jednak podkreślić, że nie jest to formalnie usankcjonowane, zdefiniowane ani unormowane. Obecny statut Towarzystwa Sportowego określa jedynie godło klubu i flagę w tradycyjnej formie białej gwiazdy na czerwonym tle z błękitnym skośnym pasem:

Obecny status TS Wisła w swojej części dotyczącej klubowych symboli. 

Status Wisły Kraków Spółki Akcyjnej (zobacz) nie zawiera żadnych odniesień co do symboli, herbu ani flagi sekcji piłkarskiej.

W tej sytuacji nie powinno dziwić, że wokół właściwej kolejności wiślackich barw co jakiś czas wybuchać będą polemiki. Czy zatem powinno się zaktualizować statut Towarzystwa Sportowego i doprecyzować tę kwestię?



Jeżeli tak, to którą wersję usankcjonować? Cz-B-N czy N-B-Cz? A może obie? Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? 

czwartek, 7 marca 2019

Moment, który utkwił w pamięci Henryka Reymana

25 maja 1924 roku w pierwszej rundzie turnieju olimpijskiego zmierzyły się ze sobą zespoły Włoch i Hiszpanii. Mecz był wyrównany - lepiej zaczęli Hiszpanie, choć Włosi dobrze się bronili. Hiszpanie byli doskonale wyszkoleni technicznie i przeważali. Drużyna z Półwyspu Iberyjskiego bazowała jednak przede wszystkim na akcjach indywidualnych, podczas gdy zespół z Półwyspu Apenińskiego grał bardziej drużynowo. Dzięki temu Włosi byli w stanie oprzeć się Hiszpanom. Zespół doskonale taktycznie przygotował Vittorio Pozzo - uznawany za jednego z najlepszych szkoleniowców w historii futbolu. Pozzo dopiero kilkanaście lat później wyrobił sobie status legendy włoskiego futbolu - gdy w 1934 i 38 roku poprowadził Włochy dwukrotnie do Mistrzostwa Świata, a w międzyczasie sięgnął po złoty medal olimpijski - ale już wtedy w 1924 roku dobrą taktyką potrafił zniwelować przewagę oponenta.

Decydująca chwila miała miejsce w 84 minucie. Hiszpański obrońca Pedro Vallana interweniował tak niefortunnie, że wpakował piłkę do własnej bramki. Słynny bramkarz Ricardo Zamora był bezradny, bardzo silna Hiszpania pożegnała się z turniejem już w pierwszym meczu.

Spotkanie Włochy - Hiszpania z trybun stadionu Colombes pod Paryżem wraz z kolegami z reprezentacji Polski oglądał Henryk Reyman. Mecz Biało-czerwonych wyznaczony był na następny dzień, polscy piłkarze korzystali zaś z okazji by w ramach Igrzysk Olimpijskich w pełni chłonąć piłkarskie wydarzenia. Był to pierwszy międzynarodowy turniej, w którym nasza reprezentacja brała udział. Na Igrzyska Olimpijskie w Antwerpii w 1920 roku Polska nie pojechała z powodu trwającej wojny z bolszewikami. Międzynarodowe kontakty starały się utrzymywać poszczególne kluby, zaś od momentu odzyskania niepodległości reprezentacja zdołała rozegrać raptem 11 spotkań - i to z pobliskimi krajami, jak Węgry, Szwecja czy Rumunia. Styczność z zachodnim piłkarstwem, możliwość obserwowania w akcji zawodników z dalekich Włoch i Hiszpanii była dla Polaków wielkim przeżyciem. O hiszpańskim golkiperze układano w Polsce wiersze!

Zamora wsparty w bramce o szczyt Pirenejów 
Piękniejszy niż Don Juan, obciśnięty w swetrze, 
Jak dumny król, w chaosie center i wolejów, 
Śledzi kulę świetlistą, prującą powietrze.

- pisał skamandryta, Kazimierz Wierzyński.

Decydująca bramka meczu Włochy - Hiszpania mocno odcisnęła się w pamięci Henryka Reymana. Do tego stopnia, że gdy 35 lat później Przegląd Sportowy poprosił Wiślaka o spisanie wspomnień z Igrzysk Olimpijskich, Reyman ze szczegółami opisał tego gola:

W spotkaniu z Włochami tuż przed końcem meczu prawy obrońca hiszpański zasunął taką bombę do własnej bramki (oczywiście przypadkowo), że słynny Zamora nie miał przy niej nic do powiedzenia. Obrońca ten płakał po tym jak dziecko, wijąc się na boisku i przez dłuższy czas koledzy nie mogli go uspokoić.

Tak się składa, że jeden z fotoreporterów doskonale uchwycił ten kluczowy moment. Tym samym możemy zobaczyć to, co widział Henryk Reyman i możemy spróbować wyobrazić sobie emocje tamtej chwili sprzed 95 lat.

84 minuta meczu Włochy-Hiszpania - samobójcza bramka Hiszpanów. Ricardo Zamora zdaje się zupełnie zaskoczony, Pedro Vallana już wie, co się stało i zdążył ukryć twarz w ramionach. Najbliższych kilka chwili spędzi zrozpaczony leżąc na ziemi i nie mogąc dojść do siebie. Gdzieś z trybun stadionu w Colombes scenę tę oglądają reprezentanci Polski z Henrykiem Reymanem na czele. Oni gorycz olimpijskiej porażki przeżywać będą następnego dnia, gdy ulegną niezwykle silnej reprezentacji Węgier. 

Tutaj jeszcze kilka ciekawych zdjęć związanych z Igrzyskami Olimpijskimi 1924:

Widok ogólny stadionu w Colombes pod Paryżem - głównej areny Igrzysk Olimpijskich 1924. Na fotografii ceremonia otwarcia Igrzysk. 


Reprezentaci Polski w czasie ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich 1924. Niestety, obiektyw nie uchwycił piłkarzy. 

Nieistniejący już Stadion Bergeyre w Paryżu, na którym swój jedyny mecz na Igrzyskach 1924 roku rozegrała Polska. Biało-czerwoni przegrali 0:5 z Węgrami. 

Olimpijskie wspomnienia Henryka Reymana i Wacława Kuchara (Pogoń Lwów) po 35 latach (zobacz)

Do dalszej lektury polecamy:
- Biografia Henryka Reymana
- Wiślacy na Olimpiadach
- Lista spotkań reprezentacji Polski w piłce nożnej z udziałem Wiślaków
- Historia reprezentacji Polski w piłce nożnej z wiślackiej perspektywy